x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Tak w ogóle to zapowiada się na całkiem fajne, rozluźniające okruchy życia.
Ja jestem na tak – choćby dlatego, że dawno nie było nic ciekawego z kategorii sztuk walk.
Można by się przyczepić do wtrąceń z humorem, które niekoniecznie się wpasowują. Tak poza tym pierwszy odcinek był całkiem niezły.
Re: niezłe
Bohater posiada podstawową umiejętność dedukcji – jest to o wiele więcej, niż połowa „shounenowych zbawców świata”, więc pomimo jego bohaterskiego nastawienia, można jednak powiedzieć, że myśli.
Fabuła faktycznie upchnięta ale nie na tyle, żeby mogło to rozdrażnić widza. Kwestia podlega dyskusji ale nie wymagając zbyt wiele można to prostu podczepić pod kategorię realizacji, w której po prostu ma się dużo dziać.
Wybacz ale mam nieodparte wrażenie, że po prostu hejtujesz dla samego faktu hejtowania. Szanuje własne zdanie ale w przypadku, gdy jest ono oparte o jakąś konstruktywną argumentację.
W wielu momentach udało mi się pośmiać, całość jest w miarę spójna i przy tak małej ilości odcinków trudno było się wynudzić.
Sama seria miała kilka problemów – największym z nich zapewne był niski budżet, który często odbijał się na leniwej kresce, czy „prostej” oprawie muzycznej, która średnio wkomponowywała się w klimat sytuacji. Choć znów też można było usłyszeć seiyu, którzy podkładali głos do niejednej serii i brzmieli całkiem profesjonalnie, osobiście jednak przyczepiłbym się tylko do dźwiękowców, którzy mogli popracować nad lepszym stonowaniem głosów.
Drugim problemem zapewne byłyby tutaj charakterystyki postaci drugoplanowych, które były mało dopracowane. Postarali się przy nieco bardziej przy samym Kaizaki, czy nawet po części, przy „pracownikach” ReLIFE( kliknij: ukryte An pozostaje chyba dalej największą zagadką, przynajmniej według mnie) ale brak tutaj głębi i tym samym ciężko się zainteresować samymi postaciami – największy problem miałem z Tamarai, której „problemy” wręcz wydawały się wymuszone, a ona sama jest do bólu przeciętną postacią wyciągniętą z jakiejś mało ambitnej serii sportowej.
Oczywiście pozostają tu jeszcze problemy kwestii moralnej, prawnej, fizjologicznej i całej reszty ale jako iż sama seria nie próbowała się w żaden sposób na nich skupiać(poza oczywistymi), to chyba nie ma sensu drążyć tematu.
Zastanawiałem się też, czy miałbym ochotę obejrzeć jakąś kontynuację ale szczerze mówiąc wolałbym, aby zakończyli to 2‑3 OVAmi, zamiast ciągnąć to przez następne kilkanaście odcinków.
Bardzo fajny pomysł moim zdaniem z puszczeniem całej serii za jednym razem(co jest oczywistą rzadkością, jako iż niewielki ich odsetek jest w pełni gotowy przed emisją), choć to raczej nie jest dobry przykład takowej, którą warto puścić od razu – dobrze się ją ogląda „w małych dozach” ale za jednym razem nie byłbym w stanie jej pociągnąć do końca.
Generalnie całkiem niezła seria na rozluźnienie, da się nawet pośmiać. Jest trochę romansu, trochę dramy(okazjonalnie w niepotrzebnym nadmiarze), trochę komedii i trochę okruchów życia – nie widzę przeciwwskazań, aby nie obejrzeć jej w wolnym czasie.
Ode mnie mocne 6/10.
Pierwszy sezon nie określał się zbyt mocno w kwestii jak należałoby traktować całą serię, dopiero później dochodzi się do wniosku, że to następna seria rozrywkowa z motywem „zabójców”, który równo lekko został potraktowany.
Zamknęli całość i dali nawet odcinek podkreślający(/after), co się naprawdę ceni ale nadal uważam, że seria sama w sobie trochę przydługawa.
Spodziewałem się nieco więcej po przeszłości żółtej ośmiornicy ale ze względu na samą formę całości nie dało się chyba tego przedstawić ciekawiej.
Poza tym w drugim sezonie widać momentami, że już nie dbano tak bardzo o kreskę, jak w pierwszym. Nie był to jakiś poważny mankament, ponieważ seria sama w sobie i tak dobrze wygląda.
