x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Uczestniczyłam w oczekiwaniach na film, byłam świadkiem wątpliwości i obaw, głównie z gatunku „czy ten szczeniak Sato sobie poradzi?!”. Przeszła premiera, film pojawił się w sieci, a ja… nic. Obejrzałam go dopiero teraz. Chociaż przecież ta obsada! Jako fanka zarówno Takeru, jak i, a wręcz przede wszystkim, Aoi Yuu, nie mam usprawiedliwienia dla swojego ociągania się.
No ale do rzeczy.
Film jest przede wszystkim poezją dla oczu. Słusznie zauważa recenzja, że im większy ekran, tym lepiej. Zdjęcia, choreografia walk, kostiumy, wystrój wnętrz i wszystko wszystko. Pasłam swoje oczęta każdym detalem. Jedynym zgrzytem był kliknij: ukryte tylko plastikowy karabin maszynowy Kanryuu haha, poza tym – cudowności!
Obsada dobrana wspaniale. Takeru był naprawdę niezły, Yuu była wspaniała, chociaż ta rola nie oddaje jej sprawiedliwości (bias), Eguchi‑san był jak marzenie w porównaniu z dość szpetną wersją oryginalną :P Emi‑chan zaś, no cóż, żadna z niej wielka aktorka, ale dała radę.
Im dalej od linii pierwszego planu, tym bardziej wszelako się robiło, ale obawiałam się, że będzie gorzej… Na nikogo nie zgrzytałam zębami, a nawet zostałam pozytywnie zaskoczona.
Muzyka… oh, to było doznanie! Wspaniała. I motyw końcowy~ Kiedy usłyszałam głos Taki, buzia sama mi się roześmiała. A btw roześmianej buzi, po prostu rozpływałam się w zachwycie nad samurajskim „de aru” Kenshina <3 Chętnie wdałabym się tu w barwną dygresję na temat uroku Takeru w hakama (uwaaa hakama są sexy!) i ogólnej estetyki rozchełstanych kimon i machania kataną, ale sobie daruję…
Nad scenariuszem nie będę się rozwodzić. Był w miarę spójny, zaoszczędzono nam tego wszystkiego, czym charakteryzuje się japońskie kino ku pokrzepieniu serc, czyli biegania za głównym bohaterem, by trzymać za niego kciuki. kliknij: ukryte Jedynie przemowa Kaoru mogłaby wpisać się w ten schemat, ale nie bolało aż tak bardzo jak mogłoby… a mogłoby, heh. Ogólnie więc duży plus. Nie dało się, co prawda, uniknąć wrażenia, że wszelkie sceny mówione służyły jako pomost pomiędzy walkami. Co z tego jednak, kiedy walki były wspaniałe? Ich dynamizm zrobił na mnie duże wrażenie i kilka razy miałam szczere „wow” na ustach. Niesamowicie mi się podobało. Fabuła więc sobie jest, prosta jako ten drut i szału nie robi, wszystko inne natomiast wręcz przeciwnie – szał.
Film miał naprawdę dobry budżet, to rzuca się w oczy i uszy. Jeny nie zostały zmarnowane :D
Re: Przegięcie
kliknij: ukryte Leorio i Hisoka jeszcze powrócą i będą mieli swoje 5 minut, ale Kurapika ;_; to, co się stało z Kurapiką, a raczej niewiedza na ten temat, jest dla mnie istną solą w oku.
Re: Przegięcie
Wypraszam sobie, mnie obchodzą ;) Dawanie tyle miejsca postaciom pobocznym jest jednym z elementów, które czynią HxH wyjątkowym. Ciekawa odmiana od wałkowanego we wszystkich shounenach motywu walki głównego bohatera z głównym złym, podczas gdy reszta drużyny stoi z boku i ogranicza się do biernego kibicowania. Powiem wręcz, że mamy tu do czynienia z drużyną idealną. kliknij: ukryte Fakt, że jej członkowie nie działali idealnie zgodnie z planem, sprawia, że wszyscy są niesamowicie ludzcy i to też jest piękne.
Re: Przegięcie
Re: Przegięcie
Jeśli przez sam fakt regeneracji, coż… dzięki temu dostaniemy później jedną z najbardziej wzruszających scen w historii ;_; więc jakkolwiek by to nie wyglądało teraz, wyszło tytułowi na dobre. Podobnie można mówić o tym, co się stanie z Gonem.
Ale, niestety, już nie jestem nastolatką i wynudziłam się podczas oglądania jak mops. W ogóle nie mogłam się wczuć. Męczyłam serię, męczyłam, przewijałam… Chwila na ogarnięcie akcji, narastające irytacja i znowu przewijanie. I tak dobrnęłam do końca. Wreszcie mam to z głowy, otworzę maślankę na wiwat!
