x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
well… czy aby na pewno nie jest to podobna zasada? :) Gdyby miało być fair&square, to zaczynałby od zera na odpowiednim terenie „startowym”, a nie w miejscu, gdzie spawnują się moby na 50 poziomie :P Zresztą wiedza o mechanice gry dawałaby mu i tak niezłą przewagę. No ale to jest po prostu pewien schemat i zapewne wiele jego sukcesów będzie się opierać na tym, że jest nieziemsko wykoksany(ciekaw jestem czy będzie przydzielał w nieskończoność nowe skille).
W dużym skrócie – „bunt maszyn” w typowej oprawie anime.
*Siostrzyczka z ADHD też jest.
Cała mordercza otoczka potraktowana lekką ręką, przez co „miasto morderców” traci swój czar.
Jeszcze nie skreślam ale jest to mocny kandydat do szybkiego dropa.
Tutaj natomiast mamy od samego początku chaos, wszystko dzieje się bardzo szybko i na siłę pcha się do przodu. Seria sprawia wrażenie, jakobym oglądał jakiś przeciętny, tasiemcowy shounen, do tego spartaczony przez scenarzystę.
Nie podobało mi się właściwie wszystko poza kreską – ta jest całkiem niezła, choć nadal zbyt „kolorowa”; powinna być zdecydowanie bardziej stonowana.
Pewnie obejrzę, żeby zobaczyć ile udało im się jeszcze napsuć ale już teraz czuję, że nie dorasta do pięt adaptacji sprzed prawie 20 lat.
Z tych lepszych osobiście czekam na Tate no Yuusha no Nariagari, którego ekranizacja jest już potwierdzona ale to tak już z offtopa.
Klimat mocno przypomina powojenną europę.
Zobaczę następne dwa‑trzy odcinki ale stawiam raczej na bardzo słabą produkcję, nawet dość dynamiczne walki nie wynagradzają zbytnio całej reszty.
Mimo wszystko jednak fajnie, że streamują jedną z najbardziej wyczekiwanych adaptacji 2018. CR chyba dalej ma problemy z jakością i na pewno nie wyszłoby nikomu na dobre, jeśli oni mieliby wyłączność. Ciężko wypowiadać mi się na temat Funi, bo mają zablokowany ruch z Polski ;f
Wstęp zdecydowanie dłuższy, niż się spodziewałem ale można prosto wywnioskować po pierwszym odcinku, że będzie to lekka haremówka na rozerwanie – z trochę większym budżetem, niż Isekai wa Smartphone, bo stać ich było na jakieś tam względne 3D.
Tak poza tym Netflix ma zaklepane emisję 30 różnych serii anime na 2018 rok, także raczej nie ma się czym zbytnio przejmować. Inwestują grubo w anime i raczej szybko nie odpadną.
Kreska pozostaje na bardzo wysokim poziomie, oprawa muzyczna również doskonale komponuje się z tym(słychać zaangażowaną orkiestrę), co się dzieje na ekranie oraz seiyu też dali z siebie bardzo wiele. Zwrócono uwagę na bardzo wiele szczegółów(takie choćby jak zbierający się kurz na butach, czy różne kolory siodełek na motorowerach – to oczywiście tylko losowe przykłady), zresztą po rzucanych kadrach w czasie seansu doskonale to widać.
Nie wiem, jak będą wyglądać dalsze odcinki(a ma być ich ponoć 14 – informacja niepotwierdzona) ale póki co wygląda to na realizację stworzoną z pasją i nieograniczaną niskim/średnim budżetem, co jest naprawdę rzadkością.
Jeśli chodzi o postacie – więcej na razie pojawiło się tych pobocznych i ciężko mówić coś więcej, choć nie sprawiają wrażenia „sztucznych”, każdy ma z nich swój charakter, nawet przypadkowy klient poczty. Natomiast sama Violet cechuje się bardzo prostym myśleniem typu „wykonuję rozkazy, a jeśli nie jestem w stanie, to nadaję się do wyrzucenia”; początkowo zapewne może się wydać postawą irytującą ale podejrzewam, że uczy się ona dopiero ludzkich odczuć i pewnego taktu w dialogu, na wojnie ich nie potrzebowała(no i mówimy tutaj w końcu o sztucznym człowieku).
