x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Po 4 odcinkach
Dwa – w pierwszym odcinku pokazali ekipę z Gai‑Rei Zero i jeśli faktycznie wynika to z lenistwa autora, to jestem trochę zawiedziony(już nawet w jakiś sposób można by to chociaż połączyć z uniwersum albo zrobić z tego alternatywną rzeczywistość), z drugiej strony można by to potraktować jako easter‑egg…
Póki co nie jest źle ale też jakoś specjalnie nie przekonuje do siebie, autor tworząc zupełnie inny tytuł stosuje schematy, które wykorzystał już wcześniej – faktycznie miałoby to sens, gdyby były one warte powielania. Oczywiście jeśli ktoś nie oglądał wcześniej Gai‑Rei, to może na to przymknąć oko ale chyba nie w tym rzecz. Jest jakaś fabuła i powoli się rozwija – nie w jakoś zastraszającym tempie(jak na serię 12‑odcinkową) ale zobaczymy. Charakterystyka postaci też jakoś nie powala(ponownie na pierwszym planie walczący licealiści) a szkoda, bo mógłby być to element kluczowy dla serii.
Póki co dam szansę i mam nadzieję, na pozytywne zaskoczenie.
Często widząc różne sytuacje/sceny nie mogłem się nadziwić, jednocześnie śmiejąc się z absurdalnej wręcz otoczki całości, bo w prawdziwym świecie raczej co najwyżej dać jako porównanie(łowcy promocji?).
Co ciekawe – jest masa motywów ecchi(dziwię się, że nie ma tagu pod serią), choć znowu nie ma żadnego wyraźnego wątku romantycznego, ciężko znaleźć serie w takim stylu. W tym przypadku wyszło to akurat na dobre, bo przy tak niewielkiej ilości materiału zapewne pojawiłaby się niedokończona historia, jeśli jeszcze do tego dołączyć by jakiś romans.
Żałuję tylko trochę, że kliknij: ukryte relacje pomiędzy postaciami nie były trochę bardziej złożone, co prawda dzięki swojej dumie i zasadom postacie integrowały się na swój sposób ale i bywało to momentami męczące, jakby przez cały rok dzień w dzień myśleli tylko o tych kilku minutach w supermarkecie.
Nie sądziłem, że dam radę się wciągnąć w tego typu komedię ale to 12 odcinków poleciało jak z bicza i jestem naprawdę zadowolony( kliknij: ukryte choć znów wątek „orthos” był nieco mniej interesujący).
Generalnie mogę polecić każdemu, kto ma ochotę na absurdalną komedię, z dość przemyślanym humorem i przy okazji chciałby zobaczyć nieco efektywnych walk.
Ode mnie mocne 8/10.
Z reguły staram się nie analizować pewnych rzeczy, które stanową filar pod serię ale tutaj jakoś nie mogłem pozbyć się kilku myśli:
1. Facet zostaje siłą zaciągnięty do obcego świata, z czasem się zadomowił i spodobało mu się ale przez chwilę nie zmartwił się myślą, że jego rodzice/przyjaciele itd. z pierwszego świata zamartwiali się na śmierć – ot co koleś wyszedł do szkoły i nie wrócił przez następne dwa lata. Nie było nawet pojedynczej sceny, w której wziąłby to pod uwagę. Rozumiem też, że „magiczne” przenosiny do innych światów spotyka się dość często w różnych seriach i podchodzi się do tego na różne sposoby(zazwyczaj pomija się tą kwestię bardzo szybko) ale to znowu nie było tak, że nie mógłby jakoś wrócić i wyjaśnić sytuację lub choćby dać znak życia…
kliknij: ukryte 2. Po kiego wała robić z kilku‑sezonowej serii harem, skoro już praktycznie pod koniec pierwszego sezonu wiadomo, kto będzie „wybranką”(można powiedzieć, że było już potwierdzone) – jeszcze usilnie później próbowali wciskać wątek miłosny, tak jakby miał jakiekolwiek znaczenie… jeśli faktycznie robi się harem z wątkiem miłosnym, to powinno trzymać się jakieś pozory, zamiast wiecznych podchodów marudnej tsundere -_-
3. Zajumany myśliwiec z ostatniego odcinka – chłopak wkrada się do bazy wojskowej i kradnie uzbrojony w rakiety samolot, wtf? Rozumiem tutaj potrzebę bohaterskiego wejścia itd. ale ma się wrażenie, jakby takie maszyny stały za każdym rogiem tylko do wzięcia… już w ogóle pomijając kwestię manewrowania w tym myśliwcu, czy starszym samolocie, który dorwał wcześniej, zaginanie praw fizyki :)
Bohaterowie dość przeciętni, właściwie ciężko byłoby tutaj doszukać się kogoś z nieco bardziej oryginalną charakterystyką – ale zapewne raz, że jest to seria rozrywkowa i nie ma się tego co spodziewać, a dwa, że seria/manga mają już dobre kilka lat na karku i postacie były kreowane według „starych standardów”.
Cieszę się najbardziej z jednej rzeczy, od dawna nie obejrzałem przygodówki, która zostałaby odpowiednio(lub w ogóle) zakończona – tutaj co prawda trwało to 6 lat ale udało im się :)
Seria przeznaczona typowo dla nastolatków – dużo fanserwisu, oklepane motywy ecchi, niezbyt skomplikowane wątki fabularne i łatwa w odbiorze. Po serii rozrywkowej nie powinno spodziewać się niczego więcej, jednak znowu przy innych przygodówkach(które oglądam okazjonalnie) bawiłem się o wiele lepiej, a jeśli chodzi o same haremy, to wolę zabrać się za coś choćby zabawniejszego i dającego kliknij: ukryte cień szansy na inny wybór, niż ten „oczywisty”. Nie mówię znów, że seria była jakaś kompletnie spalona – tylko nie bardzo rozumiem, dlaczego ciągnęli to przez tyle lat, skoro mogliby zakończyć już wcześniej z przytupem i bez tej całej schematyczności – osobiście nie odczułem zbyt wielkiej różnicy pomiędzy pierwszym, a ostatnim(i każdym innym) sezonem.
Jeśli miałbym komuś polecić, to najpierw na pewno znalazłbym kilka innych tytułów i ZnT(całościowo) znalazłby się raczej gdzieś przy końcu – nie dlatego, że jest słaby, tylko znów niekoniecznie jest to seria, do której warto byłoby ustalić jakiś priorytet. Co najwyżej w przerwie pomiędzy czymś innym poważniejszym i tylko w przypadku, jeśli komuś nie przeszkadza „rasowa” tsundere na pierwszym planie.
Ode mnie ocena całego ZnT – 5/10 i wystawiona z czystym sumieniem.
