x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Tak poza tym po 4 odcinku nadal brak haremu na horyzoncie :(
Tak na poważniej, to chyba ktoś próbował robić przystępniejszą wersję powieści o shogi(często postacie w tle pytają się co się dzieje na planszy), przy okazji zahaczając o pewien specyficzny target. Przyznam, że sam wolałbym bardziej „dojrzały” harem – zresztą z tego co widziałem, to starszych zawodniczek nie brakowało, więc domowe przedszkole to zwykłe widzimisię autora. Cóż… jak widać nadal się to sprzedaje – nowelka nawet dostała jakąś nagrodę w zeszłym roku.
KnJ był bardziej „śmiały” i chyba o ten poziom akurat martwić się nie musimy. Przynajmniej na razie -_-'
No i jakoś nie pasuje mi nowy design Arturii – nie jest to chyba tyle kwestia przyzwyczajenia do starego projektu postaci ale tamta faktycznie była stworzona nieźle i jako postać przekonywała do siebie. Już pomijam, że jej przywitanie z nią to kadr na spory dekolt ale ona sama nie sprawia wrażenia dojrzałej; boję się trochę, że zamiast faktycznej postaci z własnym charakterem będzie grała rolę bezmyślnego pionka.
Tak poza tym widać sporo znajomych twarzy ale słychać tez sporo znajomych głosów; szkoda tylko, że nie wszyscy starzy seiyu dorwali się do ról – mogłoby być bardziej klimatycznie.
Walki natomiast są bardzo dynamiczne i nawet już w pierwszym odcinku robiły wrażenie, mam nadzieję że tak pozostanie.
Spodziewałem się czegoś lepszego(szczerze mówiąc sam nie wiem czego) ale czekam na następne odcinki i mam nadzieję, że autorzy raczą później wytłumaczyć co i jak. No i że nie okaże się, iż większość budżetu poszła na pierwszy odcinek.
Netflix potrafi zrobić dobrze ale może też spartaczyć, a i czasami rzucić cancel na ciekawą produkcję, jeśli tort jest zbyt mały(choćby Marco Polo).
Nigdzie nie mówi się o tym wprost ale podejrzewam, że od dziecka była wychowywana tylko do działań militarnych i nie miała zbyt wiele miejsca na interpretacje, czy kwestionowanie. To nadal trochę kliszowe, bo „odkrywanie uczuć i emocji” nie jest w końcu żadnym przełomowym motywem, zwłaszcza w opowiadaniach ale przy odpowiednim wprowadzeniu może być wiarygodne. Tutaj brak prawidłowego wprowadzenia, może to jest problemem.
To chyba nie była kwestia bezpośrednio opłacalności z tej inwestycji – puścili kilka PV‑ek, wzniecali hype ale przecież musieli wziąć pod uwagę, że hypem nie przeciągną serii od początku do końca. Musieli wiedzieć, że tą historią nie dotrą do szerszego grona odbiorców. Tutaj mogłoby zdać egzamin skondensowanie historii(czyt. pełnometrażówka), z drugiej strony też nie obejrzałem całości i nie wiem, czy byłaby to opcja :P
Natomiast z tymi rimejkami może nie wychodziłbym na przód – za przykład może służyć nowy Soul Hunter, średnio zapowiadający się nowy sezon FMP, czy nowy FLCL, którego nikt nie potrzebował. Oczywiście przykłady te nie są w produkcji netflixowej(choć szczerze mówiąc nie pamiętam kto był odpowiedzialny za nowy FLCL) ale jeszcze przyjdzie nam zobaczyć jak sobie poradzą z nowymi Rycerzami Zodiaku. Devilman był zaskakująco dobry ale to na razie jeden przykład.
Nigdzie się specjalnie nie doszukiwałem ale czy to faktycznie jest sfinansowane przez netflixa, a nie mają tylko wyłączności na emisję na zachodzie? Pytam jawnie, bo nie mam pojęcia, a po 15 minutach szukania w googlach nic nie znalazłem na ten temat(może słabo szukam ;f).
Po 3 odcinku
Nie będzie to na pewno hit sezonu ale jako seria sensacyjna jest(przynajmniej dotychczas) całkiem niezła.
2 ep
Dżizas jak ja żałuję, że nie poczekałem na ending już po pierwszym odcinku; utwór naprawdę pierwsza klasa, coś pięknego.
