x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Po 4 odcinkach
Mnie również podobają się relacje bohaterów, taka naprawdę przyjemna, zgrana paczka. Ponadto z Openingu wynika, że jeszcze kilku przyjaciół siscon‑senseia spotkamy, doczekać się nie mogę :3
Odnośnie reakcji – niekoniecznie musiało to być jakoś związane z jej osobą, mogła być zaskoczona myśląc choćby, że Itsuki ma jeszcze jakieś rodzeństwo.
Cóż, przynajmniej rozwiały się moje wątpliwości odnośnie zadanego pytania.
Bohaterowie dają się polubić(przynajmniej ci, których przedstawiono dotychczas – bo to jeszcze nie wszyscy) i jest naprawdę przyjazny klimat pomimo tego, że zdarzają się głupie sceny typu kliknij: ukryte „daj się pomacać”.
Nie do końca wiem jaki jest cel w przedstawieniu brata przyrodniego Itsukiego – to oczywisty trap ale nie wiem, czy chodzi tutaj o połechtanie ego specyficznej grupy fandomu, czy może jednak jest w tym coś więcej(cokolwiek miałoby to znaczyć).
Faceta faktycznie było mi żal, no ale zapewne taki efekt miał utworzyć ten cały wstęp.
Nie podoba mi się natomiast wciskanie CGI – to mogła być naprawdę fajna animacja 2D bez zbędnych ceregieli w stylu Kiseijuu: Sei no Kakuritsu(tam się chyba tylko miejscami pojawiało 3D) ale cóż… nie jest to najgorszy styl, który zaserwowano widzom w adaptacji anime.
Bez znajomości pierwowzoru ogląda się to trochę dziwnie… ale mimo wszystko jest ciekawie. Przy tak słabej konkurencji może być nawet show sezonu.
Najbliżej temu będzie chyba właśnie do Seitokai Yakuindomo – z tym, że tutaj bohater faktycznie wyrwał już jakąś dziewczynę i reszta przy okazji się do niego przykleiła. Problemem jest jednak to, że główny bohater to ciepła klucha bez charakteru z seiyu, który ma irytujący głos.
Poczekam do czasu, żeby zobaczyć czy element haremowy faktycznie jakoś podwyższa jakość serii ale nie oczekuję zbyt wiele.
Na plus sporo nawiązań do znanych produkcji.
Nie chciałbym krakać ale zapowiada się co najwyżej średniawa produkcja, niespecjalnie czuję się zachęcony po pierwszym odcinku.
Pojawiają się podteksty, gry słowne i bardzo „bezpośrednia” koleżanka‑pisarka, która sobie głupio i niesmacznie żartuje – jednak i nie bez powodu. Pojawiają się również nawiązania do popularnych serii, takich jak Boku wa Tomodachi ga Sukunai, czy Oregairu, co w pewien sposób można docenić.
Po części jest to seria na rozluźnienie ale pojawiają się momenty wymagające skupienia widza – pierwszy odcinek był wypełniony rozmowami ale również mocno nakreślone były pewne sytuacje w życiu bohaterów, więc mogą to być nawet całkiem niezłe okruchy życia.
Czekam na następny odcinek; póki co uważam, że warto spróbować.
Working miał dobrze wyważony stosunek realizmu do absurdu i pomimo tego, że praktycznie żaden z pracowników knajpy nie był do końca normalny, to oglądało się przyjemnie. Blend S jest zbyt przesłodzony i jest to typ lekkiej komedii, która w porywach co najwyżej spowoduje lekki uśmiech.
Pomysł jest naprawdę dobry i można by z tego skleić naprawdę dobrą komedię, jeśli faktycznie dokleić do tego jakiś realizm i zrezygnować z nienachalnego humoru.
W obecnej formie jest to co najwyżej średnie i służy jako ewentualny zapychacz czasu, a przynajmniej takie wrażenie odniosłem po pierwszym odcinku. Zobaczę co dalej ale jestem sceptycznie nastawiony.
Kurcze no A‑1 Pictures siedziało przy wielu perełkach(w tym przy Working!) – zastanawiam się, co poszło nie tak.
Najważniejsze jest również to, że specjalnie nie musimy się zapoznawać z postaciami, bo kilka minut z ich życia szkolnego i „życiowego” podejścia daje całkiem wyraźny obraz bohaterów.
Zapowiadają się przyjemne okruchy życia z możliwymi niewielkimi wątkami romantycznymi(ciężko powiedzieć po pierwszym odcinku na ile seria będzie się na nich skupiać) i ciepłym, „przyjacielskim” klimatem.
Dwa inne odcinki OVA widzę z zeszłego roku na MALu – [link] – na tanuki nie ma ich dodane ale mam wrażenie, że te ovki mają niewiele wspólnego z wątkiem głównym(preview pokazywał jakiś aquapark i fajerwerki – czyli standardowy materiał specialowy).
Poza tym szykuje się przeciętniak – masa oklepanych schematów, bardzo płytcy antagoniści, fabularnie kojarzy się z Ao no Exorcist i generalnie ciężko zawiesić na czymś oko.
Pewnie nie będzie to nic specjalnie wymyślnego ale chyba warto obejrzeć, tym bardziej dla fanów haremówek. Po pierwszym odcinku jestem nastawiony pozytywnie.
PS. Zastanawiam się, czy ktokolwiek kiedykolwiek w historii anime kliknij: ukryte mówiąc „czy tak właśnie zginę?” tak właśnie zginął.
Re: nope
To tak ogólnie.
Dlaczego w Made in Abyss pokazuje się często sceny brutalne, nieraz przesadnie krwawe? Uniwersum samo w sobie rządzi się bezwzględnymi zasadami, świat jest brutalny – w wielu przypadkach nie ma nawet mowy o podstawach moralności, więc ciężko doszukiwać się tutaj wartości świata współczesnego.
Made in Abyss to przede wszystkim głębokie, rozbudowane i przemyślane uniwersum, ciekawy świat i mimo wszystko interesujące postacie – każda z nich ma swój charakter, nie wtapia się w tło i próbuje na swój sposób zaistnieć. Do tego mamy świetną adaptację, więc nazywanie tego „historyjką” jest przynajmniej nie w porządku. Imho.
Tak poza tym bardzo dobra bezpośrednia kontynuacja – może nawet poziom poszedł trochę w górę(albo jestem zachwycony tym, że Deku nie płacze już po kątach). Już się tak przyzwyczaiłem do tych sobotnich odcinków Akademii Bohaterów, że teraz to ja nie wiem na co będę czekał popołudniami ;_;
Naprawdę szkoda – niewiele jest anime, w których faktycznie „codzienni gracze” są motywem przewodnim – mam wrażenie, jakby te dyskusje na temat gier miały pierwotnie przewodzić w tej adaptacji ale ktoś pomyślał, że wątek romantyczny trzeba zakręcić na siłę, żeby było ciekawiej.
Nadal jest to niezła komedia romantyczna z grami w tle ale to, co autorzy próbowali sprzedać bywało momentami zbyt męczące i tak do końca też nie wiadomo czym ta seria tak naprawdę miała być. Koniec końców wyrosło tylko na przeciętniaka.
6/10.
Wszystko kwestią gustu oczywiście ale Made in Abyss to zupełnie inna kategoria jakości – porządnie przemyślany świat od góry do dołu, ciekawa historia i faktycznie interesujące postaci. Mnie tak szybko przy tym zlatuje czas, że nawet nie zauważam, kiedy kończy się odcinek. No ale temat Youkoso, więc nie będę przeciągać.