x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Dwie rzeczy, które mi się nie podobały:
1. kliknij: ukryte 10 odcinek, czyli motyw bliźniaczek‑czarodziejek z księżyca -_-' kompletnie niepotrzebne.
2. kliknij: ukryte Niedokończony wątek miłosny – rozumiem, że był to łącznik albo do dalszej części mangi albo do drugiego sezonu, no ale na sequel raczej nie ma co liczyć, a manga sam nie wiem na ile rozwiązuje tą kwestię… Ciągnęli to praktycznie od początku i wypadałoby zakończyć, jeśli seria ma tylko 12 odcinków i dalszy ciąg jest niepewny.
Z bohaterów(w sumie bohaterek) najbardziej przypadła mi do gustu Kanako, zazwyczaj nie przepadam za tego typu postaciami ale „wyróżniała” się najbardziej w pozytywny sposób. Główny bohater jakiś niespecjalnie odróżniający się od innych, w tego typu seriach. Reszta dziewczyn – schematycznie dobrana charakterystyka ale nie były irytujące.
Same koty właściwie można chyba bardziej traktować jako dodatek gdzieś po boku, osobiście nie przepadam za takimi zabiegami(mowa o klątwie Junpei'a) w seriach ale nie przeszkadzało to jakoś w dużym stopniu, momentami nawet bywało zabawne.
Seria trwała tylko 12 odcinków i dzięki temu nie było możliwości wynudzenia się, idealna ilość – zwłaszcza, że jest dobra, aby odpocząć od tych bardziej poważnych serii.
Generalnie jako fan haremówek, szkolnych komedii i ogółem ecchi jestem zadowolony i był to bardzo miło spędzony czas, dawno nie udało mi się znaleźć nic tak przyjemnego z tej kategorii. Wystawiam 8/10 z czystym sumieniem.
Poza kilkoma lepszymi momentami, czy pomniejszym wątkiem miłosnym właściwie seria nie miała nic lepszego do zaoferowania, być może coś dla fanów parodii, absurdów i chaotycznej głupawki.
Strasznie „krzykliwy” główny bohater, następnie mieszanka moe i tsundere oraz gadający od rzeczy bohaterowie drugoplanowi – dla niektórych przepis na udaną komedię, dla mnie niestety jakoś niespecjalnie ciekawy pomysł na serię.
Ode mnie wyciągnięte 5/10.
Niestety później było już tylko gorzej, nawet jakby wziąć tą całą kwestię magii na poważnie, to wydaje się to po prostu absurdalne… każdy wyciąga co raz to nowsze i mocniejsze czary z kieszeni, ciągle mowa o jakichś kontraktach i źródłach mocy nie wiadomo skąd. No i całkowity absurd sytuacji przypieczętowały słitaśne uzbrojone króliki, gigantyczne misie, czy pingwiny – rozumiem, że jest to po dużej części komedia ale gigantyczne walczące maskotki to raczej przekraczają pewne granice zdrowego rozsądku. Dalej – non stop dokładnie nowych postaci, niektóre z nich pojawiały się może na minutę – po co to?
Bohaterowie uhh… jeśli można by ich tak nazwać, typowi do granic możliwości, dziewczyna doskonała i przeciętny flejtuch, który okazuje się być „kimś wyjątkowym”, choć początkowo(zwłaszcza w scenach szkolnych) wydawało się to całkiem zabawne, tak na dłuższą metę było to drażniące. Poza tym masa innych czarownic, praktycznie klony, tylko z innym wyglądem.
Fabuła? Nieee… chciałbym to poskładać jakoś do kupy i nazwać przemyślanym scenariuszem ale to był zwyczajny zlepek pomysłów wymyślony na ostatnią minutę.
Jeśli wziąć tą całą kwestię magii i postaci na bok, to jako komedia i ecchi prezentuje się na dość przeciętnym poziomie, jest wiele lepszych serii w tej kategorii(choć nie wiem, czy znów z czarownicami byłoby coś lepszego) i raczej obejrzeć można, jeśli już naprawdę nie ma się czego innego do zrobienia/obejrzenia. Tutaj niestety nawet pomysł nie był zbyt trafiony.
Chociaż ciężko mi się do tego przyznać, to ending naprawdę wpada w ucho ;p
Ocena ode mnie – wyciągnięte do 5/10 i tylko ze względu na przeciętne przewijające się motywy komediowe/ecchi, jeśli miałbym oceniać według fabuły, pomysłu, czy bohaterów, to za pewne nie wyszłoby powyżej 2.