W sumie to tyle, jeśli chodzi o moje własne przemyślenia względem "Klasy zabójców". Całkiem niezła seria rozrywkowa ale w małych dozach. Ode mnie 6/10.
Już po rozszerzonych trailerach było wiadomo, że 3D w tym przypadku strasznie niedomaga i do tego animacje postaci kulały praktycznie przez cały odcinek. Nie mam pojęcia jak to przeszło produkcję – wiem, że często się zaniża standardy ale to mogło co najwyżej być uznane jako akceptowalna forma realizacji być może dekadę temu.
Ciężko wczuć mi się w konwencję lub po prostu w pojedyncze sceny, jeśli coś ciągle bije po oczach i ciężko to zignorować.
Berserkowi znowu się obrywa tylko dlatego, że ktoś sobie ubzdurał, że fajnie byłoby go zrobić w większości za pomocą kiczowatej(nie oszukujmy się) animacji komputerowej.
Zapewne obejrzę do końca ze względu na przywiązanie do całości ale mam małą nadzieję, że ktoś w końcu pójdzie do rozum do głowy i albo się weźmie za Berserka na poważnie albo zostawi go w spokoju i nie będzie dobijać w nieprzemyślanych adaptacjach.
Aż się smutno zrobiło :\
Oczywiście jest tutaj ograniczenie formy serii do pewnych schematów rządzących się w typowych przygodówkach ale mimo tego, że temat nie jest specjalnie świeży, to całkiem fajnie wyszła realizacja.
Na pierwszym planie typowy „bohater”(dosłownie i w przenośni) dla odmiany z całkiem niezłą umiejętnością dedukcji, co zdarza się bardzo rzadko. Postaci jest naprawdę sporo i nie licząc bohaterów‑statystów, to reszta wyszła im całkiem oryginalnie. Co mnie cieszy, to widoczna różnica pomiędzy światem nastolatków i dorosłych‑profesjonalistów. Młodzi przyszli herosi nawet z bardzo potężnymi mocami potrzebują ich odpowiedniego ukierunkowania, zmysłu taktycznego itd. czego akademia próbuje ich wyuczyć.
Graficznie wypada całkiem nieźle – choć czasami chciałbym, aby przykuli nieco więcej uwagi do postaci drugoplanowych.
Generalnie jestem bardzo zadowolony i chętnie obejrzę drugi, potwierdzony już sezon. Dla wszystkich entuzjastów shounenów – naprawdę warto obejrzeć.
Ode mnie mocne 8/10.
Mamy tutaj o wiele więcej typowych niespodzianek/sytuacji z komedii haremowych, brak fabuły i pozostał właściwie tylko koncept, według którego pociągnięto kilka luźnych pomysłów.
Jeśli chodzi o samą otoczkę mmo – nie jest to raczej nic dla specyficznej grupy odbiorców. Tutaj autor zaciągał informacje albo z drugiej ręki(choć technicznie w niektórych kwestiach utrzymywał zgodność ze „standardami sieciowych masówek online”) albo specjalnie rozluźnił atmosferę, aby dotrzeć do szerszego grona odbiorców(ciężko mi dojść które z tych dwóch ale nie ma to większego znaczenia).
Postacie typowe w środku z harem masterem, który jest fanem mang/anime/gier i wcale się z tym nie ukrywa ale jednocześnie nie odnosi się do tego tak wzniośle, żeby było to irytujące(może dlatego jeszcze ma kolegów). Dziewczyny przesłodzone, zwłaszcza tytułowa waifu z gry, która okazała się być słodkim nolifem z dużym biustem(marzenie geeków :3).
Nie jest to nic specjalnego poza całkiem przystępnym zapychaczem czasu. Bywa sporadycznie zabawne(bliżej uśmiechu na ustach, aniżeli faktycznego śmiechu), wątek romansu jest potraktowany po macoszemu(pomimo tego, że niby seria w okół niego się kręci), a jako kategoria serii szkolnej nie pokazuje z niej samej zbyt wiele.
Można jak najbardziej obejrzeć w przerwie pomiędzy innymi seriami, jednak nie powinno się podchodzić z wygórowanymi oczekiwaniami, ponieważ seria nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Ode mnie 6/10.
Fabularnie nie ma tutaj nic specjalnego, podobne schematy występowały wielokrotnie. Delikatne zabarwienie romansem – choć szczerze mówiąc ciężko zaliczyć jednoznacznie do tej kategorii, bo do normalnego romansu jeszcze temu bardzo daleko – taki tam pomniejszy wątek miłosny.