Nie cytowałem całości, bo jakby nie było to cały spoiler :)
Jeśli chodzi niedoszłego porywacza to myślę, że czuje się przy nim swobodnie z trzech powodów:
1. Jej przybrany ojciec(nie wiem jak ten facet w okularach miał na imię, szczerze mówiąc nie dbam o to) „kazał” zostać z tym studentem i jak widać po dalszych wydarzeniach przyjmuje ona ów rozkazy bez zastanowienia, czy jakiegokolwiek sprzeciwu. Rozkaz(lub bardziej prośba – nie wiem jak to nazwać) zmienia się dla niej w oczywistość.
2. Jest pewna, że studenciak nic jej nie zrobi.
3. Studenciak jej gotuje, przynosi jedzenie i dostarcza miejsca do spania.
Generalnie nie traktowałbym go jako potencjalnego partnera, nigdzie nie doszukałem się informacji, że seria ma elementy romansu. W zasadzie nie wiem po co ten studenciak – Koogie wcześniej wspominał, że potrzebny jest do prawidłowego wytłumaczenia sytuacji ale już w drugim odcinku było widać, że wcale się nim do tego nie posługiwano.
Chyba, że ten komentarz to zwykły troll(mam nadzieję, że nie) – w takim przypadku dałem się nabrać ;f
2 ep
Sądziłem, że kliknij: ukryte Gowther już ustabilizował swoją sytuację „emocjonalną” ale widać na siłę chce zdobyć serce. Ciekaw tylko jeszcze jestem, czy coś więcej będzie o samej Merlin, bo do teraz bardzo niewiele o niej samej było.
Póki co jestem zachwycony.
Materiał źródłowy zdaje się być niezły(przynajmniej od strony technicznej, kreska naprawdę niczego sobie), choć przyznam bez bicia, że nie jest to historia urzekająca w jakikolwiek sposób.
Według mnie brakuje tutaj trochę bardziej mrocznego klimatu i zgoła innego podejścia do wojaczki – bohaterowie traktują ją jak zabawę na podwórku. Dwa – seiyu zbyt „luźno” wypowiadają swoje kwestie, chyba tylko Kirito w drugoplanowej roli czarnoksiężnika rzucił mi się w oczy, reszta jest jakaś nijaka. Trzy – niezręczne wprowadzanie postaci, z całej gamy wszystkich bohaterów tylko Siluca jako tako daje radę, choć jej charakter średnio komponuje się z głosem jej seiyu i tym, co mówi.
Bitwy widzieliśmy, magię też, upuścili trochę krwi i głów, intrygi są prowadzone naprawdę słabo – nie wiem, czym ta adaptacja miałaby jeszcze nas zaskoczyć.
Seria „skazana na średniaka” rzekłbym.
Seiyu generalnie odwalili kawał dobrej roboty, zwłaszcza Yuuki Aoi w roli Murasaki – odnosiło się naprawdę wrażenie, że kwestie wypowiada małe dziecko.
Przyczepić się można do strony technicznej – kreska sama w sobie nie była zła, momentami zarysy postaci były naprawdę szczegółowe(choćby sama Benika) ale znów inne postaci nie raz były odrysowane na odwal. Brakowało mi tutaj płynności animacji(czyli po prostu większej ilości klatek w tym samym stylu) i to w zasadzie załatwiłoby sprawę – zwłaszcza w scenach walki, czy pościgów. No i może jeszcze ktoś inny do podkładu głosu Shinkurou, bo głos ewidentnie kobiecy(jakby nie było – Sawashiro Miyuki) albo po prostu zbyt mocno kojarzy mi się z postaciami, które podkładała w innych adaptacjach(Kakegurui).
Było może też kilka rzeczy niekoniecznie potrzebnych, jak choćby kliknij: ukryte „róg” rodziny zabójców, mocno odjęło to od realizmu – choć koniec końców dało się to zaakceptować.
Ode mnie 8/10 – anime sprzed dekady, które nadal robi wrażenie i dostarcza sporej dozy rozrywki.
2 odcinek
Swoją drogą Ghostwriting to profesja stara jak świat i dziwi mnie trochę, dlaczego autor próbował nadać jej taką dziwaczną, mylącą nazwę.
2 ep
Swoją drogą słabo im idzie budowanie klimatu – najpierw skupiają się na walucie, potem na jedzeniu, a o samym świecie naprawdę niewiele. Z jakiegoś powodu też drażni mnie coraz bardziej głos protagonisty.
