x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Jakoś specjalnie nie jestem zachwycony ale wygląda na to, że to wcale nie koniec tych rozkmin, intryg i całej reszty dziejącej się za plecami bohaterów.
tldr; tak jak mówi Klemens :)
Protagonista jest typem overpowered na propsie i niestety trzeba to przeboleć, żeby dać radę obejrzeć serię.
Co myślał twórca(LNki)? Cóż… zapewne chciałby widzieć siebie w jego roli :)
Obejrzyj 6 odcinek – seria zalicza poważny kamień milowy, który zdawało się, że zaliczy dopiero na koniec. To może trochę zmienić serię pod względem tych niedomówień(mnie to też trochę drażniło ale cóż i tak mam sporą radochę z serii).
Gry faktycznie są jedynie tłem i mają niewiele wspólnego z motywem przewodnim. Z drugiej strony było to prawie pewne w momencie kiedy kliknij: ukryte Keita odmówił przystąpienia do klubu.
Nowa uczennica może trochę rozpędzić fabułę ale jeśli będzie się to tylko ograniczało do strachu Hime, który pokona, bo kliknij: ukryte jaszczurzyca jej pokaże swoją ludzką stronę, to ponownie będziemy mieli nic nie znaczący wątek.
Najbardziej mam problem z nastawieniem do serii – bo niby to faktycznie taki slice of life ale naprawdę bardzo mało ciekawy(srsly, Hime przejęła się, kliknij: ukryte że może mieć kuciapkę jak krowa :D), z drugiej strony po tej całej napiętej atmosferze czekam na wyjaśnienie dlaczego tak właśnie działa uniwersum. Jak się nie doczekam, to na pewno ocena poleci w dół.
Podejrzewam, że problem jest tutaj przy poprowadzeniu serii, bo reżyser prawdopodobnie nie zrozumiał idei twórcy i próbuje przedstawić to po swojemu… albo się mylę i wszystko jest na swoim miejscu, co imho świadczyłoby jeszcze gorzej o serii.
PS. Wiem w końcu jak centaury noszą gacie! :D
Czekałem naprawdę sporo czasu na wydanie w blu‑ray, żeby obejrzeć w pełnej krasie i naprawdę nie żałuję. Rozczarowany natomiast jestem poziomem fabularnym – jest to historia przepisana raz n‑ty i niczym specjalnie do siebie nie zachęcająca.
Porządny kawał okruch życia, momentami trochę komedii, dramatu i wielu innych jednak nie jest to niestety splecione w historię, którą chciałbym rozpamiętywać po latach. Nie ma tutaj żadnych refleksji, żadnego głębszego dna, ani punktu zaczepienia lub zwrotu akcji – natomiast pojawia się naprawdę sporo emocji, którymi twórcy bardzo umiejętnie rozporządzali w czasie seansu.
Jest to faktycznie przepiękna podróż emocjonalna i recenzja idealnie podkreśla charakter tego czym jest oraz czym mógł być film Makoto Shinkaia. Jest arcydziełem wizualnym, a mógł być również fabularnym.
Ode mnie 8/10, nie mogę dać więcej właśnie ze względu na niedomagającą fabułę.
Generalnie to kwestia gustu. Dla mnie jest to na tyle intrygujące i ciekawe, że trzyma mnie przy ekranie. Irytują mnie trochę niektóre kreacje postaci ale są to dla mnie jak najbardziej akceptowalne granice.
Może to dlatego, że sezon letni nie rozpieszcza, a może po prostu lubię, dunno. Twardo stawać w obronie serii nie będę ale dla mnie to jedna z ciekawszych pozycji sezonu.
Kushida – kliknij: ukryte czegoś nietypowego się po niej spodziewałem i szczerze mówiąc fajnie, że jest dwulicową diablicą ale też nie spodziewałem się, że Kiyotaka da się tak głupio nabrać i złapie ją za pierś. Chyba, że później to jakoś wykorzysta na swoją korzyść.
Czego się obawiam to faktu, że mniej niż 22 odcinki to może być mało na serię tego typu. Akcja rozwija się powoli, jest tutaj sporo istotnych postaci o których po trzech odcinkach nadal nie wiadomo zbyt wiele(mamy mocniejszy zarys może 2‑3 włącznie z protagonistą) i nadal ma się wrażenie, jakby była cisza przed burzą.
Co do samej serii – bardzo powolny romans, z mało interesującymi postaciami(drugo i trzecioplanowe były o wiele ciekawsze, niż główna para młodych), akcji praktycznie brak, kilka mniejszych zawijasów i klasyczny, „wymarzony” koniec.
Od strony technicznej nie było cudów – sporo tandetnego cgi, kreska też niespecjalnie ładna i większość budżetu poszło na dodatkowe zajęcie Kotarou(tańce ludowe). To ostatnie można docenić, jeśli faktycznie interesuje się trochę kulturą.