Zaczynając od jednej rzeczy, której nienawidzę w anime – czyli wprowadzanie „końcówki” fabuły na sam początek, następnie przez resztę czasu tłumaczenie dlaczego i po co. Owszem, są serie i filmy gdzie się to sprawdza ale musi to być faktycznie tak poprowadzone, że w ogóle ma sens taki „zabieg” i widz nie czuje się, jakby autorzy trzymali go na siłę do końca.
Bohaterowie – Yomi byłem bardziej zaintrygowany jeszcze przed wytłumaczeniem jej sytuacji, później była mi po prostu obojętna, zazwyczaj jest to na odwrót. Kagura przeciętna do bólu, podobnych męskich postaci w shonenach na pęczki. Rzadko zdarza mi się przykuwać większą uwagę do postaci drugoplanowych – jednak tutaj, pomimo niewielkiego czasu „na ekranie” w porównaniu do głównych postaci, to byli całkiem interesujący(mowa głównie o kliknij: ukryte zespole pod nadzorem ministerstwa środowiska)
Co mnie poirytowało najbardziej:
1. kliknij: ukryte Ministerstwo obrony jest jak najbardziej zrozumiałe ale gdy usłyszałem, że nadzór również trzyma „ministerstwo środowiska”, to wydało mi się to po prostu komiczne… niby to jakoś można by powiązać ale nadal jest to po prostu „dziwny” pomysł, wystarczyłoby stworzyć nową niezależną agencję i nie wyglądałoby to tak absurdalnie – po prostu nie jestem w stanie wziąć na poważnie jednostek specjalnych biegających z bronią palną i mieczami pod nadzorem „ministerstwa środowiska” – nie wiem, czy to jakiś byk w tłumaczeniu ale jeśli faktycznie wszystko się zgadzało, to raczej nie pozazdrościłbym wyobraźni twórcom. Może się trochę czepiam ale takie kwestie warto przemyśleć.
2. kliknij: ukryte Szefowa na wózku i jej umiejętności bojowe, skojarzyło mi się zaraz z GrindHouse: Planet Terror i wcale nie w pozytywny sposób.
3. Przeciętna kreska, momentami nawet uboga.
4. Dramat – w ogóle tego nie poczułem… kliknij: ukryte cała ta budowa relacji dziewczyn i reszty, tragiczne wydarzenia itd. – miałem trochę wrażenie, jakby autorzy próbowali wcisnąć to na siłę. Być może się mylę, choć znów było to coś, po czym spodziewałem się o wiele więcej.
5. kliknij: ukryte Super unikalne i mocne święte bestie – każda z nich potrafiła wykonać tylko jeden atak… może już niekoniecznie chodziło o to, aby wyciągać co raz to nowsze ataki z rękawa ale przeciwnik wykonujący pojedynczy atak działa dość schematycznie i raczej na dłuższą metę nie byłby trudnym przeciwnikiem…
Oczywiście nie było to znowu tak, że cała seria mi się nie podobała – pojawiły się nawet elementy komediowe, które może nie wywołały salwy śmiechu ale były „mile widziane”, przez co całość była przyjemniejsza w odbiorze. Postaci drugoplanowe dodały również smaczku całej serii – pojawiały się od czasu do czasu na ekranie i nawet mógłbym powiedzieć, że każda z tych postaci miała całkiem rozbudowaną charakterystykę. No i poza tym to tylko 12 odcinków – także znów całość jakoś specjalnie się nie dłużyła, choć na pewno dałoby się to zrobić o wiele lepiej.
Spodziewałem się o wiele więcej po ocenach i opiniach, koniec końców wyszło na trochę lepszą serię akcji z dozą dramatu ale nic, o czym warto byłoby wspomnieć komuś polecając jakieś konkretne tytuły.
6/10
Najbardziej irytowały mnie dwie rzeczy – kliknij: ukryte po pierwsze postać Marii, strasznie irytująca, do tego ten podkład głosowy… po drugie wciśnięcie postaci na wzór z Ore no Imouto ga Konnani Kawaii Wake ga Nai(mowa o siostrze Kodaki, która przypominała Ruri z serii, o której wspomniałem powyżej), nie było to ani zabawne, ani specjalnie interesujące, no ale cóż. Jeśli miałbym się jeszcze głębiej doszukiwać – to postać chłopca bawiącego się w dziewczęce przebieranki, było już kilka razy w różnych seriach i niespecjalnie się to sprawdza(może momentami bywało w Baka to Test to Shoukanjuu ale to faktycznie trzeba jeszcze jakoś zgrabnie dorzucić trochę żartów z głową zamiast „do twarzy ci z tym”).
Jeśli chodzi o samą fabułę – był jakiś tam wątek główny(którego raczej wiele nie było), przez większość serii oglądamy praktycznie tylko codzienne zajęcia klubu przyjaciół, może tylko ze 2‑3 odcinki są skupione na właściwym wątku. Nie ma jednak czego się czepiać, jako seria rozrywkowa spełnia swoje zadanie i wcale nie odrzuca pomniejszymi błędami, nawet tym, że jest dość przewidywalne :)
Mały Easter Egg – kliknij: ukryte w 11 odcinku przy scenie z przypomnieniem pobytu Riki na Comiket(czy jak to się tam nazywa w Japonii) był krótki urywek z postaciami z Ore no Imouto ga Konnani Kawaii Wake ga Nai, taki całkiem miły smaczek :)
Zdecydowanie jestem przekonany do obejrzenia kontynuacji i serię polecam wszystkim, którzy mają ochotę na lekką komedię bez wyraźnego wątku miłosnego.
Ode mnie mocne 7/10.
Postacie są przeciętne, główny bohater mało interesujący, fabuły nie ma żadnej, graficznie również wypada przeciętnie, nadmiar fanserwisu – nie jest to nic nowego w seriach rozrywkowych ale tutaj zabrakło przede wszystkim dwóch rzeczy – czyli odpowiedniego dla tego typu serii humoru i pomysłu na przeprowadzenie całości(masa fillerów), w obecnej formie jest to naprawdę przeciętna haremówka, którą lepiej pominąć i poświęcić nieco więcej czasu na poszukanie czegoś lepszego.
Moim zdaniem nawet jako seria rozrywkowa niespecjalnie zdaje egzamin, jest co najmniej kilka innych serii, przy których faktycznie można wykazać choćby cień zainteresowania.
Co prawda było kilka odcinków, przy których nie było aż tak źle – co więcej, oglądało się nawet przyjemnie ale kilka spośród 26 to niestety trochę za mało :\
Zapowiada się całkiem interesująco(nie licząc motywu kurczaków…), okruchy życia, być może trochę dramatu i prawdopodobnie też trójkąt(lub wielokąt) romantyczny – więcej nie wymagam od serii tego typu.