Zaczynając już od samych bohaterów – większość z nich jest zwyczajnie nieciekawa, a nawet drażniąca. Dziewczyny wyglądem ociekające słodkością z każdej strony i biegające z dużymi mieczami, pewnie pojawiło się gdzieś to nie raz ale do tego trzeba jeszcze dołożyć porządną otoczkę fabularną, aby zachęcić widza do oglądania. Taku był niesamowicie irytującą postacią, na pewno nie nadawał się na głównego bohatera.
Następnie są puste dialogi, nielogiczne rozumowanie bohaterów i ciągnięcie jakiejś dziwnej logiki całości, która zamiast trzymać całość w kupie, to jeszcze bardziej miesza…
Fabuła – nie powiem tutaj, że do połowy było ciekawie, było kilka bardziej interesujących i mieszających się motywów ale raczej nic poza tym, dalej – po roboticsie i steinie wiedziałem, czego mniej więcej się spodziewać i właściwie nadal byłem rozczarowany. Jakoś niespecjalnie przypada mi do gustu ocieranie się o granice obłędu w seriach anime, do tego omamy i jeszcze trudny charakter bohaterów, jakkolwiek do pewnego stopnia byłem w stanie to przełknąć choćby w NHK(choć to już anime o całkiem innej tematyce), tak tutaj było to zwyczajnie dziwne i nie wiadomo skąd się brały niektóre rzeczy.
Jeszcze ten ending… ehhh… skąd oni biorą pomysły na tak słabo dopasowane zakończenia -.-'
Na koniec wystawiam wyciągnięte 6/10 i tylko dlatego, że mam słabość do haremówek, choć tutaj jest przykład takiej w bardzo mało zjadliwej formie. Pomysł właściwie niezły ale zapewne trzeba by było zaczynać od zera, aby dać temu jakiś bardziej akceptowalny kształt. Nie żałuję obejrzenia ale tak jak kiedyś na pewno jeszcze raz sobie obejrzę steina czy roboticsa, tak Chaos;HEAd na pewno drugi raz nie ruszę.
Owszem – były pewne niedociągnięcia, dziwne łączenie różnych gatunków, czy wyjaśnienia, w których momentami gubili się chyba sami twórcy… nie mniej nie przeszkadzało to na dłuższą metę i zachęcało do dalszego oglądania.
Przy tym całym chaosie gatunkowym jednak udało im się w miarę wyciągnąć „gwóźdź” programu nawet z niewielkim wątkiem miłosnym po boku – nie było to zrobione jakoś bardzo zręcznie, nie mniej raczej tyle wymagam od większości serii i nie zawiodłem się.
Bohaterowie raczej niespecjalnie się wyróżniali, powiedziałbym nawet, że nie odróżniają się wiele w zachowaniach od tych w typowych shonenach, nie mniej jednak wyszli całkiem „fajnie”. Pojawiły się nawet całkiem ciekawe osobistości, takie jak Frau, gdzie w swojej „dziwności” była całkiem interesująca.
Fabuła – hmmm… z jednej strony podobała mi się ta cała otoczka tajemniczości w wielu momentach i pojawiały się całkiem ciekawe zwroty akcji, z drugiej strony autorzy próbowali napchać zbyt wiele łączników z głównym wątkiem, przez co ciężko określić, co tak naprawdę chcieli osiągnąć. Pomysł nie był zły – ale jest to dobry przykład „co za dużo, to nie zdrowo”, wystarczyłoby dopracowanie mniejszej ilości łączeń i byłoby zapewne nieco lepiej.
Ending z drugiej połowy serii wpadł w ucho – pasowałby bardziej do jakiejś obyczajówki, chociaż nie narzekam, bo miałem okazję posłuchać całkiem przyjemnego utworu :)
O serii usłyszałem dopiero kilka dni temu, nigdy wcześniej o niej nigdzie nie słyszałem i raczej nie wygląda na serię popularną – a szkoda, serie w takiej kategorii mają całkiem dobry potencjał. Ciekawi mnie połączenie uniwersum Steins;Gate i Chaos;Head, choć szczerze mówiąc nie miałem o tym zielonego pojęcia :)
Ocena końcowa to 8/10, nie jest może tak wzniosły jak inne serie z podobnej kategorii ale naprawdę warto obejrzeć.