Nie było to złe i na plus mamy tutaj realną ingerencję rodziny w związek bohaterów ale jako okruchy życia jest to po prostu mało wciągający setting, a jako romans nie jest to nic, co nie widziałoby się wcześniej już multum razy, do tego w tempie kilkukrotnie powolniejszym.
Ode mnie 5/10 i szczerze mówiąc nie tyle polecam, co określam serię mianem „można obejrzeć” i nic ponadto – serio, jest kupa innych, ciekawszych serii.
Zapowiada się przeciętna, kliszowa fabuła. Młody Pasza kompletnie do siebie nie przekonuje, do tego sporo podstawowych błędów, o których wspomnieli wcześniej inni.
Próbowałem się wczuć w klimat i docenić kunszt ale jakoś nie mogę, to po prostu jest opowieść o młodym pseudo geniuszu wojennym po raz n‑ty.
Graficznie ładne i widać, że przykuwają uwagę do szczegółów typu ubiór ale dla mnie to za mało.
Re: wniosek
Mają: [link] – jeśli wikipedia nie odpowiada, to wpisz w google "przeszkolenie pedagogiczne nauczyciela".
Prostuję ostatni raz i dziękuję za dyskusję.
Re: wniosek
Napisałem przecież w poprzednim komentarzu jedną z możliwych solucji – czyli przedyskutowanie sytuacji z dyrektorem szkoły i radą pedagogiczną i znalezienie odpowiedniego rozwiązania; każdy przypadek jest inny i nie ma złotego środka.
Napisałem również wcześniej wyraźnie, że rozwiązania tego typu są najgłupsze z możliwych.
Dyrektor nie musi się angażować bezpośrednio w przypadek – on musi być świadomy sytuacji i przeanalizować możliwe rozwiązania. Jeśli automatycznie pójdzie i po prostu zjedzie dzieciaki, które dokuczały to nie jestem w stanie uznać takiej osoby za kompetentną. To są dzieci i dobrze wie, że nie przestaną tylko dlatego, że ktoś o to prosi.
„Hejtuje” tylko tych niekompetentnych i mało inteligentnych – mało tego – nienawidzę. Ludzie tego typu naprawdę potrafią spartaczyć dzieciństwo uczniom. Znam sporo nauczycieli, do których do dzisiaj, już dobre kilka lat po skończeniu szkoły nadal czuję respekt i szanuję – są również przypadki, do których można podejść „klasycznie”, że się tak wyrażę ale to też musi być zrobione z głową i przez osobę która wie, co robi.
Nie ma nic gorszego, niż bierność wśród nauczycieli. To oni właśnie powinni zapewnić spokojną naukę.
_____________________
Podsumowując tak jak mówiłem – ta dyskusja nie ma większego sensu.
Re: wniosek
1. Czy miałeś kiedykolwiek styczność ze środowiskiem osób niepełnosprawnych?
2. Czy miałeś styczność z sytuacjami, o których było pisane w poprzednich komentarzach?
3. Czy oglądałeś w ogóle film?
Tutaj wystarczy, że odpowiedź na pierwsze pytanie jest twierdząca i jeśli faktycznie potrafisz wyciągać wnioski to zrozumiesz, że dziecko, zwłaszcza niepełnosprawne nie jest w stanie sobie poradzić z prześmiewaniem wśród rówieśników, czy głupotą i brakiem pomyślunku dorosłych.
Przepraszam ale jeśli nauczyciel wyciąga na sąd dziecko przed klasą to nie potrafię nazwać tego inaczej, niż głupotą. Naprawdę doszczętną, surową postacią głupoty. To nie jest przemyślane działanie tylko pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy człowiekowi, który próbuje rozwiązać niebłahy problem na własną rękę – co więcej takie działanie to ewidentny dowód na to, że problem go/ją przerasta.
Co nauczyciel ma zrobić w podobnych sytuacjach? Przede wszystkim przedyskutować sytuację najpierw z dyrektorem, a potem z radą pedagogiczną, potem przemyśleć w jaki sposób stworzyć bardziej przyjazne warunki dla dziecka. Jeśli konieczna będzie nawet zmiana klasy, w rzadkich przypadkach szkoły – to niech tak będzie. Dziecko musi chodzić do szkoły ale nigdzie w prawie nie ma zapisu, że musi znosić nieprzyjemności związane ze swoim „niestandardowym” charakterem lub niepełnosprawnością. Oczywiście to nie jest takie proste ale jest to część solucji, na której bym się oparł wnioskując od czego powinni zacząć ludzie, którzy faktycznie BYLI przygotowani do pracy z większą ilością osób.
PS. Nie musisz mi mówić na Pan zwłaszcza, że to tylko mój nick, a nie prawdziwe imię.
Re: wniosek
Możemy się argumentować ale ewidentnie czuję, że to nie ma sensu.
Współczuję. Wiem, że „współczucia obcej osoby” na niewiele się zdadzą ale mam nadzieję, że udało ci się wyjść z tej nieprzyjemnej sytuacji.
ep 3