Co tu więcej mówić – nie ma naprawdę co się dużo zastanawiać nad oglądaniem, tylko od razu sięgać po VE, jeśli jest taka możliwość; dawno nie było tak atrakcyjnej wizualnie i dźwiękowo adaptacji okruch życia w wersji TV. Czekam na więcej.
Menadżera podkłada mój ulubiony seiyu i zazwyczaj dostaje fajne role albo przynajmniej jego głos dobrze się komponuje z postacią ale tutaj jakoś go nie czuję; da się do niego przyzwyczaić, jednak brzmi nienaturalnie.
Bardzo podobało mi się kliknij: ukryte ponowne spojrzenie Akiry, kiedy dowiedziała się, że menadżer jest rozwodnikiem :D Takie „YES! Znowu dostępny!”. Takie lekkie gagi można docenić.
Tak poza tym zapowiada się na przeciętne okruchy życia, romansu na razie nie było zbyt wiele i jakoś mam wrażenie, że skończy się na statusie quo, choć wolałbym, aby było inaczej(nawet patrząc pod kątem różnicy wieku – w końcu to romans, ponoć).
Więc:
1) Wstęp jest dość chaotyczny i średnio pomaga w zrozumieniu sytuacji.
2) Oryginalny Basilisk(w sensie adaptacja anime) jak na tamte lata był naprawdę ładny, nie szczędzono na animacji i kreska trzymała jakość – tutaj natomiast oszczędza się na prostszych kadrach i nie raz krótki dialog jest zawarty w jakimś CG albo namalowanym z grubsza obrazie; jak rozumiem, zapewne miało to dać jakiś efekt klimatu i przy okazji zrobić głupa z widza(już drugi raz), że niby wszystko ok.
3. Nie jestem specjalistą od broni palnej i zbrojeń w historii ale czy przypadkiem broń palna na współczesny typ pocisku to nie trochę za wcześnie jak na XVI wiek? Przekonany byłem, że jeden z młodziaków ładuje właśnie taki typ pocisków do swojego pistoletu. No i ani dosypuje prochu, ani nic w ten deseń.
Jeśli przymknąć oko na to wszystko, to oglądało się całkiem nieźle, tylko w takim układzie zapewne wielu ludzi będzie miało do twórców pretensje. Cóż, skłamałbym mówiąc, że sam ich nie mam.
Tak, czy siak czekam na dalsze odcinki do czasu, jak młodzi dorosną i ciekaw jestem w jaki sposób rodzeństwo zostanie ze sobą skłócone. A nóż będzie to całkiem oglądalne.
Nie mniej nie jest to ani irytujące, ani jakieś nietaktowne wodzenie za nos – wszystko trzyma się w pewnych granicach dobrego smaku i ogląda się to naprawdę fajnie. Przypominają mi parę Yuki i Jun z Tsurezure Children.
Kompletnie nie jarzę zasad Shogi ale samej gry tak naprawdę nie było wiele w pierwszym odcinku – sporo mówili na jej temat ale nie było to tak pasjonująco opisywane, jak np. quizy w Nana Maru San Batsu(z braku lepszego porównania, nie znam wielu serii sportowych).
Sporą różnicą jest na pewno to, że protagonista nie zaczyna kompletnie od zera, jak to bywa w tego typu seriach – posiada on już spore umiejętności i tytuł Ryou(cokolwiek to znaczy) w świecie profesjonalnego Shogi, więc jest to też jakiś punkt zaczepienia.
Póki co, zapowiada się całkiem fajny haremik.