Seria bardzo ciekawa – tym bardziej, że na poważniej podjęto się tematu MMO, zarówno klasy postaci, taktyki, działania gildii i wiele więcej – dla przeciętnego gracza, który spędził co najmniej kilkadziesiąt godzin przy jakimś wschodnim MMORPGu raczej niewiele nowych informacji, jednak dla reszty jak najbardziej ciekawe wytłumaczenia(choć czasami niekoniecznie znaczące).
Przez całą serię pokazało się kilka różnych i interesujących wątków( kliknij: ukryte choć segment poświęcony Eastalowi był dla mnie trochę nudnawy i pojawiało się w nim trochę więcej „luźnej” zawartości) i praktycznie mówiąc przez całą serię zastanawiałem się czy to dobrze, że pozostawili główny problem gdzieś po boku, dalej w zasadzie nie jestem pewien…
Można by się przyczepić do kilku rzeczy, jeśli chodzi o rozróżnianie bohaterów – w zasadzie ciężko odróżnić wizualnie tych z niskimi poziomami, od tych z wysokimi(w grach ci na wysokich zazwyczaj są obładowani metalem z każdej strony), po jednym i drugim Tanku(głowach gildii) było widać – choć już po reszcie klas niekoniecznie. Troszkę również rozczarowało mnie ograniczenie się do jednego terenu(prowincji?), w reszcie świata na pewno działo się wiele interesujących rzeczy, a informacji na ten temat było po prostu niewiele…
Jeśli chodzi o porównywanie z SAO – są to dwie różne serie, o dwóch różnych wątkach i właściwie łączą je dwie kwestie, jednak jestem przekonany, iż raczej ciężko byłoby je porównywać ze względu tylko i wyłącznie na te dwa „łączniki”, charakter obu serii jest zgoła inny i całość opiera się na nieco innych fundamentach. Jeśli ktoś zapytał mnie co lepsze – na tą chwilę zapewne byłby to SAO, choć znów LH też nie obejrzałem całego(tj. następne sezon/y), więc na pewno przy odpowiedzi byłoby lekkie wahanie. Obydwie serie mają mnóstwo zalet i zaleciłbym po prostu obejrzeniu obu :)
Jestem jednak w pełni zadowolony z obejrzenia serii – w połowie gdzieś akcja trochę spowolniła, jednak pod koniec całkiem zgrabnie wyciągnęli fabułę pod następny(potwierdzony przede wszystkim) sezon, na pewno powrócę do LH oglądając zmagania Shiroe(wiem, że to mało oryginalne – ale był to mój ulubiony bohater).
Ode mnie na koniec nieco wyciągnięte 9/10 – uważam, że daliby radę wcisnąć trochę więcej materiału, gdyby pominęli wszystkie „luźne” odcinki, które moim zdaniem nie był potrzebne serii.
Widząc postaci z obu tytułów, które wymieniłem, byłem przekonany, że to jest jakaś „łączona parodia” ale faktycznie biorąc pod uwagę fakt, że jest to coś tworzonego czysto dla fanów czegoś konkretnego, to jest w tym sens.
Bynajmniej teraz wiem, dlaczego mi humor nie odpowiadał.
Jeszcze w miarę może ciekawie ukazali parodię w stylu „co za dużo, to nie zdrowo” w przypadku haremówek ale ogółem humor raczej nieprzemyślany. Lubię komedie i serie z nutką humoru, czy nawet w skrajnych przypadkach parodie ale CF moim zdaniem jest zbyt chaotyczny i bez pomysłu.
Ode mnie mocno naciągnięte 6/10.
Co właściwie troszkę mnie irytowało – bandyci byli typowi, powiedziałbym nawet, że wyciągnięci z typowych filmów sensacyjnych – czyli wielkie plany, o których oczywiście muszą opowiedzieć w czasie walki z bohaterami, niezbyt rozważne działania i nawet momentami czuć od nich obojętność.
Sami herosi byli ciekawi – każdy z nich miał swój własny, niepowtarzalny charakter, choć sama seria jakoś specjalnie nie skupiała się na ich poważniejszych problemach, to każdy dostał swoje pięć minut. Najbardziej spodobał mi się Tiger, choć to też zapewne przez osobę podkładającą głos(podkłada choćby głos w Uchuu Kyoudai dla Mutty – bardzo lubię faceta :) ), trochę wolno jarzący ale odnajdywał się w większości sytuacji.
Fabuła może nie była najwyższych lotów, choć nie była też znów nudna – seria bardzo łatwa w odbiorze, nieczęsto widuje się coś tak lekkiego, co jednocześnie oglądałoby się z zainteresowaniem.
