x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Proszę animie, bądź takie kretyńskie do samego końca~
No i nie mogę się nacieszyć, jak ładnie im głosy dobrali ;3
mtaaa, lubię yakuzowe klimaty i lubię yandere, nie lubię, kliknij: ukryte kiedy typ ostrzy sobie zęby na bohaterkę od jej najmłodszych lat, a dziadek patrzy z boku i czeka w ekscytacji, kiedy się zejdą.
Jeśli to oznacza, że nie jestem grupą docelową, to bardzo mi to pochlebia :D Niestety przeczytałam najpierw 27 rozdziałów mangi, żeby to zrozumieć.
Re: Grafika
Re: O recenzji, mandze, oraz adaptacji
Wrażenia: jest źle i po taniości :D Miałam dysonans pomiędzy głosami i animacją, brzmiało to o wiele za spokojnie niż wskazywałaby mimika postaci. Podobało mi się za to niesamowicie, kiedy bohaterowie zasłaniali sobie usta, żeby nie trzeba było ich animować <3
I ta różnica w rysunku głównej bohaterki i innych dziewczynek… Sprawia to jakieś takie dziwne wrażenie, że Isaku nakłada pełny makijaż już od przedszkola.
Pół odcinka wytrzymałam, to i tak za dużo :D
Manga prezentuje się o tyle lepiej, że można sobie dopowiedzieć dynamikę niektórych scen. A fabularnie… no, fabularnie to wiadomo… dokładnie tak kripi jak się wam wydaje.
Re: O recenzji, mandze, oraz adaptacji
Re: I znowu pisze, czemu książę ceni swoją wybrankę ;)
Czwarty odcinek dramatu
Może faktycznie twórcy mnie słyszą? Aczkolwiek cały czas bez zaskoczeń. Jeśli pomyślę, że coś się wydarzy, dokładnie to za chwilę się dzieje heh Mam całą masę uwag do tej historii, zostawię je już sobie zbiorczo na inny czas…
Warto zaznaczyć, że Mio pokazała trochę więcej życia, ale w gruncie rzeczy ciągle jest jak ten pies z eksperymentu Seligmana, a jej piękny danna‑sama traktuje ją jak dziecko z niepełnosprawnością umysłową, co nie jest dalekie od stanu faktycznego. Czy to spojler?
Nie mam bladego pojęcia, dlaczego on chce się z nią ożenić. No chyba, że z litości ( ¬▂¬)
Re: Wykorzystane motywy
kliknij: ukryte odstępstwo od faktów odstępstwu od faktów nierówne. Myślę, że jest różnica między tworzeniem fikcyjnego wydarzenia i budowania wokół niego logicznego i prawdopodobnego rozwoju sytuacji, a dopasowywaniem historii do gustów tzw. „współczesnych odbiorców”, albo w ogóle robienia z tej historii kurtyzany.
Re: Wykorzystane motywy
W Ooku mamy alternatywną wersję historii, gdzie nieistniejąca choroba zdziesiątkowała męską część populacji, co spowodowało, że kobiety – chcąc nie chcąc – musiały przejąć uprawę pól, handel, budownictwo i do tego jeszcze myśleć o tym, żeby zapewnić sobie jakieś potomstwo. Na szczeblu rządów centralnych, po śmierci shoguna, w celu uniknięcia kolejnej wojny domowej, posadzono w tajemnicy na tronie córkę zmarłego i poczyniono kroki, żeby jak najszybciej urodziła syna, dzięki czemu „wszystko wróciłoby do normy”. Wyszło „trochę” inaczej.
Jednocześnie w zapiskach historycznych świata przedstawionego kobiety noszą męskie imiona, a mężczyźni żeńskie, więc ktoś, kto by to czytał x lat później, mógłby trwać w przekonaniu, że shoguni byli mężczyznami, a ich konkubiny – kobietami. Czyli tak jak było naprawdę. Taki motyw jest tu nawet poruszony.
W mojej opinii autorka odwaliła kawał świetnej roboty, ale jeśli nie godzisz się na żadne odstępstwo od faktów w fikcji, to już sam opis fabuły powinien Ci wystarczyć za odpowiedź na pytanie „czy chcę to oglądać” i nie ma sensu drążyć dalej ;p
Re: Wykorzystane motywy
kliknij: ukryte Tak, motyw z „wymarciem facetów” był wykorzystywany już wielokrotnie i ten element sam w sobie nie jest specjalnie oryginalny, ale właśnie fakt, że podchodzi się tu do tematu na poważnie, wyróżnia ten tytuł od innym przez Ciebie wspomnianych.
Mulitharem jest obecny. Sam tytuł na to wskazuje, ale bohaterki niekoniecznie czerpią z tego satysfakcję. Wręcz przeciwnie. Przynajmniej jeśli chodzi o anime. W dalszych rozdziałach mangi bywa z tym rozmaicie, zależnie od shoguna, ale nie rozmawiamy o mandze.