Dwa – nie powinno się zbyt wiele zastanawiać nad zasadami działającymi w uniwersum, ponieważ sporo z tych rzeczy może wydawać się nawet absurdalne(pomijam, że od strony kliknij: ukryte zasad działania świata nie tłumaczy się praktycznie nic) i zainteresowani mogą co najwyżej pospekulować lub poddać próbie swoją umiejętność dedukcji.
Nie jest to też jakoś specjalnie głębokie – film nie niesie za sobą jakiegoś wzniosłego, uniwersalnego przekazu, który skłaniałby do refleksji i nie byłby już wcześniej gdzieś indziej wykorzystany w podobny sposób. W tym przypadku akurat spodziewałem się trochę więcej; owszem, są tutaj nadmienione podstawowe wartości, o których z czasem można zapomnieć ale ponownie – nie było to nic głębszego, co mogłoby poruszyć widza.
Postaci – wypadałoby się rozpisać nieco na temat głównego „antagonisty”, jednak wystarczy chyba wspomnieć, że jest to typowy, dystopijny, fanatyczny i nie do końca zrównoważony psychicznie przywódca. W normalnych warunkach osoba z jego charakterem nie byłaby w stanie długo poprowadzić tak dużej nacji.
Graficznie wypada całkiem nieźle – postacie są zarysowane wyraźnie i proporcjonalnie, jednak bez większych szczegółów(w wyjątkowych przypadkach stroje są bardziej wyszczególnione lub „przyozdobione”), scenerie zarysowane klimatycznie ale brakowało tutaj nieco dystopijnego mroku ale dla odmniany całkiem nieźle można było poczuć rutynę i codzienność ludzi, którzy od bardzo dawna działają według nakazanych standardów.
Podsumowując jest to naprawdę niezły film na niedzielne popołudnie i naprawdę warto go obejrzeć, jednak nie należy przysiadać się z wygórowanymi oczekiwaniami, ponieważ można się delikatnie rozczarować.
Od siebie daję 7/10. Mnie się generalnie podobało.
Zaczynając od masy mini‑wątków, intryg(w tym wielu niedopowiedzeń), które nigdy nie zostają wytłumaczone widzowi i pojawiają się na ekranie tak właściwie nie wiadomo po co(może miało to na celu zaintrygowanie postaciami drugoplanowymi, choć nie mam pewności) i kończąc na średniej realizacji, która zapewne w wielu miejscach była nie do końca dobrze zinterpretowana.
Charakterystyki postaci typowe dla przeciętnego haremu, same projekty postaci też niespecjalnie przekonywujące. Główny bohater ma trochę więcej oleju w głowie, niż inni bohaterowie shounenów ale właściwie na tym się kończy, bo niestety w przypadku przenikliwości zawodzi na każdym froncie.
Graficznie – również przeciętnie. W naprawdę niewielu przypadkach widać szczegółowe zarysy scenerii lub samych postaci. Wykorzystano wiele „futurystycznych” rozwiązań(ciężko nie doszukiwać się podobieństw rynsztunku do choćby mieczy świetlnych), w tym holograficzne interkomy(imho chyba jedna z ciekawszych rzeczy w serii), robotów‑wojowników i kupę innych rzeczy, których niekoniecznie ma się ochotę oglądać.
Najbardziej chyba z tego wszystkiego irytował mnie głos Flory – jej głos był tak sztuczny i wymuszony, że u przeciętnego widza powoduje zniesmaczenie.
Podsumowując – jest to przeciętna haremówka wyciągnięta z o wiele grubszego materiału, którego nie w sposób ścisnąć w 24 odcinkach i tym samym całość jest maksymalnie spłycona do kilku głównych, mało interesujących wątków. Być może jeśli ktoś gustuje, to może wypróbować jako zapychacz czasu ale doradziłbym jednak poszukać dalej.
Ode mnie 4/10.
Projekty postaci całkiem interesujące, choć mogłyby być bardziej rozwinięte – niektóre motywy „wykroczeń” bywały wręcz absurdalne ale dało się na to przymknąć oko.
Ostatni odcinek również w moim uznaniu wyszedł na minus – jeśli seria posiadała choć cień tajemniczości, to w ostatnim odcinku szlak go trafił wraz z tym całym powiewem kliknij: ukryte shounenowego bohaterstwa.
Pozostało też całkiem sporo niedopowiedzeń oraz błędów logicznych ale to podejrzewam, że wynikało w sporej części z upchnięcia sporej ilości materiału w 13 odcinków.