Generalnie mogę polecić serię wszystkim – bo każdy powinien znaleźć tutaj coś dla siebie, ponadto jest to interesujące spojrzenie z innej perspektywy na działania bohaterów, nigdzie wcześniej z takim czymś się nie spotkałem i było „fajnie” :) Mam nadzieję, że będzie kiedyś jakaś kontynuacja. Ode mnie mocne 7/10.
Zacząć mogę jednak od jednej kwestii – jest to chyba pierwszy romans anime(obejrzany przeze mnie), w którym w końcu ktoś podszedł na poważnie do fabuły. Jako romans(i to taki typowo dla żeńskiej części widowni) można ocenić dość wysoko – ale jeśli chodzi o dramat, czy elementy komediowe(tak wiem, że był to tylko dodatek, nie mniej wstawki występowały dość często) – znalazłbym co najmniej kilka innych, lepszych tytułów. No i w ogóle pomijając fakt, że po 47 odcinkach nie zdołali domknąć wszystkich wątków na ostatni guzik, tylko jeszcze prezenterka ładnie poinformowała, że to koniec sezonu pierwszego i w mandze można dowiedzieć się więcej… jak ja takie coś uwielbiam…
Jeśli chodzi o samą oprawę muzyczną serii – niespecjalnie przepadam za punkiem, spodobał mi się utwór(chyba pod balladę bardziej podchodził?) puszczany na endingu przez pierwsze odcinki(Olivia Lufkin – A little pain), choć też jego nadmierne występowanie przez zaledwie kilka odcinków(w środku) trochę mnie zniechęcił :\ Generalnie nie moje klimaty muzyczne ale starałem się odstawić na bok, ze względu na fabułę.
Grafika – na przeciętnym poziomie. Większość dziewczyn wygląda praktycznie tak samo – praktycznie różniły się tylko fryzurą i ubraniem, wyglądały jak odrysowane od jednego szkicu. W przypadku mężczyzn nie było tego tak widać, nie mniej jednak postaci graficznie nie wyróżniały się za specjalnie. Dziwna również była jedna rzecz – bywały sceny, w której zadbano o najmniejszy szczegół twarzy, a bywały i takie, w których postaci wyglądały jak mocniej zarysowane koncepty(i nie mówię tutaj o komediowych wstawkach). Wyglądało to trochę, jakby momentami zwyczajnie komuś nie chciało się rysować. Nie nazwałbym znowu też słabą(widywałem gorsze) ale mogliby się troszkę bardziej postarać.
Fabuła, przez jakieś 20‑30 odcinków wszystko działo się bardzo powoli, wątki były trochę dłużej rozwijane i nic pośpiechem – nagle bum, punkt kulminacyjny dla fabuły i zaczyna robić się chaos, miałem trochę wrażenie jakby pod koniec ktoś szybko próbował pociągnąć wątki do końca. Fabuła jak na romans zapewne jest bardzo dobra, nie wciskali żadnych smutów na siłę, nie trzeba było się posiłkować motywami ecchi, czy jeszcze czymś innym – serii raczej niczego nie brakowało(no może poza tym, że powinni wszystko domknąć w tych 47 odcinkach), jednak mnie aż tak nie zainteresowało(oglądałem kilka romansów), jest to dla mnie ewidentny znak, że typowy romans nie jest przeznaczony dla facetów :)
Postaci, przez całą serię właściwie udało mi się polubić tylko Yasu. Próbowałem się przekonać do obu Nan ale po prostu nie potrafiłem… są to dziewuchy, które można pooglądać na ekranie, jednak raczej nie jest dobry to materiał na „przyjaciela”. Hachi kliknij: ukryte była zbyt lekkomyślna, podejmowała zbyt wiele nieprzemyślanych decyzji – wliczając w to chłodne potraktowanie Nobu, strasznie niestabilna w uczuciach. Dla mnie była idealnym przykładem niedojrzałej dziewczyny. Podczas ostatniej rozmowy z Junko udało się jej powiedzieć kilka mądrych słów, a tak przez całą serię praktycznie nic. Nana(wokalistka) – kliknij: ukryte zbyt często przechodziła „metamorfozy” jak na mój gust, ciężko ją określić całokształtem. Nie miałem raczej nic przeciwko jej ale polubić też byłoby ciężko.