Wydaje mi się również, że Touko będzie w centrum i będzie również przez nią kilka problemów natury „miłosnej” – z jednej strony może być ciekawie, z drugiej podobny schemat kojarzę z co najmniej 2‑3 innych serii, ot co dziewczyna nieświadoma uczuć innych.
Póki co jestem zadowolony – mniej więcej tego się spodziewałem po opisach/trailerach i mam ochotę zobaczyć, co się będzie dziać dalej. Przy 13 odcinkach materiał zapewne będzie nieco bardziej intensywny, więc będzie na co czekać.
Po pierwszym epie
Oglądając pierwsze zajawki po zakończeniu pierwszego sezonu miałem nadzieję, że zaczną od nowych postaci w świeższej oprawie i poprawią kilka błędów, widząc ponownie Kirigaye trochę się rozczarowałem… tzn. z ostatnich trailerów było już wiadomo ale wygląda na to, że znów akcja będzie się skupiać na nim. Z jednej strony może być nawet lepiej – bo jeśli już „zamknęli”, że tak powiem wątek miłosny(który był wcześniej trochę przeciągnięty), to będą mogli skupić się na bardziej istotnych kwestiach. Oczywiście pewnie nie obejdzie się bez idealizowania głównej postaci – coś czuję, że pomimo jego nieznajomości nowej gry całkiem dobrze się w niej odnajdzie na swój sposób.
Pierwszy odcinek to właściwie tylko nieco dłuższy wstęp i ciężko powiedzieć coś bardziej konkretnego – była mowa o kwestiach kliknij: ukryte builda, zastosowania atrybutów plus omówienie wątku będącego zapewne filarem przez kilkanaście odcinków, nadal w sumie jestem ciekaw jak całość działa, skoro w większości opiera się tylko na walce z odległości. Zapewne grubszy zarys będzie widoczny po 5‑7 odcinkach. Szkoda tylko, że na każdy kolejny odcinek trzeba czekać tydzień ;)
Jedynka podobała mi się i na pewno dwójkę również obejrzę do końca, mam też nadzieję, że będzie co najmniej tak samo interesująca.
Właściwie jedyną rzeczą, która mnie drażniła na dłuższą metę, to nadmiar pakowania 3D. Jestem w stanie zrozumieć zastosowanie grafiki komputerowej w momencie, gdy pojawia się bardzo wiele stworów na ekranie ale w pojedynczych przypadkach( kliknij: ukryte przykładowo Aldebaran) było to zwyczajnie niepotrzebne.
Przy progresie historii w pewnym momencie się obawiałem, że twórcy zostawią widza z cliffhangerem do drugiego sezonu, na szczęście obyło się bez tego i pozostała tylko otwarta furtka i pełni satysfakcjonujące zakończenie – moim zdaniem idealne wykorzystanie materiału na 13 odcinków.
Jeśli chodzi o same postacie – początkowo trochę mnie rozdrażniło zastosowanie słodkich lolitek jako „cursed children” – z jednej strony zapewne miało to stworzyć jakiś tam klimat w skrajnych sytuacjach, z drugiej pewnie ta dziwna moda na lolicon… koniec końców jakoś to przebolałem ale jeśli zamiast skupiska nieletnich dziewczyn pojawiłyby się również inne osoby(głównie starsze) to na pewno dzięki większej rozbieżności można by rozwinąć nieco charakterystykę postaci poza „dziewczynkami skrzywdzonymi przez los”.
Co do bohaterów nie mam większych zastrzeżeń, poza tym co pisałem powyżej, Rentaro to typowy przykład shonenowego „bohatera”(poświęcenia, przemowy i te sprawy), Kisara – przyjaciółka z dzieciństwa kliknij: ukryte podkochująca się w głównym bohaterze, jednak też mająca swoją mroczną stronę( kliknij: ukryte zdziwiła mnie trochę zmiana jej nastawienia w ostatnim odcinku – podejrzewam jednak, że jest to jakiś filar pod następną serię). Z jakiegoś powodu Enju traktowałem jako postać drugoplanową mimo, że trzymała się często i gęsto przy Rentaro – wydawała mi się jakaś „mało wyraźna”. Największą uwagę z mojej strony przykuł Katagane(koleś w masce) – naprawdę interesująca postać – szkoda, że nie rozwinęli jego wątku trochę bardziej.
Generalnie seria ma duże zadatki na spin‑offy, które mogłyby być naprawdę ciekawe, choć na chwilę obecną wolałbym po prostu potwierdzenie drugiego sezonu :)
Jeśli chodzi o moją cenę ogólną – na chwilę obecną jestem bardzo zadowolony z obejrzenia całości i wystawiam 8/10. Serię mogę polecić z czystym sumieniem.
Sam mangaka no cóż… jego zboczenie i teksty czasami bywały zabawne, a czasami irytujące – jednak na dłuższą metę nie było tak źle – zwłaszcza, że odcinki trwają po 12 minut(gdzie właściwego materiału jest na niecałe 10).
Dziewczyny całkiem „przyjemne”, bez jakichś większych irytacji i pasujące do komedii.
Żałuję trochę, że takie krótkie, niektóre gagi był naprawdę przemyślane i wywoływały uśmiech na ustach lub nieprzerwany śmiech i nie przypominam sobie ostatnio lepszej komedii(przynajmniej z tego roku).
Czego powinien spodziewać się oglądający – ecchi, zboczone żarty/gagi, rozmowy o cyckach i majtkach oraz nieco „łagodniejszą” wersję haremu. Jeśli ktoś spodziewa się dowiedzieć czegoś na temat pracy mangaki – z tej serii nie dowiecie się nic na ten temat, to jest tylko tło. Jeśli ktoś faktycznie chciałby się dowiedzieć nieco więcej na temat pracy mangaki – polecam Bakuman, co prawda nieco zboczyłem z tematu ale komuś może się przydać.
Ode mnie 8/10.
Re: Całkiem nieźle
W jednym ze spin offów pojawiają się nowe postacie, jestem trochę ciekawy, czy mają jakikolwiek wpływ na dalsze losy bohaterów.
Także wyczytałem w sieci, że w 8 tomie nie ma jednoznacznie określone, czy Linda kończy z Mitsuo -_-' Obawiam się trochę, że autorka już nie planuje nic konkretnego dla tego projektu i pewnie skończy się na kilku sprzeczkach pomiędzy bohaterami, „utwardzeniu” związku Koko z Banrim, paringu Lindy z Mitsuo i nie zdziwiłbym się nawet, gdyby Oka skończyła z 2D‑kunem, bo tak wygodniej :\ To tylko moje spekulacje ale chyba poczekam sobie z rok, aż wyjdzie reszta tomów i ktoś to przetłumaczy(przydałaby się znajomość japońskiego w takich okolicznościach :) ) Bazowo planowane były dwa sezony anime, z tego co czytałem ale chyba obecnie nie ma na to większych szans… choć kto wie, zapewne materiału byłoby co najwyżej na 12 odcinków po wyjściu reszty tomów.