Po co ja to w ogóle zaczęłam oglądać? Chyba z przekory, i z przekory (albo z masochizmu) skończyłam. Po cichu liczyłam też, że jednak mnie zaskoczą w kwestii rozwiązania „gry o męża”, ale nie :( Gdyby mnie zaskoczyli, to pewnie dałabym punkt więcej XD
Re: Jestem na tak
Ta moja, trwająca już dekadę, sympatia dla filmu sprawia, że w anime wszystko wygląda gorzej, dziwaczniej, „nie‑tak‑jak‑trzeba”, heh.
Jestem obrzydliwie wręcz uprzedzona. Oczywiście należy pamiętać, że kinematografia japońska ma tendencję do przerabiania takich historii na dzieła „ku pokrzepienie serc”, więc może anime jeszcze mnie zaskoczy? Jakieś elementy fabuły pogłębi i okażą się one mniej ugrzecznione? Kto wie. Mam zamiar oglądać do końca.
Kreska specyficzna, animacja koszmarna. To, co zachwyciło mnie w tekkon kinkreet, tutaj po prostu straszy. Od razu widać niski budżet. Szkoda. Muzyczka natomiast przyjemna, ładnie plumka w tle. Opening super. Seiyuu też super.
Re: Na to czekałem
Re: Coraz dziwniejsze(gorsze ?)
Super moce nie są „ostatnią deską ratunku”. Autor musiał je założyć już na samym początku. Inaczej nie dawałby swoim bohaterom wrodzonych super talentów, nie rysował im puszczonych na wiatr włosów po pas i nie tworzył „generacji marzeń”. Widząc taki wstęp jak można się dziwić, że ktoś się później teleportuje?
Czy to oszustwo? Nie, to konwencja.
Re: Coraz dziwniejsze(gorsze ?)
A reszta wrażeń pójdzie do innego tematu.
Re: Coraz dziwniejsze(gorsze ?)
Re: Coraz dziwniejsze(gorsze ?)
I o to właśnie chodzi. Czary‑mary, albo jakieś wypełnienie fabularne. Jeżeli seria ma być tylko i wyłącznie o sporcie, że się powtórzę, 24/7, widz by zasnął, albo przełączył na mecz. Nie ma sportowca, który wyłącznie trenuje, nie ma ucznia, który zajmuje się wyłącznie pozalekcyjnym klubem. Jeżeli historia ma do zaprezentowania tylko ten klub, to musi dodać magię i kolorowe światełka.
Jeśli chodzi o Yowamushi pedal, wystarczyło, że obejrzałam opening i od razu wiedziałam, że będą cuda na kiju. Nawet o tym wspominam w pierwszym komentarzu do tego anime.
Re: Coraz dziwniejsze(gorsze ?)
Oczywiście mam na myśli seria sportowa typu shonen, bazująca na zbieraniu wokół siebie kolegów i polegająca na pokonywaniu kolejnych przeciwników. Taki typ serii po prostu musi mieć czary‑mary i standardowo jest oderwana od rzeczywistości. Inaczej będzie nudne. To jest szkolny klub, do jasnej anielki xD Uczniowie nie mają prawa poświęcać się wyłącznie zajęciom dodatkowym, muszą zdawać egzaminy semestralne, albo z klubu polecą. Uczniowie ostatnich klas powinni mieć wręcz zakaz uczestnictwa, bo egzaminy na wyższy stopień edukacji, żeby szkoła miała odpowiednie statystyki. (No chyba, że to szkoła sportowa i wtedy kładzie się nacisk na inne wyniki). Pretensje, że coś tu jest nierealne, uważam za śmieszne i o taką konwencję mi chodziło.
Jeśli seria ma jakieś inne aspiracje fabularne, chce zaprezentować sobą coś więcej, wtedy tych „świecących piłek” jest mniej. Ale wtedy na ogół dotyczy to życia bohaterów, jakiś ich osobistych dramatów albo miłości, albo jednego i drugiego.
Takie Shoot, które bardzo ciepło wspominam, pamiętam głównie z sytuacji pozaboiskowych.
Gdyby to było cały czas sport i treningi, w koło Macieju 24/7, to widzowie by posnęli, albo przełączyli na mecz.
Re: Coraz dziwniejsze(gorsze ?)
Re: Miłość od pierwszego obejrzenia!
Trochę mnie korci, by podrążyć wątek „czy miłość to uczucie, czy raczej stan umysłu?” ale się powstrzymam xD
Hiromi:
Powołujesz się na anime, którego nie znam, nie mogę się więc ustosunkować. Nie mogę też rozmawiać na temat no game, no life, bo dzielnie powstrzymuję się przed oglądaniem.