Kreska całkiem niezła i do strony graficznej raczej ciężko byłoby się przyczepić. Odnośnie oprawy dźwiękowej – osobiście starałem się nie zwracać na nią uwagi, opening/ending nie należały do chwytliwych dla ucha i tyle jestem w stanie powiedzieć.
Serii wystawiam mocne 8/10 – miała kilka błędów ale bez problemu można było na nie przymknąć oko, poza tym rzadko trafiają się serie na podstawie gier, które są tak przystępne dla widza, który nie miał styczności z uniwersum.
NnA niezbyt nadaje się na materiał do powielania ale nie jest to chyba kwestia warta dyskusji zwłaszcza, że po Glasslip studio na razie dało sobie spokój z tym typem dramy.
Odnośnie „uniwersum” – powiedzmy, że w dość przystępny sposób połączyli świat podwodny z lądem ale zapomnieli dodatkowo wytłumaczyć w jaki sposób mogłoby to wszystko działać(albo nie mieli pomysłu jak to w sensowny sposób wytłumaczyć) i faktycznie zwracając na to uwagę, a nie traktując tego jedynie jako tło można nawabić się tylu zawiłości, że uniemożliwią one w jakikolwiek sposób przyjemny odbiór materiału.
Postacie – widać tutaj grube zapożyczenie charakterystyk z Glasslip i normalnie byłoby to zapewne stwierdzenie, które graniczyłoby z wyłapaniem publicznego linczu ale to nie jest żadna tajemnica, że za obie produkcje odpowiada PA Works i owe zapożyczenie miało jakiś tam cel(możliwe, że dla własnej wygody ale pomijam tą kwestię). Bohaterowie strasznie niedojrzali, nawet jak na własny wiek ich zachowania często prowadziły do sytuacji, w której drama przelewała się bokami i tym samym powodowało to niechęć wczucia się w sytuację.
Oczywiście na pierwszy plan idą tutaj relacje postaci ale naprawdę nie widzę większego powodu się rozpisywać w tym temacie, ponieważ była to prawdę mówiąc tania drama bez pomysłu. Wieczny krzyk, płacz i kompletny brak jakiejkolwiek chęci zrozumienia. No i powtarzanie do oporu o tym, że coś powinno lub nie powinno się zmieniać.
Grafika – akurat przyłożenia przy kresce nie można odmówić PA Works, odwalili kawał naprawdę dobrej roboty i nie tylko od strony samych postaci ale również tła i klimatu, który można było odczuć spoglądając na scenerię.
Fabularnie – tutaj jest niestety nieco gorzej. Fabuła ma dwa główne człony i jest podzielona na kilka pomniejszych części, a całość jest strasznie rozciągnięta pomiędzy 26 odcinków. Już nie mówię tutaj o potrzebie kondensowania scenariusza ale dajmy na to Anohana(podobna koncepcja, dlatego wspominam akurat o tej serii) – zaledwie 11 odcinków ale przez ten czas byli w stanie opowiedzieć dość ciekawą historię i mieli nawet czas na bonusowe wstawki. Nagi no Asukara próbuje wyjaśnić powody zachowań i uczucia postaci ale robi to w strasznie niezręczny i nawet skłoniłbym się ku stwierdzeniu, że nudny sposób.
Wiem, że to raczej spekulacja ale myślę, że autorzy nie do końca zrezygnowali z projektów Glasslip i chcieli przenieść relacje/charakterystyki w nieco inny setting.
Podsumowując – 26 odcinków to dosyć sporo na dramę, która nie jest w żaden sposób innowacyjna, czy nie posiada jakiegoś sporego punktu zaczepienia lub interesującej historii. Mamy tutaj połączenie świata „wodnego” oraz lądu w charakterystyczny, prosty sposób i równie lekko przedstawiono relacje pomiędzy ludźmi z obu światów. Są o wiele lepsze dramy, są również inne serie, przy których warto nacieszyć oko kreską, Nagi no Asukara jest po prostu serią, która próbuje być dobrym dramatem ale przez niedopracowane charakterystyki postaci, zawiłe relacje i nie do końca interesującą fabułę ląduje gdzieś po środku wraz z seriami, które „można” obejrzeć ale nie trzeba.
Osobiście musiałem przemęczyć przynajmniej kilka odcinków i momentami odczuwałem nawet irytację względem bohaterów. Wyceniam na 6/10 – całość ratuje na pewno grafika, którą można nacieszyć oko ale jest to jedna z niewielu zalet serii, także zabierając się za nią proponuję zaniżyć swoje oczekiwania.