Jeśli chodzi o nowy projekt – być może masz na myśli Evergreen? Wygląda na trochę lżejsze, niż Toradora! i GT ale to trzeba by było zobaczyć. Manga dostała się na angielską licencję, więc raczej nie będzie można liczyć na fanowskie tłumaczenia. Nie mniej temat jest interesujący.
Swoją drogą – zauważyłem, że manga Toradora! była wydawana jeszcze 2 lata po emisji anime, teraz to jestem zaintrygowany…
To tak zbaczając z tematu ;p
Podsumowując mam nadzieję, że za jakiś rok, czy dwa przeczytam na Tanuki w newsach, że zostanie wydana kontynuacja GT i pozamykają wszystkie wątki bez cienia wątpliwości, bo ostatnio co zabieram się z jakieś romanse/haremy/ecchi to w większości jest niejednoznacznie…
Re: Całkiem nieźle
Golden Time całkiem nieźle balansuje pomiędzy pełną powagą, a czymś lżejszym w przekazie, dlatego zastanawiałem się, czy ktoś miał coś „lepszego” na myśli w tej kategorii, czy to po prostu było na zasadzie „nie lubię i tyle”.
Re: Całkiem nieźle
Tutaj się zgodzę, dla mnie to wyglądało na początku jak desperacka próba znalezienia zamiennika. Strasznie dziwna postać, kliknij: ukryte z jednej strony uparta w swoich przekonaniach, z drugiej nie potrafi często poradzić sobie ze szczerością, czy zwykłą prawdą.
To teraz kliknij: ukryte jestem zmieszany -_-' byłem pewien, że to ewidentny koniec ale skoro LN dalej wychodzą, to chyba autorka planuje jakiś plot twist. Teraz będzie zżerała mnie ciekawość ;_;
kliknij: ukryte
1. Kosmici to rzeczywiście pójście na łatwiznę ale nie załatwili tego po prostu wklepując zielonych ludzików z dużymi oczami, ani nie dali hybryd przesłodkich dziewczyn‑kotów, więc zawsze można spojrzeć na to z innej perspektywy – mogło być gorzej ;p
2. Chisato albo „kościelni”(nie pamiętam teraz dokładnie) wspominali, że jest ona „jedyna w swoim rodzaju”, więc można wybaczyć – poza tym nikt nie wspominał, żeby wszystkie musiały się jednakowo szybko przetopić.
3. Inaczej nie dowiedzielibyśmy się, czy umierała jako dziewica ;)
4. Kana w laboratorium rozmawiała z Hatsuną, ta wcześniej zacięła się w połowie wykonywania czynności „wskrzeszania” na Ryoucie(ep 11 albo 12), po swoim „wyleczeniu” pozostała w obserwatorium.
Jeśli faktycznie weźmie się Pani za recenzję – nie wiem jaki plan będzie przyświecał w trakcie pisania – ale proponowałbym nieco więcej obiektywizmu, faktycznie Gokukoku no Brynhildr może nie jest arcydziełem i ustępuje fabularnie wielu innym seriom(łączących nawet przemoc z ecchi) ale skupiając w kilkunastu akapitach pogardę względem tytułu można skutecznie odciągnąć dużą grupę potencjalnych „oglądaczy” – sam uważam, że mogłoby być o wiele lepiej ale nie uważam, żebym zmarnował swój czas na to kilkanaście odcinków – nie, żeby miało to kogokolwiek interesować ale można by wziąć to jako przykład :)
Pozdrawiam i życzę więcej śmiechu przy typowo komediowych seriach ^^
Całkiem nieźle
Jedyne dwa rozczarowania z mojej strony – spodziewałem się burzliwego romansu, dużej dozy dramatu lub choćby większych emocji od postaci – z każdej z tych rzeczy dostałem tylko namiastkę(może tych emocji bywało miejscami więcej) – takie miałem wrażenie po kilku odcinkach, przy połowie jednak wiedziałem, że nie ma na to większych szans, czy jestem zły z tego powodu? niespecjalnie.
Drugą rzeczą byłoby podejście do głównego bohatera i stworzenie fabuły w okół jego i jego sytuacji, większość GT to tak właściwie próba akceptacji samego siebie, poza tym nie jestem specjalistą w dziedzinie psychologii ale czy przypadkiem autorka Toradory tym razem kliknij: ukryte nie pomyliła Amnezji z rozdwojeniem jaźni? Rozumiem jaki miał cel ten cały zabieg ale tworzenie wspomnień z pewnego okresu jako odrębną osobowość to dość… pochopne założenie, te wspomnienia mogą określać w pewien sposób charakter osoby i nadal są jego częścią i raczej nie działa to w sposób „albo to albo to”.
Przyzwyczajony jestem do szkolnych romansów z licealistami w tle(w tym przypadku właściwie nie ma jakieś większej różnicy, ponieważ większość bohaterów jest na pierwszym roku studiów – uczuciowo teoretycznie nie powinno to odgrywać jakiejś większej roli ale powiedzmy, że śmiało można zaliczyć bohaterów jako grupę studentów), niewiele obejrzałem poważnych romansów(tak właściwie mógłbym tylko zaliczyć serię Nana i częściowo Kimi no Iru Machi) – w tym przypadku wydaje mi się, że był to odpowiedni balans pomiędzy czymś poważniejszym, a lżejszym romansem z elementami komedii(elementów komediowych może nie było jakoś wiele ale choćby kliknij: ukryte przy „egzorcyście” parsknąłem śmiechem :D).
Postaci:
Nana – postać, która najbardziej mnie zaintrygowała i zapewne nie tylko mnie, zaczynając choćby od uderzającego podobieństwa do czarnowłosej dziewczyny z serii Nana, podobny charakter, tylko jej muzyka… ehh o ile to można było nazwać muzyką, w serii Nana jeszcze to jakoś brzmiało( kliknij: ukryte wyglądało to trochę jak środkowy palec w stronę twórców Nany i jej twórczości). Z tego co pamiętam, to kliknij: ukryte naprawdę nazywała się inaczej, choć nie przypominam sobie, żeby ktoś ją nazwał „prawdziwym imieniem” – zastanawiam się, czy tutaj jest jakaś zależność, czy „easter egg”.