Generalnie starałem się oceniać samą serię obiektywnie, pomimo kilku rzeczy, które mi się nie podobały zauważyłem również mnóstwo plusów. Serię zapewne poleciłbym wszystkim dziewczynom, które szukają dobrego romansu z dopracowaną fabułą(zresztą po innych komentarzach, chyba dodatkowo nie muszę zachęcać. W przypadku facetów – jeśli nie przeszkadza narracja prowadzona przez kobietę jak i styl serii utrzymany w kobiecym spojrzeniu, to można zobaczyć jak najbardziej. W najgorszym przypadku można zobaczyć całkiem interesującą historię.
Ocena końcowa ode mnie to 7/10 – wystawiam z czystym sumieniem.
Oglądając jednak już z początku ma się wrażenie, jakby to wszystko było trochę sztuczne i niektóre motywy wciskane nawet na siłę – wynika to z dwóch rzeczy, przede wszystkim z faktu, że w realnym świecie sytuacje takie jak miały miejsce w GTO raczej ciężko odtworzyć z tymi samymi emocjami, po drugie – aktorzy czasami wyglądali na zmieszanych lub starali się trochę za bardzo(wyszło im to odwrotnie). Nie jest może tragicznie – ale jakoś niespecjalnie przekonuje mnie drama w takim wykonaniu(w anime nie muszę się martwić o granice realizmu, czy ukazywanie uczuć postaci). Nie oglądałem zbyt wielu dram tego typu, więc w ogólnie porównując do innych może być całkiem nieźle – choć szczerze mam nadzieję, że są lepsze dramaty w wykonaniu japończyków.
Wracając jeszcze raz do aktorów – co przede wszystkim rzuca się w oczy, to masa naładowanego pudru praktycznie każdemu, u niektórych wyglądało to komicznie. Jeśli chodzi o dobór – Onizuka w końcu przypomina swój odpowiednik z anime – bląd włosy, zadziorny – tylko nie palił no i straszny z niego był chuderlak, oryginalny Onizuka też był chudy ale tutaj to lekka przesada :) Jest kilka wyróżniających się postaci pod względem wyglądu czy charakteru, może zabrzmieć to trochę rasistowsko – ale nawet w ostatnich odcinkach miałem problemy z rozróżnieniem kilku dziewczyn ;p Najbardziej oczywiście wyróżniała się „główna” grupa uczniów z klasy, Kikuchiego, Aizawę, Urumi czy Kunio można było poznać praktycznie od razu. Trochę jednak namieszali z postaciami ich historiami – z niektórymi nie ma nawet powiązań z samego anime, a znów inne mają zgoła inną charakterystykę ogólną postaci. W ogóle jeszcze jedna sprawa – dyrektorka w anime była starszą Panią „dobra rada”, tutaj jest to całkiem ładna Pani, która całkiem dobrze się trzyma jak na swój wiek – dość ciekawe rozwiązanie. No i zapomniałbym – tutaj Onizuka również potrafi zdziałać cuda, często prawa fizyki się jego nie imają :)
Następną kwestią jest fabuła – zachowana jest tylko część motywów z oryginału i do tego zostały znacznie przerobione, więc jeśli ktoś się martwi, że obejrzy „klona” z anime w wykonaniu żywych postaci, to nie musi się martwić – jest to jak najbardziej w stylu GTO ale nie jest to kopia. W niektórych momentach próbując porównać do oryginału można się pogubić – lepiej po prostu nastawić się na „coś nowego do obejrzenia”, tylko że po prostu z Onizuką i klasą 2‑4 w tle. Dzieje się dość dużo i może czasami zadziwić. Fabuła jest jednak wzorowana na oryginale i każdy mniej więcej wie, czego może się spodziewać mimo zmian – nie jest jakoś super emocjonująco ale znów też nie jest nudno.
Co może trochę irytować – Onizuka wygłasza trochę przydługie monologi, nie były to krótkie i konkretne wypowiedzi, a bardziej kazania. Jak już pisałem wyżej również czasami próbowanie wyrażania emocji na siłę – wychodzi to trochę nienaturalnie. Poza tym są trochę tacy dziwni chuligani, zachowują się jak jakieś typy z ciemnej uliczki z typowego shonena, nie jest to tyle irytujące, co raczej bardziej komiczne. Uczepić mógłbym się chyba jeszcze muzyki – miała ona podsycać klimat pewnych sytuacji – wydawało mi się, jakby próbowano widzowi mówić „ten moment jest dramatyczny”, jednak to może być tylko moje wrażenie, nie oglądam zbyt często rzeczy tego typu(live! itd.), więc nie wiem, czy to nie przypadkiem standardowy zabieg.