Nie ma tutaj specjalnie jakiegoś przesytu fanserwisu(choć spodziewałem się, po pierwszych dwóch odcinkach), ani innych, powiększych minusów ale z drugiej strony seria nie ma w sobie nic, czym mogłaby potencjalnie zachęcić.
W ogóle pomijam fakt, że nikt nigdy nawet nie pomyślał, aby wytłumaczyć z czego wynikają te super moce ani w ogóle dlaczego oni wszyscy chcą być „magicznymi rycerzami” – dla sportu ? Dalej czeka jakiś poważniejszy wróg ? Można tylko zgadywać…
Dostarczyło jakiejś tam rozrywki ale chyba haremy‑komedie są bardziej przyswajalne. Tutaj pojawiło się kilka elementów komediowych(ostatnimi czasy chyba ciężko bez tego zrobić wprowadzenie do haremu) ale było to zupełnie bez pomysłu.
Podsumowując – następny harem przeciętniak, jeden z wielu i można śmiało zaliczyć do kategorii „obejrzyj&zapomnij” zakładając, że faktycznie jest potrzeba obejrzenia. Ode mnie 5/10.
Re: Koniec drugiej serii
Zależy czym z definicji jest shounen z wyższej półki, One Piece imho jest tasiemcem, który jest emitowany od lat, co niekoniecznie oznacza, że z czasem robi się lepszy(mowa o adaptacji tv, manga ponoć lepsza).
Oglądałem równolegle OP i FT, osobiście mogę powiedzieć, że dla „dorosłego” widza FT jest o wiele bardziej przyswajalne – często pojawiał się humor, który ewidentnie był skierowany dla starszego widza(z tego co pamiętam, to w pierwszy sezonie pojawiał się częściej), historia pomimo fillerów została pociągnięta konkretniej do przodu no i nie oszukujmy się ale graficznie to niebo a ziemia, OP coraz częściej stosuje takie uproszczenia w kresce, że naprawdę człowiekowi robi się aż przykro.
Obie serie mają swoje plusy i minusy ale pod względem jakościowym Fairy Tail na pewno nie ustępuje innym, „tasiemcowym” shounenom.
Wybacz, że odpowiedź po miechu ale komentarz był na samej górze i daty dopatrzyłem się dopiero, jak już skończyłem myśl w komentarzu :)
Seria momentami próbuje być poważna ale ostro kontrastuje komediowymi wstawkami, które wręcz zabijają klimat.
Pomimo tego wszystkiego jednak nadal czuję jakieś tam zainteresowanie – być może chodzi o „bohater w alternatywnym uniwersum”, a może po prostu całkiem przyswajalny punkt zaczepienia. No i po trzecim odcinku jest widoczny progres, także tym lepiej.
Oczywiście można by się tutaj uczepić głównego bohatera ale bystrych protagonistów w przygodówkach to ze świecą w ręku szukać.
Jak dla mnie jest całkiem niezłe zwłaszcza, że sezon nie obfituje jakoś w dzieła sztuki animacji.
Zazwyczaj w seriach fantasy mamy do czynienia z cudownymi postaciami, które posiadają fantastyczne umiejętności, są jakimiś „wybrańcami”, czy od urodzenia po prostu byli „wspaniali”. Tutaj sytuacja jest zupełnie inna – trafiamy na grupkę można by rzec odrzutków, którzy od początku mają problem z ubiciem najsłabszego goblina. Wiele wysiłku kosztuje ich dojście do momentu, w którym mogą się poczuć pewniej w czasie walki i nie doświadczamy tutaj przez całą serię jakichś ogromnych sukcesów, czy nawet znacznego progresu ale prześledzić można „od zera do bohatera” w dosłownym znaczeniu.
Oczywiście pozostają tutaj pytania jak bohaterowie znaleźli się w tym świecie, jaki jest cel tego wszystkiego, czy jest wyznaczona jakaś granica oraz dlaczego często używają terminów i określeń z „normalnego świata” nie mając pojęcia skąd w ogóle przyszły im na myśl – seria jednak bardzo szybko daje o tym zapomnieć i czym dalej, tym o wiele mniej daje o tym znać i ma się wrażenie, jakby nie miało to jakiegokolwiek znaczenia.