Tada Barni – spotykałem się już z różnymi dziwnymi imionami w seriach anime ale to z jakiegoś powodu wydaje mi się dotychczas najdziwniejsze… pomijając jednak kwestię imienia, większość akcji skupia się praktycznie na nim i jego sytuacji, jakkolwiek sam bohater jakoś specjalnie mnie nie irytował, kliknij: ukryte tak jego „walki ze samym sobą” bywały dość… dziwne. Podobało mi się jego podejście do kilku spraw, był szczery i tym samym całość nie przeciągała się( kliknij: ukryte mówię tutaj choćby o sytuacji, w której powiedział Koko, że nie mogą być przyjaciółmi).
Linda – strasznie nieszczera i przez nią wynikło wiele problemów, mimo tego z jakiegoś powodu zrobiło mi się jej żal… faktycznie zadbana dziewucha, dopracowana charakterystyka i jakkolwiek brakowało jej może szczerości, tak też starała się układać niektóre elementy nieco uważniej.
Mitsuo – całkiem interesujący przykład „kumpla”, spodziewałem się więcej powiązań w czasie serii(wnioskując po pierwszym odcinku) z głównym bohaterem, jednak odłożono go na dalszy plan, poza tym momentami robiło mi się również żal chłopaka :\
Oka – typowy przykład „roztrzepanej i pozytywnej” koleżanki z klasy, martwiłem się trochę, że taka pozostanie do końca serii, na szczęście autorzy dołożyli jej trochę „uczuć”.
Koko – jej nie potrafiłem do końca rozgryźć… zarówno na początku jak i później sprawiała wrażenie całkiem innej postaci, jakby przez ten krótki czas przeszła dość poważną metamorfozę osobowości – może to tylko moje wrażenie ale tak to właśnie widziałem. Udało mi się ją polubić dopiero pod koniec serii, ciężko mi się przekonać do typowych „księżniczek” w seriach anime i prawdę mówiąc do końca dopingowałem Lindzie ale też koniec końców nie jestem rozczarowany.
Fabuła – o większości wspomniałem już wcześniej, 24 odcinki to dość dużo jak na serię anime i da się pomieścić dużo materiału, spodziewałem się różnych gwałtownych akcji pomiędzy bohaterami, dramatu w dużej mierze i przewidywalnego końca, końcówką byłem dość zaskoczony ale samą historię można było poprowadzić nieco zgrabniej.
Zaskoczony nieco byłem też przebiegiem całości kliknij: ukryte - szczerze byłem przekonany, że koniec końców Tada wybierze Lindę ale wyszło na to, że tylko „jego stara osobowość” była zakochana w niej, a „nowy on” tylko czasami za nią tęsknił. Pomijając już w ogóle WTF w ostatnim odcinku, kiedy Linda odpowiedziała „tak” jego starej osobowości – rozumiem, że była to forma akceptacji ale patrząc na to obiektywnie można się nieco zmieszać… żałuję, że cały wątek romansu nie był lepiej rozpisany – w efekcie nie zostały nawet bardziej rozbudowane wątki poboczne innych postaci, tylko dano lekki posmak.
Kreska – na poziomie wyżej, niż akceptowalnym, nie bardzo rozumiem tylko 5 w recenzji, jest o wiele więcej serii, gdzie można byłoby się uczepić do wielu rzecz ale tutaj nawet postacie drugoplanowe i nawet osoby w tle były całkiem zgrabnie zarysowane.
Seria miała swoje lepsze i gorsze momenty ale na dłuższą metę wcale się nie nudziłem i cieszę się, że zdecydowałem się obejrzeć po takim czasie Golden Time – ocena ode mnie to 7/10.
PS. Gdzieś w komentarzach(jeśli dobrze pamiętam) wyczytałem, że autorka Toradory nie potrafi pisać romansów i się nigdy nie nauczy, ani Golden Time, ani Toradora! nie były może arcydziełami ale szczerze mówiąc nie ustawiałbym ich jakoś nisko razem z przeciętniakami albo jeszcze niżej – i jeśli faktycznie poziom jest taki niski, to chętnie usłyszałbym propozycję czegoś „dobrego” w tej kategorii :)
Ciężko potraktować całość „na poważnie”, skoro graficznie seria próbuje na siłę przedstawić się jako(aż dziwnie się czuję używając tego stwierdzenia) baśń. Wystarczyłoby zastosować „zwykłą”, nieco bardziej szczegółową kreskę i odstąpić nieco od fanserwisu i można by stwierdzić po tym, że byłaby to jedna z lepszych ostatnio wydanych serii.
Nie gardzę ideą, czy nawet samą serią – skłamałbym mówiąc, że zmarnowałem czas oglądając całość, szczerze mówiąc po kilku przeciętniakach z sezonu wiosennego była to całkiem miła odskocznia, tylko do końca oglądania zastanawiałem się co kierowało twórcami anime, aby właśnie zastosować taką kreskę a nie inną – czy faktycznie była potrzeba takiego przesłodzenia?
Już teraz pomijając kwestię kreski – główni bohaterowie byli całkiem ciekawi i oryginalni, choć ich umiejętność wychodzenia z opresji była co najmniej zastanawiająca. Postaci żeńskie imitowały schematy znane z serii typowo fanserwisowych, co prawda każda z nich czym się odróżniała(w mniejszym lub większym stopniu), choć trochę żałuję, że praktycznie każda z dziewczyn to musiała być „kawaii nastolatka” – zarówno w wyglądzie jak i zachowaniu, może się trochę czepiam ale w seriach tego typu powinno się potraktować postaci żeńskie nieco poważniej( kliknij: ukryte zwłaszcza „przeurocza” siostrzyczka).
Jakkolwiek gry tutaj są w centrum, tak też nie są to znowu te, które mogłyby przyjść na myśl słysząc słowo „gra” – z jednej strony było interesująco, z drugiej wymyślone zasady czasami sprawiały wrażenie grubej przesady z punktu widzenia przeciętnego widza. Przez to również ciężko odnieść się do jakiejkolwiek innej serii z „grami w tle” i jeśli miałbym komuś polecić, to zastanowiłbym się dwa razy…
Ogółem nie było źle, choć mogłoby być o wiele lepiej – ode mnie nieco wyciągnięte 7/10.
Macanie się dziewczyn po piersiach pojawia się w co drugiej serii opartej na fanserwisie(i nie tylko) – teoretycznie powinno się je raczej traktować jako elementy ecchi. Oczywiście Bokura wa Minna Kawaisou to nie ecchi, ani seria przepełniona fanserwisem – traktowałbym to po prostu jako element komediowy. Faktycznie momentami można by się zastanowić „czego Sayaka chce od cycków Mayumi” – ale po obejrzeniu całości serii jestem prawie pewien, że nic poza tym, że po prostu Mayumi ma ogromne piersi i nie mogli po prostu wcisnąć Usę non‑stop wpadającego na jej dekolt, tak też zamiast tego pomyślano, że Sayaka mogłaby to robić bez większych „sugestii” w jakąkolwiek stronę.