Koniec końców oglądało mi się dość przyjemnie, jest to zrobione w formie dramy, choć ta mnie znowu nie przekonuje ze względu na argumenty, o których wspominałem powyżej. Zawsze chciałem sobie obejrzeć „coś więcej” z Onizuką i zapewne dlatego zabrałem się za serię zarówno z 98 jak i 2012 – „fajnie” się ogląda ale niestety do wersji anime jeszcze dużo brakuje. Jeśli ktoś jest ciekawy „czy obejrzeć” – od siebie mogę powiedzieć, że tak – tylko tutaj jest więcej dramy, niż komedii i wykonanie pomimo, że najlepsze w „żywej” wersji, to trochę jeszcze pozostawia do życzenia i raczej nie ustalałbym sobie jakiegoś dużego priorytetu na GTO 2012 – bardziej coś na przyjemne spędzenie wolnego czasu na 1‑2 odcinki na raz. Jeśli jednak coś miałbym obejrzeć drugi czy trzeci raz po kilku latach – to raczej na pewno postawiłbym ponownie na anime.
PS. Są dostępne dwa specjale – „New Year” i „Graduation”(pierwszy z 2012 drugi z 2013).
po 6 odcinkach
Wygląda na dość typowy romans szkolny z dość naciąganym(i mało oryginalnym) wątkiem miłosnym, sam „trójkąt miłosny” nie jest złym pomysłem(nawet Kosaki jak na miłą, podkochującą się dziewczynę gdzieś po boku nie jest ani irytująca, ani nawet zbyt nudna) ale jest to strasznie przewidywalne i praktycznie jestem pewien, że wiem jak się skończy.
Na początku podobał mi się pomysł połączenia yakuzy i gangsterów, jednak szybko przeminęło wrażenie, ponieważ jest to uwzględnienie z dużym przymrużeniem oka, nie wiem jak to wygląda dalej ale motyw ten mógł zadziałać pozytywnie na fabułę, gdyby ukazano to trochę bardziej poważnie i można by zrobić z tego materiał na dramę, podejrzewam jednak, że pozostanie to dalej w formie parodii.
Postacie wciągnęły się w typowe schematy – Ichijo może nie jest „typowy” do bólu ale za to Kirasaki, to typowa tsundere, za którą niespecjalnie przepadam…
Widać również typowe motywy ecchi, „niezręczne sytuacje” i wiele innych, których raczej nie brakuje w tego typu seriach ale bynajmniej wyciągnięte w całkiem zręczny sposób.
Intryguje mnie trochę styl rysownictwa – jest on dość „jaskrawy”(gdzieś to już w co najmniej dwóch romansach widziałem) ale ewidentnie widać tutaj zmiany gołym okiem i to tylko w kilku odcinkach – nie wiem czemu to ma służyć ale mam nadzieję, że nie będzie zbyt wielu eksperymentów do końca, bo może być męcząco.
Fabuła raczej na 12 odcinków i mam nadzieję, że nie będą ciągnąć tego pod drugi sezon, chętnie obejrzę mimo wszystko, jednak jakoś specjalnie priorytetu nie dałbym tutaj, forma serii jest akceptowalna(dla niektórych może być nawet w pełni zadowalająca), choć raczej wielkiej odmiany od reszty też pewnie nie ma co się spodziewać.
No cóż, zobaczymy.
Ukazana grupa rodziców wydawała się trochę wyidealizowana – każdy z nich miał swoje większe lub mniejsze problemy ale wyglądało to trochę, jak recepta na idealne życie rodzinne, gdzie poważniejsze sprawy odstawiono bardziej na bok, nie wyglądało to tak do końca naturalnie.
Obejrzałbym sobie jak wyglądało dalsze wychowanie – tj. liceum i wejście Rin w dorosłe życie ale po brakach w fabule coś czuję, że nie byłoby na tyle interesujące, na ile życzyłbym sobie tego albo i w drugą stronę ale niekoniecznie w dobrym smaku…
Nie mniej jednak można chyba polecić, jest to raczej obyczajówka, której nie dałbym priorytetu(głównie przez brak jakiejś lepszej fabuły) ale obejrzeć wieczorem przy herbacie na pewno nie zaszkodzi :)
Ciekawie przedstawiono relacje przyjaciół i jak powierzchowne były niektóre zachowania utrzymywane nawet przez lata – brakowało mi natomiast troszkę większego rozeznania w okresie ich późniejszego dorastania, bo w obecnej formie był tylko niewyraźny obraz dzieciństwa i później okres wieku „liceum”, praktycznie nic pomiędzy.