Z jednej strony faktycznie seria ta nie wprowadza nic nowego – ani od strony settingu, ani w postaciach, czy czymkolwiek innym, jest to spokojnie idąca swoim tempem historia, do której trzeba mieć cierpliwość i pewien dystans ale z drugiej jakoś pomimo braku jakiejkolwiek „innowacyjności” przyciąga do siebie i w pewien sposób nagradza widza swoim ciepłem.
Graficznie nie ma fajerwerków – jest to bardziej grubo zarysowana artystyczna wizja i bohaterowie jakoś specjalnie nie wyróżniają się spośród innych mieszkańców/bohaterów. Osobiście na swój sposób doceniłem styl kreski.
Odnośnie postaci, ich charakterystyk, niekoniecznie logicznych zagrań i jak to wpływało na całość mógłbym się rozpisywać ale lepiej osobiście zapoznać się z serią, ponieważ poznawanie bohaterów jest jej fundamentalną częścią, na której w dużej mierze się skupia.
Od siebie polecam. Jest to seria z powolnym rozwojem akcji, więc na pewno nie dla każdego ale warta obejrzenia.
Wstępnie jestem za.
Warto obejrzeć. Ode mnie mocne 7/10. No i czekam na drugi sezon.
Upuścili też trochę z wrażenia „beznadziejności sytuacji” – oczywiście nadal kliknij: ukryte zmarło się wielu ludziom(zwłaszcza cywilom) ale nie przypominam sobie wcześniej, żeby stosowano rzeczy typu „ratunek w ostatniej chwili” lub „drugi bieg”(mowa o przemianie Akari).
Kreska nadal jest na wysokim poziomie, CGI nadal pojawia się w wielu momentach i nie spieszą się z odpowiedziami.
Miałem wrażenie, jakoby jeszcze mieli sporo do zrobienia na Marsie pod koniec pierwszego sezonu ale wygląda na to, że kliknij: ukryte już chcą wracać ;p
Nie było to nic specjalnie interesującego ale będzie mi brakowało Itamiego i ekipy co piątek.
Historia sama w sobie nie jest jakoś specjalnie świeża, czy „innowacyjna”, była natomiast przekazana w całkiem zjadliwy sposób, przez co oglądanie z odcinka na odcinek potrafiło przyciągnąć do ekranu. Spodziewałem się nieco większej „oryginalności”(a takie przynajmniej sprawiała seria wrażenie) ale skłamałbym mówiąc, że jestem zawiedziony.
Postaci były żywe, dzieci zachowywały się jak dzieci, dorośli natomiast mieli „swój świat”. Nie spotka się tutaj jakichś rozbudowanych, czy niecodziennych charakterystyk(niektórzy mogliby stwierdzić, że kliknij: ukryte Yashiro byłby wzorem takiej postaci, choć osobiście uważam, że nie było w nim nic „nowego”.) ale w miarę szybko da się do tego przyzwyczaić.
Oprawa wizualna trzymała się poziomu od przeciętnego do ok. Mogliby bardziej postarać się z oprawą dźwiękową – postacie będące na drugim planie było tak samo wyraźnie słychać, jak postaci będące na planie pierwszym – sprawiało to nieco głupie wrażenie; wspominałem wcześniej, że nie jest to coś, do czego nie dałoby się przyzwyczaić ale mnie osobiście to drażni.
Pomijam już niejasności, o których wspomniano wielokrotnie w poprzednich komentarzach, starałem się nie zwracać na nie uwagi i przebrnąć bez irytacji do końca.
Czy warto obejrzeć? Nie napalałbym się na tą serię ze względu na wszechobecny w sieci hype, bo AŻ tak dobra to ona nie jest – ale znów nie jest to coś, co można by skategoryzować jako serię ze średniej półki. Jak dla mnie przynajmniej była to jedna z lepszych serii sezonu zimowego 2015/2016(pomijam fakt, że sezon raczej nie obfitował w dzieła sztuki animacji ale zawsze jest to jakaś pochwała).
Ode mnie 7/10.
Podejrzewam, że wykorzystanie terenów Polski miało jakiś konkretny cel i raczej nie sugerowałbym się tym, jako wyznacznikiem na częstsze pojawianie się ogółem naszego kraju w animacji japońskiej, choć też chciałbym tak myśleć. Może kiedyś, gdzieś w czymś „poważniejszym” i nie tylko jako smaczek…
Ogółem staram się zawsze dawać seriom szanse przynajmniej do 2‑3 odcinka ale Schwarzesmarken wydaje mi się strasznie przerysowany :\