Sayaka kliknij: ukryte wiązała się z wieloma facetami i nie pokazano jak te związki wyglądały i tylko w skrócie dowiadujemy się, że zwyczajnie bawi się uczuciami – spotkałem raz czy dwa w życiu osoby z podobnym usposobieniem i raczej nie określiłbym tego jako możliwy zapęd do swojej płci, tylko zachowanie wynikające z pewnych ciągów wydarzeń w życiu.
Co do obu palców, o których wspominasz – nie jestem specjalistą w tej dziedzinie ale w tym geście raczej czegoś brakowało, żeby można było to określić jednoznacznie :)
Sayaka jest trochę kliknij: ukryte „dziwna” i niektóre jej zachowania można odebrać niejednoznacznie – ale powiem szczerze, naprawdę zdziwiłbym się, gdyby faktycznie czuła coś do Mayumi, czy ogólnie interesowała się dziewczynami.
Swoją drogą – dość mocno zwracasz uwagę na tą postać, czyżbyś spodziewał się w serii od niej czegoś więcej? :)
Mam nadzieję, że moderacja się nie przyczepi o offtop ;p
Wątki miłosne z anime w większości nie mają przełożenia na życie realne, bo są zwyczajnie wyidealizowane albo bardzo mało prawdopodobne – są tworzone tylko po to, aby przekazać widzowi ciekawą historię, bo nie oszukujmy się – przeciętne związki w seriach anime słabo się sprzedają(choć znów czasami wydają się być lepsze od niektórych pomysłów – mam tu na myśli Bakuman). Choć pewnie sama o tym wiesz i potwierdzam tylko teorię :)
Jak również wspominałem w pierwszym komentarzu – chciałbym potraktować serię jako wycinek z życia różnych osobliwości w pensjonacie(jeśli tak to można nazwać) ale „katalizator”, o którym wspominasz zbyt często przeważa, żeby potraktować to jako zwykłą, lekką komedię – w takim przypadku Usa nie powinien być protagonistą, tylko każdy z bohaterów powinien dostać swoją ramówkę i wtedy faktycznie mogłoby być nawet interesująco, a sam wątek można by było potraktować pobocznie. Znów oczywiście to tylko moje zdanie i być może trochę przesadzam ale po obejrzeniu wielu serii z różnych gatunków tak to właśnie odczuwam, kwestia spojrzenia z różnych perspektyw i tutaj ciężko raczej byłoby określić kto ma w 100% rację, jednak jest to też dobra podstawa do dyskusji ^^
Pasowałoby to bardziej do Hanasaku Iroha(nie wiem czy oglądałaś – jeśli nie, to polecam), tam faktycznie pomimo tego, że jest „ustalona” główna bohaterka, to każdy z bohaterów pensjonatu ma mniej lub więcej rozwiniętą własną historię i otrzymujemy pełny obraz życia w pensjonacie plus bardziej „życiowe” postaci, przez co obyczajówka z domieszką komedii wyszła naprawdę zgrabnie. Oczywiście Bokura wa Minna Kawaisou nie należy traktować jako obyczajówki i jestem tego świadom – przeważa tutaj komedia, tylko jeśli autor faktycznie chciał ukazać „życie pensjonatu” z obiektywnego punktu widzenia, to oprócz postaci(jakkolwiek reszta wydaje mi się naturalna, tak przykładowo taka Mayumi, czy Shirou już niekoniecznie) powinien jeszcze uwzględnić coś oprócz wątku miłosnego w centrum.
Chuunibyou demo koi ga shitai – powiem szczerze, nie widzę tutaj żadnych podobieństw z serią, obie traktują o zupełnie innych rzeczach i nawet jeśli w obu pojawia się komedia(w Bokura zapewne więcej i w innej formie) i watek miłosny, to ciężko mi byłoby je porównać w jakikolwiek sposób, choć to też może być kwestia spojrzenia na obie serie z innej perspektywy.
Usa na pewno szuka czegoś „poważniejszego”, jest ewidentnie zachwycony dziewczyną i próbuje się przymilać do niej na wszelkie możliwe sposoby( kliknij: ukryte zwłaszcza widać to w ostatnim odcinku).
Historie postaci faktycznie wydają się niedopowiedziane ale mi wygląda na to, że autor po prostu chciał nakreślić z grubsza charakterystykę bohaterów tym zabiegiem i coś czuję, że raczej na tym się skończy – oczywiście życzyłbym, żeby z serii jeszcze wyszło coś ciekawego ale po końcówce jakoś nie jestem co do tego przekonany…
Co do przyszłości, o której wspominasz – kliknij: ukryte podejrzewam, że Sayaka zwyczajnie jest niezdecydowana i pewnie chłopaki jej kiedyś dokuczały, przez co teraz bawi się uczuciami wszystkich, jeśli faktycznie autor pomyśli o jej przyszłości, to zapewne znajdzie jakiegoś złotego faceta, któremu nie będzie się mogła oprzeć(stawiam na typ „dominujący”), zapędów homoseksualnych się u niech nie dopatrzyłem, wszystkie jej zachowania względem Mayumi traktowałbym raczej jako zwykłe docinki – chociaż kto wie… Shirou wygląda mi na typ samotnika i nawet jeśli odniesie sukces to podejrzewam, że zwyczajnie wyjedzie z pensjonatu i słuch o nim zaginie. Usa z Rin zapewne skończą happy endem – ale kto wie ile tomów to zajmie, pewnie za rok dopiero zaczną od wspólnych wyjść do sklepu i Usa zadowoli się zwykłym trzymaniem za rękę – tak ja to widzę, w każdym razie są to zwykłe spekulacje i tylko autor wie jak to się dalej potoczy zakładając, że w ogóle ma jakiś plan…
Zaczynając od tego, że spodziewałem się jednej z dwóch rzeczy – albo lekkiej komedii, gdzie nie byłoby jakichś poważniejszych wątków albo „dokończonego” romansu z dodatkiem komedii, w obecnym układzie widzę to jako „niedosmażony kotlet”. Gdzieś po połowie chciałem to zwyczajnie potraktować jako kilka miesięcy z życia dość osobliwych postaci w pensjonacie ale seria próbowała wciskać jakoś niespecjalnie interesujący wątek miłosny i właśnie przez to opadł w większości mój zachwyt. kliknij: ukryte W ogóle jeśli mieliby ciągnąć ten wątek miłosny przez następne sezony tym tempem, to podejrzewam, że 3 sezony by nie wystarczyły… jakoś nie w smak mi ten nowy trend wśród twórców anime, gdzie wystawiają coś na próbę, bez gwarancji dokończenia głównego wątku(w tym przypadku akurat wątek miłosny).