Nie ma tutaj „gwałtu na historii”. Historia w Ooku traktowana jest z niesamowitym szacunkiem, chociaż, jak się przypadkiem dowiedziałam, tzw. zachodniego widza bardzo rzadko to obchodzi (sic!). Oczywiście są pewne uproszczenia, tego nie dało się uniknąć, ale mnie, którą to właśnie wyjątkowo obchodzi, ujęło, jak wszystko do siebie pasuje pod względem historycznym.
No i trzeba pamiętać, że to jest shoujo. Shoujo ma swoje prawa. Są miłoście i dramaty, ale przedstawione tak dobrze, że nawet ja, osobnik z sercem z węgla, uroniłam kilka łez.
odcinek trzeci dramatu
Gwoździe programu:
Miyo ciągle przeprasza, że żyje.
Miyo dostaje make over! – czy to spojler?
Ciągle jest nudno.
Ożywiłam się na chwilkę, kiedy odezwał się Shimono. Jego postać pojawiła się, żeby powiedzieć trzy zdania na i sobie idzie! Nic by się nie zmieniło bez tej sceny. No lol… Chociaż połowę można by wywalić i nic by nie ubyło.
kliknij: ukryte Podejrzewam, że za zamachem na pana małża stoi ta druga rodzinka, która chce położyć łapę na bohaterce.
Zaskocz mnie czymś animie, czymkolwiek!
Żaden też z tego, moim skromnym zdaniem, manifest feministyczny.
Co do przemocy symbolicznej. Oj, przemoc tutaj jest bardzo realna i spada na wszystkich, niezależnie od ich płci i roli społecznej.
Natomiast to, że mężczyźni w ooku przyjmują żeńskie imiona. To jest chyba bardziej skomplikowane, niż piszesz. A może wręcz przeciwnie, o wiele prostsze?
No i szkoda, że nawet nie wspominasz o tak genialnych postaciach jak Kasuga i Iemitsu. Można by je analizować i analizować, bohaterki innych szojców mogą się schować.
Czytałam trochę mangę, ale ostatecznie postanowiłam być leniwa i wzięłam się za ekranizację. Ekranizacja jest taka sama jak pierwowzór, tylko bardziej.
Trochę mnie zaskoczyła ilość dzieciarni w openingu. Zaskoczyła i czuję zniechęcenie, bo jeszcze mi się tu okaże, że ta interesująca relacja między chłopakiem i wampirzycą zostanie rozmieniona na drobne.
Swoją drogą jest coś ostatnio z tym niespaniem i szukaniem szczęścia po zachodzie słońca w tych animach. Co prawda wymienię tylko trzy tytuły, gdzie było to punktem wyjściowym, ale trzy to wcale nie tak mało. Jakiś trend, czy co?
Re: Płacz i zgrzytanie zębów
Innymi słowy – niekonsekwentnie ją napisano.
Co do „nie miała wyjścia”. Zawsze jest wyjście. Zgodziła się na zastosowanie przymusu z chwilą, kiedy sobie tego pięknisia kupiła. Weszła w system, więc wszystkie dalsze ewentualne rozkminy nie brzmią dla mnie wiarygodnie. Jeżeli nie jest to hipokryzja, to właśnie straszna naiwność i głupota.
Tym bardziej, że to całe „zmuś mnie” pachniało jakimś takim tanim sadomasochizmem dla… eghem… no… no… no cóż, dwunastolatek. Jak miałam dwanaście lat, to mnie takie rzeczy kręciły, ale teraz już nie.
Nieprzyjemnie się czyta? A czy mi było przyjemnie?
Kiedy oglądałam to anime, czułam jakby szarpano mi mózg rozpalonymi obcęgami. Cały czas towarzyszyło mi bardzo przykre wrażenie, że twórcy mają mnie za głupszą niż jestem i po prostu mnie nie szanują. Zakładam, że to dlatego, że mam mniej rozumu niż inni, a skoro mam mniej, to jest mi go bardziej żal.
Poza tym, jakby nie patrzeć, jeżeli już to zdradziłam tylko pół serii ;p
Re: To nie nowość
Avellana, ty niedobra naczelna ty, trzeba było autorkę z jej straszną pseudo‑recenzją pogonić :D
Bywało, że faktycznie miały powstać takie „kontr recenzje”, ludzie się odgrażali, że napiszą… Nie pamiętam sytuacji, żeby powstała chociaż jedna.
Dlaczego nikt nie pisze kontr recenzji?
Nie wiem, ale się domyślam.
Re: Płacz i zgrzytanie zębów
wyszczególniłam to, co należało wyszczególnić, żeby wykazać, że seria jest słaba i nielogiczna w założeniach świata przedstawionego. Wychodzi na to, że wszystko takie było.
Ojej.
Nudzi mnie to.
Czy chcecie, żeby zdjąć ten tekst?
Proszę napisać do naczelnej, może się przychyli. Nie będę płakać.
Co do tego, że Anne najpierw się zarzeka, że używanie przemocy jest niestosowne i niewłaściwie, i że będzie grzecznie prosić. Ale jak nie zostanie wysłuchana, to zastosuje przemoc…
Przecież to samo w sobie jest groźbą!