Poza tym wygląda na to, że Pan Yamamoto dalej cierpi na brak taktu i zdrowego rozsądku: [link], [link]
Gdyby nie komentarze Xillin'a oraz wa‑totem'a, to w ogóle pewnie bym zapomniał o serii. No może jeszcze znajdzie miejsce w pamięci ze względu na fakt, że Eri Takenashi jest bardzo kawaii.
Na plus jest okazjonalnie płynne animacje, które zdecydowanie wymagały większego wkładu pracy. Tak poza tym nic nadzwyczajnego – ot co następna „otwarta” haremówka z mało interesującymi, aczkolwiek dającymi się polubić bohaterami.
Nie rozumiem tylko po co wprowadzali skalę atrybutów – czy moda na RPG w anime musi dopaść już wszystko? :\
PS. W openingu pojawia się nowy grzech, czyżby Escanor?
Do Killing Bites było coś podobnego całkiem niedawno – Taboo‑Tattoo; tytuł tak wtórny, że musiałem szukać po tagach, żeby sobie w ogóle przypomnieć co to było. Zapowiadało się fajnie(jak na serię o sztukach walki), protagonista nie objeżdżał w vanie szukając licealistek do porwania ale potrafił przynajmniej przyłożyć w japę, jak trzeba było. Skończyło się na kiczowatej serii z mieszanką różnych, niekoniecznie oryginalnych pomysłów ale nie zdziwiłbym się, gdyby nawet to było lepsze od KB.
Zapewne znalazłbym kilka innych przykładów ale to już by nie były stricte serie oparte o sztuki walki.
Ciekawa perspektywa ale imo naciągnięta. Nawet, jeśli wyszło im coś takiego, to prawdopodobnie zupełnie przypadkiem :)
Na siłę nie będę narzekać, bo haremówki muszą być naprawdę słabe, żeby u mnie zaliczyły dropa – także pewnie obejrzę do końca.
No i jeśli uda im się zamknąć serię, to w ogóle będzie cacy.
Uwielbiam robić wyliczanki… wystarczy spojrzeć na wszystkie ostatnie haremy, czy serie akcji. No ale mogę się pobawić w przeglądanie listy – haremy, akcja, komedie, czy obojętnie co?
Można to zrobić bez upychania postaci‑fillerów, wystarczy prawidłowa narracja. Robiło to już wiele innych adaptacji.
Seria to przeciętny do bólu typ „bij jak najmocniej”, z nieco większym budżetem na animację(co jak co ale muszę przyznać, że są całkiem dynamiczne i nie składają się z kilku kadrów) i tego powinna się trzymać. Od samego początku wiadomo, o czym będzie jednak mnie chodzi o to, z czego ona próbuje(nieumiejętnie zresztą) czerpać – niedoszły protagonista, granie na emocjach(pierwsza scena to porwanie dziewczyny i próba gwałtu… piękny wstęp), przypadkowe sceny z nagością(lubię ecchi, natomiast sceny typu spotkanie w parku to było jakieś nieporozumienie – podejrzewam, że będzie tego o wiele więcej). Zapewne później będzie tego więcej.
Prawdę mówiąc głupio się czuję dyskutując na temat serii, która nie zasługuje na ten typ skierowanej na nią uwagi.
Serio. Nawet odmóżdżacze mogą się różnić jakościowo.
Bo po prostu twórca mangi nie mógł wymyślić niczego sensownego w takim układzie i albo się poddał albo zrobił to umyślnie, przy czym w tym drugim przypadku brak temu zabiegowi jakiegokolwiek wdzięku. Osoba doświadczona potrafiłaby przekształcić to w atut, w Killing Bites to po prostu dziwne widzimisię, którego nie w sposób zrozumieć. Pseudo‑protagonista grający bardziej rolę drugoplanową jest zbędny i już lepiej by wyszło, gdyby po prostu te zwierzoczłeki na siebie przypadkowo wpadały i tłukły bez powodu. W takim przypadku mielibyśmy jasny obraz tego, czym seria jest, a nie czym próbuje ukradkiem być.
...a jednak główny bohater jest, tylko pytanie – po co? Dla pozorów? Nikt tego nie potrzebuje w seriach tego typu.
Historie nie muszą być skomplikowane – często wystarczy, żeby po prostu były sensowne i mogą być wtedy proste, schematyczne i oklepane.
Generalnie o komedie bez elementów dramatu, czy chociażby kilku „poważniejszych” momentów to bardzo ciężko.