Postaci:
Mayumi – często potrafiła mnie rozdrażnić swoim zachowaniem i mało błyskotliwymi komentarzami. Po pierwszym odcinku miałem nadzieję, że będzie bardziej poważną postacią – nic bardziej mylnego, po prostu „łatwa” dziewczyna mająca za dużo do powiedzenia. Znowu też nie uważam, że w ogóle jej nie powinno być – jakkolwiek nie było zbyt „istotna” w serii, tak też bez niej zapewne pominięto by większość gagów(choć znów nie wszystkie mi się podobały).
Kawai – strasznie nudna postać, przez jej „zaczytanie” ukazywała się tylko „pasywnie” i najczęściej jako zachwyty Usy. Brakowało mi jakiegokolwiek punktu zaczepienia względem jej osoby, gdzie tylko nie pokazaliby jej to siedziała w książkach i żyła w swoim własnym świecie. Być może niektórym się spodobała – według mnie nie jest to materiał na postać pierwszoplanową, gdyby była gdzieś tam tyle i „nie zawadzała” na ekranie to byłby to całkiem niezły dodatek do serii.
Sayaka – słodkie dziewczę, wilk w owczej skórze, do tego uwielbia się bawić uczuciami facetów. Generalnie nie przepadam za tym typem dziewcząt(podejrzewam, że jest niewiele osób, które by ją polubiły) ale wcale mnie nie drażniła – być może dlatego, że sceny z nią nie opierały się na jej gierkach, tylko w większości na docinkach w stronę Mayumi :)
Sumiko – sympatyczna starsza Pani, która od czasu do czasu doradziła, czy powiedziała coś zabawnego, choć traktowałbym ją bardziej jako postać w tle.
Shirosaki – miałem małą nadzieję, że pomimo swojego zboczenia będzie miał trochę więcej mądrych rzeczy do powiedzenia(byłby to całkiem miły kontrast), trochę się zawiodłem – jego udział opierał się zwyczajnie na komentarzach typu „dowal mi mocniej”.
Usa – kompletnie nie potrafię zrozumieć jego zainteresowania względem Kawai. Można by powiedzieć na wstępie, że „osiadając” się w nowym miejscu chciał uciec od „dziwnych” i głośnych ludzi, Kawai była cichą dziewczyną siedzącą non‑stop przy książkach i mógł to być jakiś większy punkt zainteresowania głównego bohatera, choć później doświadczył na własnej skórze, że jego wybranka wcale też nie należy do „przeciętnych” ludzi – nieszczera, wstydliwa, dająca niejasne znaki i pewnie znalazłbym jeszcze kilka określeń, z tym że chodzi mi o fakt, że Usa w ogóle nie zmienił nastawienia względem jej osoby – po prostu pozostała w jego centrum zainteresowania bez względu na to, jaka by się nie okazała. Tak wiem, często tak bywa w romansach. Możliwe, że drażni mnie po prostu fakt wątku miłosnego, gdzie bohaterka jest tak nudna(to już nawet jeśli uganiałby się za Sayaką, to byłoby o wiele ciekawiej).
Ogółem postaci nie były złe – ale spodziewałem się po nich wszystkich czegoś więcej.
Kreska była naprawdę dobra, w tego typu seriach raczej rzadko stawia się szczegółowość animacji na pierwszym miejscu, więc tutaj nie mogę narzekać, choć miejscami kolory bywały zbyt jaskrawe.
Fabuła – tutaj raczej nie ma o czym mówić, najważniejszy był wątek miłosny, o którym pisałem powyżej, reszta to były jakieś przypadkowe sytuacje, sceny z gagami, czy po prostu zachwyty Usy.
Podsumowując – seria całkiem sympatyczna, choć też nie jest to nic bardziej ambitnego, jeśliby potraktować to jako zlepek gagów sytuacyjnych plus przeciętny wątek miłosny, to jest jak najbardziej do obejrzenia, choć znów nie jest to nic, co zapadłoby w pamięci na dłużej lub byłoby warte wspomnienia przy rozmowie. Nawet skłonię się do stwierdzenia, że jeśli kiedykolwiek wyjdzie kontynuacja, to zwyczajnie sobie daruję – w ten sposób uniknę jakichkolwiek rozczarowań, po obejrzeniu całości nie spodziewam się poprawy – brak odpowiedniego rozplanowania względem całości.
Początkowo byłem przekonany, że będzie o wiele lepiej, jednak nie jestem w stanie wystawić więcej niż 6/10 – i taka jest właśnie moja ocena względem całości. Dobra kreska i dobre chęci niestety nie wyratowały serii.
Nie podobało mi się kilka rzeczy, zaczynając chociażby od nadmiaru 3D, strasznie tego nie lubię… po drugie cała idea magii jest jakby podciągnięta trochę pod wierzenia, bożków, talizmany itd. inkantacje, gestykulacje i cała reszta jest w pełni zrozumiała ale mieszanie w to duchów trochę się mija z moją wizją istoty magii, to jednak pewnie przez nadmiar fantasy i ogólnie kwestia gustu :)
Bohaterowie ogółem dość przeciętni, każdy z nich czymś tam się wyróżniał ale na pewno nie nazwałbym ich oryginalnymi postaciami.
Fabuła – Przez te 24 odcinki mieli dość czasu, żeby przekazywać widzowi systematycznie istotne informacje, rozciągnąć wątek główny i nie namieszać, wyszło jednak trochę, jakby pod koniec ktoś starał się wszystko przyspieszyć. Na początku wszystko jasne i gdzieś pod koniec nagle nawał różnych pomniejszych wątków, różnych mniej lub więcej istotnych dla fabuły informacji i trochę zaczęło się mieszać… nie było może źle, bo widziałem o wiele gorzej poprowadzone serie nawet przy większej ilości odcinków ale widać było, że twórcy anime „nie dali z siebie wszystkiego”.
Sama seria szczerze mówiąc mocno skojarzyła mi się z Toaru Majutsu no Index, choć na szczęście obyło się bez długich przemówień od głównego bohatera ;p
Seria kończy się w stopniu akceptowalnym, choć niejednoznacznie, pozostało kilka ważnych pytań, na które coś czuję, że odpowiedzi będzie trzeba szukać w mandze albo następnym sezonie(jeśli wyjdzie – choć wolałbym szczerze mówiąc 3‑4 odcinki ova) – znów jednak nie zainteresowała mnie na tyle, żeby szukać ich gdzie indziej, niż na forach jako wolnej interpretacji.