Postacie przypadły mi do gustu mimo, że raczej można by było przypasować charakterystyki do pewnych schematów, to mimo wszystko bohaterowie byli „wyraźni”, ciężko tutaj mówić o utożsamianiu się ale i tak było dobrze. Menma była momentami trochę irytująca ale pozostała na szczęście na poziomie akceptowalnym(bynajmniej dla mnie), kliknij: ukryte również nie rozczulała się nad sobą i była świadoma swego stanu i jego następstw, co było dość imponujące, jak na taką nierozgarniętą postać.
Co mi przeszkadza po raz kolejny(i chyba nie tylko mi) – kliknij: ukryte wątki miłosne, postacie są zakochane w taki sposób, że praktycznie nie ma możliwości normalnych relacji, trochę wychodzi przez to naciągana drama i uważam, że dałoby się to zrobić też inaczej, nie jest to coś specjalnie przeszkadzającego ale zbyt często się to widuje w romansach, czy nawet obyczajówkach z wątkiem miłosnym. Poza tym trochę ciężko mi uwierzyć, że bohaterowie się tak mocno w sobie zakochali już w tak młodym wieku(mowa o wczesnym dzieciństwie) – zauroczenie, być może ale prawdziwa miłość to trochę za dużo.
Można by powiedzieć nieco więcej ale zapewne powieliłbym komentarze innych :)
Pomijając kilka błędów i historię, która mogła być opowiedziana trochę lepiej, to jestem i tak zachwycony i szczerze mogę polecić – ode mnie mocne 8/10
Przez pierwsze 10 odcinków totalny chaos, bardzo dynamiczne walki, przez które ciężko nadążyć i nie potrafiłem wyłapać tego całego zachwytu serią(szczerze byłem przekonany, że będzie tak aż do końca) na szczęście oglądałem dalej, gdzieś w połowie zaczęło robić się na tyle interesująco, że nie mogłem przestać oglądać. Mimo wielu absurdów w głównej fabule i trochę dziwnego podejścia do tematu było naprawdę interesująco.
Na pochwałę zasługuje upchanie tylu różnych stylów do jednej serii – zazwyczaj takie zabiegi kończą się totalną porażką i wszystko zaczyna się mieszać, tutaj jest to wyważone w odpowiednich ilościach i łączy się naprawdę doskonale – post‑apo, drama, ecchi, mechy, wojenne, trochę romansu – nie sądzę, aby ktoś był w stanie znaleźć drugą serię z taką różnorodnością.
Postaci bynajmniej główne były dość interesujące, kamraci walczący ramię w ramię, których celem było tylko przeć na przód. Drugoplanowi troszkę mniej ciekawi ale za to odegrali również dość poważną rolę w fabule i nie odstawiło się ich na bok, jak robi się to zazwyczaj.
Drażniło mnie jednak kilka rzeczy:
kliknij: ukryte 1. Przesadzona dramatyczność – zabijmy kilka postaci, aby zagrać na emocjach widza… śmierć Kaminy była kluczowa i miała duży wpływ na inne postacie i jestem to jak najbardziej zrozumieć ale dlaczego momentami uśmiercali jednego po drugim to już nie wiem… końcowy motyw z kittanem, kiedy całuje Yoko i idzie na pewną śmierć, aż mi się żal zrobiło dziewczyny.
2. Zbyt duży chaos w czasie walk – nie mam nic przeciwko dynamicznym walkom ale bohaterowie wyciągali z kieszeni coraz mocniejsze ataki, jakby to nie był żaden problem. No i rzucanie wszechświatami na sam koniec to już był w ogóle jakiś wielki wtf -_-'
3. Wątki miłosne – wyglądało to, jakby główni bohaterowie nie mieli prawa się zakochać, ponieważ ich miłość po prostu musiała być tragiczna, podczas gdy postacie drugoplanowe wiązali się w pary i wiedli spokojne życie(no może poza kilkoma wyjątkami), nie było to może jakoś super‑irytujące, tylko pytanie – po co?
4. Motyw rozbudowy miasta i społeczności, może nie na tyle mnie drażniło, co trochę rozczarowało – był to jeden z lepszych „członów” serii moim zdaniem ale właściwie nie poświęcono temu zbyt wiele czasu, a pooglądałbym sobie trochę więcej intryg czy samego rozwoju społeczeństwa, które jeszcze kilka lat temu siedziało w podziemiach.