Jeśli naprawdę myślała tak, jak deklaruje, to nie użyłaby argumentu „nie zmuszaj mnie do używania przemocy”. W ogóle nie powinna kupować sobie niewolnika. Miała kasę, mogła wynająć do ochrony ludzi. Ale wtedy historia by się nie wydarzyła, więc…
Gdyby twórcy zachowali wiarygodność tej postaci, to po scenie, gdy dziewczyna była gotowa zaryzykować guza by uratować obcą sobie wróżkę, powinna też zaprotestować, kiedy ten, jak mu tam… kliknij: ukryte blond złoł był wredny wobec swojej małej niewolnicy, prawda?
kliknij: ukryte A może faktycznie uznała, że akurat ta reprymenda była słuszna, bo przecież obrażono jej kuchnię.
hih
Można go streścić w jednym zdaniu: Sierotka Miyo przeprasza, że żyje.
Tak, miała ciężko. Trudne dzieciństwo, okrutna macocha, tak. Niedole wybiły z niej całą energię. Mamy się litować, jasne. Ale patrząc na nią czułam tylko, jak życie ze mnie ulatuje. Co za lebioda :|
Zrobiono nam też ekspozycję obecnych w tej rzeczywistości magicznych mocy. Łopatologiczną, ale niezbyt rozbudowaną.
W przerwie między odcinkami zaczęłam się zastanawiać kliknij: ukryte czy może pan ojciec nie jest tak do końca zły. Ostatecznie załatwił córce całkiem niezłą partię. Na pewno lepszą niż ten adoptowany mąż dla młodszej córki.
Ale koniec końców nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Po kiego grzyba ktoś bierze sobie do domu dziewczynę, którąś z kolei już, jeśli nie chce żony, służącej, popychadła? Nawet gdyby to miało być małżeństwo na zasadzie umowy biznesowej, to tym bardziej powinno panu ojcu i temu lodowemu księciu zależeć.
Tymczasem ze strony ojca to było „nie ważne komu, byle się pozbyć z domu”, co idzie zrozumieć, skoro ma na zbyciu „wybrakowany towar”, ale skoro był świadomy tego „wybrakowania”, to powinien tam pod sufit skakać, że tak dobrze ją upchnął i nawet nie musiał dopłacać (chyba). W końcu ksieciunio jest wielką szychą. Ale gdyby się tak obraził, że mu coś takiego wybrakowanego podsuwają pod nos, to była chryja na cały kraj. Tymczasem rodzinka zachowuje się, jakby ją za szewca wydali, albo co. I potem jeszcze – założę się o pieniądze – będą się strasznie złościć, że to, czym pogardzili, tak dobrze się miewa.
Ze strony księciunia… nie wiem, nie rozumiem typa :D Jakąś przedwstępną umowę małżeńską podpisał. Zgodził się przybłędę do domu przyjąć. No zgodził się. Nowa narzeczona przyszła, a on na dzień dobry odstawia bucerę stulecia, rzuca irracjonalnymi oskarżeniami, a potem robi jakieś podchody, które sugerują, że nieśmiały jest czy coś… Chłopie, weź się ogarnij może? :D
Doceniam jednak, że nie wbił Miyo pałeczki w oko, żeby sprawdzić, czy przysłali mu człowieka, czy może jakiś automat.
Myślałam też, że pożegnamy się, przynajmniej na jakiś czas, ze złą siostrą i jej nieszczęśliwym mężem, ale okazuje się, że nie. Ciągle są obecni. Seria bardzo chce zrobić tu jakiś trójkąt romantyczny.
W sumie trochę rozumiem. Drama musi być. Czekam, aż będzie jakaś afera, że Miyo nie ma tych mocy, o czym wszyscy zainteresowani powinni wiedzieć. A jak będzie drama, to może jednak znowu będzie wesoło?
Kiedy zaczęłam analizować i próbować nadać wydarzeniom jakieś logiczne uzasadnienie, głupawka wróciła.
Oj, będę musiała obniżyć ocenę.
Myślałam jednak, że będę się bawić lepiej. Doceniam efektowną animację, oczywiście, ale wydarzenia na ekranie raczej przyjmowałam do wiadomości, niż się w nie angażowałam. Seria celowała we mnie strzykawką z adrenaliną, widziałam dobrze, ale jakoś nie trafiała. Senna byłam przed seansem i senna byłam po. W sumie trochę jak nasz Akira w początkowych scenach XD
Mam nadzieję, że bohater mnie do siebie przekona, bo w sumie nie wiem jeszcze czy zasługuje na moją sympatię, ani tym bardziej na kibicowanie. I mam nadzieję otrzymać satysfakcjonujące wyjaśnienie co jest w nim takiego specjalnego, że „ocalał”.
Coś lepszego niż „bo tak”.
Oczywiście na dzień dobry mam tu skojarzenia z „I Am a Hero”. Skojarzenia niezbywalne, bo to jest sztandarowe mangowe dzieło o zombiakach, nie jakieś tam Gakkou Gurashi. „I Am a Hero” na sterydach.
No, zobaczymy.