Pomijając wszystkie rzeczy, które nie do końca mi się spodobały nie było wcale źle, całkiem miło spędziłem czas i nie żałuję sięgnięcia po ten tytuł – nie jest to coś, co zapadanie na długo w pamięci ale znowu też nie jest to przeciętniak z bocznej półki.
Ode mnie 6/10.
Swoją drogą drugi ending całkiem niezły :)
Można by powiedzieć, że całkiem niezły materiał na haremówkę, jednak postaci i słaba fabuła popsuły wizerunek całości. Ciężko mi to przyznać ale większa doza fanserwisu byłaby jedyną opcją, żeby uratować tą serię w tym układzie, bo na chwilę obecną nie ma nic do zaoferowania widzowi(sam również lubię haremówki ale to był dla mnie zwykły przeciętniak).
O postaciach nie będę się zbyt długo rozpisywał, bo szczerze mówiąc nie ma o czym – główny bohater irytujący, „szepcząca” dziewczyna nieciekawa, zresztą reszta żeńskich bohaterek podobnie.
Ogółem wypada przeciętnie. Ciężko byłoby mi to nawet komukolwiek polecić – jeśli nawet ktoś ma ochotę na haremówkę i nie szuka czegoś szczególnego, to i tak zaleciłbym po prostu poszukać czegoś innego, jest masa serii, przy których można o wiele lepiej spędzić czas.
Ode mnie 4/10.
Ogółem jest to całkiem udana przygodówka/shonen z powiedzmy interesującym przebiegiem wydarzeń, całość nie skupia się tylko i wyłącznie na kilka postaciach, więc kiedy zaczyna się nowa saga, to widz nie musi cały czas śledzić poczynań tylko kilku postaci – zawsze „coś się dzieje”.
Więc zaczynając na wstępie:
1. Nie miałem nigdy styczności z oryginałem(i zapewne nie będę już ruszać, skoro przebrnąłem praktycznie przez cały materiał z reedycji).
2. Jako shounen‑tasiemiec(jeśli to tak można nazwać – nie wiem ile odcinków jest do końca planowane) jest o wiele bardziej interesujący od takiego One Piece(którego również na bieżąco oglądam, choć ostatnio trochę przystopowałem), mniej fillerów, więcej „konkretnych” wątków i autorzy nie boją się tak panicznie kliknij: ukryte uśmiercać postaci, jak to ma miejsce w innych seriach tego typu.
Teraz już względem całości:
- Historia się rozwija w całkiem przyzwoitym tempie, najpierw początki, poznanie postaci itd. Pierwsza, że tak powiem „saga” nie jest przeciągana na siłę i stanowi mocny filar dla całej opowieści.
- nie nuży na dłuższą metę
- postaci nie są „przegięte” od samego początku
- przyzwoita kreska
To by było na tyle, jeśli chodzi o wstęp – dalej rozpoczyna się saga Greed Island i tutaj już powoli zacząłem się zastanawiać… już niektóre motywy zaczęły psuć mi powoli wizerunek całości ale jeszcze nie na tyle, żeby HxH przestał mnie interesować.
Po Greed Island zaczyna się Saga Mrówek, co okazało się jednym wielkim rozczarowaniem… zaczynają się nagminne fillery, niepotrzebne rozważania bohaterów(od lektora) – jakby trzeba było naprowadzać widza na każdy pojedynczy czyn bohaterów, niekoniecznie logiczne rozwiązania, dziwne pojęcie czasu( kliknij: ukryte mówię tutaj o momencie, w którym zaczęła się akcja w pałacu – od razu przypomniała mi się walka Songo z Freezerem w Dragon Ballu na Namku… ) i ciągnięcie na siłę mało interesującego wątku… po co to? Poprzednie segmenty miały wyznaczone po kilkanaście odcinków, aż tu nagle zaczyna się robić niby rozbudowana historia, która koniec końców nawet nie przyciąga. Swoją drogą – nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę ale kliknij: ukryte ten cały „Król” strasznie przypomina Komórczaka z DB -.-'
Jest jeszcze masa innych rzeczy, do których mógłbym się przyczepić odnosząc się do tej jednej sagi ale daruję sobie i mam głęboką nadzieję, że jest to jedyna, przez którą trzeba było „przebrnąć” w całym HxH.
Zaczynając od samej fabuły – szczerze mówiąc spodziewałem się tutaj wymuszonego dramatu z tej całej sytuacji i powiedzmy, że nie do końca tak było ale znowu z jakiegoś powodu ciężko zaliczyć mi to do typowego dramatu, bardziej po prostu „okruchy życia” z pomniejszymi elementami dramatu i nic więcej. Sam plot nie jest zły – uważam, że mógłby być to całkiem interesujący materiał, gdyby nieco rozszerzyć fabułę o kilka innych, pomniejszych wątków, dorzucić większą dozę dramatu(w nieco bardziej zręczny sposób, nic na siłę) i rozciągnąć do 12 odcinków – wtedy być może byłbym w stanie docenić całą historię.
Bohaterowie – dość przeciętni, nie wiem skąd wynika ta duża ocena względem bohaterów od recenzenta, charakterystyki były dość „proste”, a same postaci niekoniecznie interesujące. Najbardziej irytował mnie doktorek – dorosły, wykształcony facet zachowywał się jak rozpieszczony bachor, czy to faktycznie takie naturalne zachowanie?( kliknij: ukryte nawet jeśli stracił bliską osobę – rozumiem ale czy po takich tragediach ludzie zachowują się jak nadęte bufony?). Głos doktorkowi podkładał mój ulubiony seiyu ale nawet po tym nie dałem rady polubić Goro choćby trochę… Najbardziej „przyjemną” postacią wydawała mi się pielęgniarka(Akiko), choć czasami miewała swoje odchyły, tak najczęściej zdarzało się jej powiedzieć coś mądrego.
O samym anime dowiedziałem się całkiem niedawno, naczytałem się wielu pozytywnych komentarzy i nastawiałem się na co najmniej bardzo dobrą i krótką historię, przy której bardzo miło spędzę czas – powiem szczerze, jestem rozczarowany. Sama historia jest opowiedziana w sposób mało interesujący, owszem czuć czasami „to ciepło” ale nie bardziej, niż od innych zwykłych okruch życia.
Jedna z tych serii, o których raczej nie warto się rozpamiętywać(według mnie), obejrzeć i zapomnieć – i tylko w przypadku, jeśli komuś nie przeszkadza bardzo lekkie podejście do tematu w dramatach/obyczajówkach.
Ode mnie wyciągnięte 6/10.