Komentarz bloba skłonił mnie jedynie do refleksji, że zjawisko kazirodztwa między rodzeństwem utraciło rangę tabu, a stało się kliszą. Oczywiście jest w tym pewne generalizowanie, ale…
Kiedy milion lat temu czytałam angel sanctuary, byłam wzruszona, miałam jakieś tam przemyślenia. A teraz co? Widzimy dziesiąte i kolejne anime o tym, jak brat i siostra „mają się ku sobie”, albo jedno z nich ma chrapkę na drugie i taka sytuacja nie ma budzić dylematów, tylko jest pretekstem do zagrywek komediowych/ecchi. Nie jestem jakimś wielkim wrogiem kliszy jako takiej, czasem jest to wesołe. Stwierdzam tylko fakt jej istnienia ;)
Re: Miłość od pierwszego obejrzenia!
Re: Miłość od pierwszego obejrzenia!
to prawdziwy znak czasu, że przy pisaniu o miłości między rodzeństwem, czymś, wydawałoby się – normalnym, trzeba zaznaczać „bez podtekstów” xD trochę smutne.
Haikyuu zaczęłam oglądać dla „heternormatywnych” zachowań bohaterów. Hmmm, niby dlaczego mam kłamać? Bądźmy szczerzy, gdyby nie nadzieja na ubaw, nie tknęłabym tej serii.
Oczywiście wyśmiewam równo pomysł z płaszczem i koroną. Powtarzanie ujęć itp. Kiwam głową nad kolegami rudzielca z drużyny gimnazjalnej. Ach, jak ja ich rozumiem! kliknij: ukryte Dlaczego jednak zgodzili się z nim pojechać na zawody, tego nie pojmę. Nawet pod miłość ciężko to podpiąć…
Ze zdumieniem stwierdzam jednak, że mi się nawet podoba. Głównie przez zapał rudego. Zapał, którego nie pojmuję, ale szanuję. Tak czy inaczej, liczę na duuużo kwaśnych tekstów.
Swoją drogą masz zacięcie. Mi by się nie chciało poświęcać tym bukietom dwóch sekund uwagi więcej, niż czas ich prezentacji xD
Z drugiej strony – nie łatwiej zgadywać znaczenie kwiatów po charakterach panów?
Mimo wszystko zostałam utwierdzona w przekonaniu, że po prostu nie jestem targetem takich produkcji. Te wszystkie „łomantycne” scenki wywołują u mnie jedynie facepalma i dziką potrzebę czepiania się. A bohaterka może i ma charakter, ale w obliczu pięknego młodziana zaraz omdlewa. Przynajmniej trzy razy powinna zastosować ultra kopnięcie kolanem w punkt strategiczny. No ale yamato nadeshiko nie przystoi takie zachowanie :P
Piękne młodziany natomiast… To może być jedyny powód, dla którego będę oglądać dalej xD są, jak to się mówi, fazowi. Te kwiaty wyrastające z głów, coś wspaniałego xD
i jakże pięknie i bezczelnie się szipują, wzruszenie odbiera mi mowę.
karameru~ tengoku~ doki doki
Kiedyś sięgnęłam po mangowy oryginał i zrezygnowałam w połowie pierwszego rozdziału. Stwierdziłam że, nie chce mi się przez to przedzierać. Pomysł jest genialny, ale jakoś tak wizualnie mnie odrzuciło. Dlatego animowa wersja budziła moje wątpliwości, jednak w ruchu i kolorze wszystko zaczęło wyglądać lepiej.
Tematyka, jak już powiedziałam, to strzał w dziesiątkę. Buddyjskie (i kawałek „europejskiego”) piekło w pozornie
rzywym zwierciadle. Opłacało się pisać prace naukowe o japońskich obrzędach, miałam zaplecze teoretyczne do rozumienia dowcipów XD
Można też na to spojrzeć z innej strony. W piekielnych dekoracjach pokazano działanie korporacji a także pięknie zażartowano z reguł panujących w show‑biznesie.
Peach Maki to przecudowna parodia Kyary pamyu pamyu! Oczywiście nie mogę dać głowy, że taki był zamiar, ale… no, ja tak ją odbieram xD
Humor, jak to mówią, nie dla dzieci i oj, czasem ostro jechano po bandzie. Można powiedzieć, że poziom żartów jest taki trochę gintamowaty, aczkolwiek nie jest to idealne porównanie. Tak czy inaczej, przez większość czasu bawiłam się naprawdę dobrze. Czarny humor i groteska w naprawdę dobrym wydaniu.
Bohaterowie straszni z zawodu, „rozkosznieli” z każdą chwilą. Nawet Hozuki‑san, ten arcymistrz sadyzmu w każdej postaci~ jego „trudna przyjaźń” z Hakutaku przysporzyła mi wielu radosnych chwil. Znęcanie się nad Enmą już mnie tak nie bawiło, bo bardzo królowi współczułam.
Absolutnie kocham Shiro i Nasubiego, cóż za rozkoszne stworzenia, chcę ich adoptować.
Ogólnie bardzo dobra seria, oryginalna i niecna.
Re: Pierwsze wrażenia