Tak poza tym to całkiem przyjemna komedyjka, romansu o wiele mniej ale zapewne będzie mocniej zarysowany w późniejszych odcinkach. Oczywiście na pierwszy rzut oka rzucają się w oczy nieproporcjonalne głowy i wysokie czoła i do tego można by się przyczepić ale to jak rozumiem, ze względu na materiał źródłowy. Na swój dziwny sposób jest to urocze.
Manga przyjęła się całkiem ciepło i anime zapowiada się również nieźle, tylko ponownie jest problem z tym, że jest to adaptacja dzieła nieskończonego. Oby tylko na reklamówce się nie skończyło.
Ending jakiś taki nie w smak – dziwnie się czuje najpierw poznając przeciętną(młodą) kobietę najzwyklej szukającą pracy, a kilkanaście minut później bum! na wpół nagą bez powodu ;f
Tak, czy siak chętnie zobaczę dalej, co przygotowali.
Ja się raczej wynudziłem przy pierwszym odcinku – ten typ anime widocznie do mnie nie trafia.
Pierwszy odcinek trochę mnie zdezorientował – miałem wrażenie, jakbym oglądał FLCL na kwasie. Od drugiego jednak zacząłem się szybko przyzwyczajać do animacji, całej dynamiki scen i w zasadzie mogłem się też już w końcu zacząć skupiać na fabule, zamiast na tym, co „próbuje” się dziać na ekranie.
Przy trailerze trochę się obawiałem – ale zupełnie niepotrzebnie, jest to naprawdę kawał dobrego anime stworzonego z pasją.
Nie ma tutaj całej tej cenzury i „grzeczności”, którą widujemy w normalnych seriach TV – jest golizna, seks, przemoc, krew, narkotyki – seria mocno się nimi podpiera ale sama wystarczająco wzbija na się na tyle, żeby nie były jedynym jej pozytywnym aspektem.
Czuć połączony klimat klasycznego anime, z nowoczesną technologią sztuką i naprawdę fajnie się to komponuje – klasyka(tj. „stary” devilman) pojawia się tutaj jako smaczek dla widzów.
Strasznie jarałem się też w zasadzie końcówką – bohaterowie pokazują swoje emocje i próbują zaznaczyć, że to co robili coś znaczy ale wszystko kliknij: ukryte kończy na palu rozwścieczonej hołoty, nie ma wszechmocnej nakama‑power, która rozwiązuje wszystkie problemy. No i zakończenie też może pozostawić u niektórych niesmak ale jest bardzo satysfakcjonujące i nie pozostawia niedosytu.
Czytałem też gdzieniegdzie, że wersja różni się od oryginału ale zapaleni fani Devilmana twierdzą, że im to specjalnie nie przeszkadzało, bo realizacja i tak był naprawdę dobra.
Warto też posłuchać cudnej wersji Devilman No Uta: [link], cud, miód i orzeszki!
Całość łyknąłem na raz i serdecznie polecam. 9/10
PS. Jeśli takie cuda będą wychodzić spod sztandaru Netflixa, to jestem jak najbardziej za i życzę im dalszych sukcesów.
Kreska niczego sobie, bohaterowie trochę bardziej „ogarnięci”, niż normalnie w tego typu seriach i antagoniści(póki co) słabi do bólu. Sceny walk przycięte i nie ma zbyt wielkiej dynamiki(zwłaszcza zapadł mi w pamięci kadr kliknij: ukryte zacięcia w ramię Theo – wyglądało to, jakby jego przeciwnik chciał faktycznie go lekko naciąć, a nie walczył z nim na poważnie – takich kwiatków było więcej).
Nie spisuję na straty ale też nie będę dopingował następnym odcinkom.
Mimo wszystko jednak nie żałuję czasu spędzonego na Just Because! – jedna z przyjemniejszych serii sezonu ale zapewne też ze względu na brak większej konkurencji(jest jeszcze oczywiście Mahoutsukai no Yome – ale to zupełnie inny kaliber, więc nawet nie porównywałem).