5. Nia – może nie tyle sama postać, co jej głos. Głos jakby amatorki‑seiyu, niekoniecznie musiała brzmieć poważnie(zważając na charakterystykę postaci) ale jakoś dziwnie słuchało się jak mówi…
6. Rossiu – walczył ramię w ramię z Simonem, później osobiście skazał go na egzekucję, no i koniec końców uścisnęli sobie dłonie i znowu byli best‑friends…
7. Końcówka… japończycy i ta ich powinność stworzenia dramatycznego końca lub przynajmniej rozstania się mocno trzymającej się grupy, takie zakończenia naprawdę dobrze się sprzedają?
Bardzo fajne openingi/endingi, zazwyczaj nie przepadam za tymi, które są pokazywane w różnych seriach ale tutaj idealnie wpasowały się.
Grafika była dość „luźna” ale jak na tak dynamiczne walki trzymała poziom, choć same mechy jak na kilku/kilkunasto‑metrowe maszyny był bardzo „giętkie”, wyglądało to trochę jak przypodobanie się młodszej widowni, no ale może się czepiam.
Ogólnie raczej omijam serie z mechami, ponieważ jakoś nie podobają mi się te wszystkie super‑ataki, przemiany itd. ale Tengen Toppa Gurren Lagann jest ewidentnym wyjątkiem w tej kategorii i wcale nie żałuję, co prawda wolę bardziej realistyczne w klimatach „break blade” ale było równie dobrze.
Od siebie wystawiam trochę nadciągnięte 8/10, przeszkadzał mi wszechobecny chaos w pierwszych kilku odcinkach, nieco grafika i kilka pomniejszych szczegółów ale mimo wszystko jestem w stanie polecić serię nawet jako osoba, która nie lubuję się w mechach :)
Postaci schematyczne, niczym nie odróżniające się od tych z innych serii za wyjątkiem Mashiro, choć tego typu postacie są dość interesujące przez odcinek lub dwa, później efekt jest wręcz odwrotny… protagonista wyrwany żywcem z typowego shonena, niczym nie odróżniający się od chłopaków z innych serii, jakoś niespecjalnie przypadł mi do gustu.
Dramatyczne wątki przeciągane trochę na siłę, z jednej strony próbuje przekonać, że życie wcale nie jest takie łatwe, z drugiej mówi, że zawsze wszystko dobrze się kończy – nie byłoby nic w tym złego ale niekoniecznie w takim układzie.
Filozofie życiowe bohaterów czasami przeczą samym sobie, mówią często o staraniach ale szybko tracą zapęd przy pierwszej lepszej porażce – jeszcze w taki sposób, jakby to cały świat był winien tych problemów. Jednak też nie ma co zbyt wiele nad tym rozmyślać – podejrzewam, że miało to działać po prostu jako siła napędowa do progresu fabuły a niekoniecznie jako impuls skłaniający do przemyśleń.
Żarty dość szybko przestały mnie śmieszyć – wpadanie przypadkiem na dziewczyny, lądowanie w niezręcznych sytuacjach itd. to coś, czego naoglądałem się w wielu innych seriach i nie jestem przekonany do ich powtarzania.
Seria być może przypadnie do gustu osobom, które dopiero zaczynają z anime i nie miały zbyt wiele styczności z typowym ecchi, w takim przypadku może to być jakaś podstawa, dla innych zapewne nie określiłbym tego jako priorytet. Bez problemu dałoby się to ucisnąć w 12 odcinków z lepszą fabułą, nawet z tymi postaciami.
Ucieszyło mnie również, że w tym sezonie odstawili główny wątek miłosny na bok, dzięki temu mogli się skupić na innych, bardziej istotnych(względem samych autorów) rzeczach. Dalej jednak jestem zdania, że główny wątek romansu był po prostu nieprzemyślany… mam nadzieję, że autorzy anime wyciągnęli pewne wnioski ;p
Niby powtarzająca się rywalizacja itd. ale w jakoś trochę bardziej odświeżonej odsłonie i nie było wcale nudno. Trochę na temat samych autorów, trochę o dylematach – co prawda ukazane w dość „lekki” sposób ale nie przeszkadzało, zwłaszcza, że trzy sezony to była jedna ciągłość.
Zauważyłem, że skupili się trochę bardziej na samych postaciach, gdzieś w połowie dorzucili efekt „przepracowanych” dłoni Moritaki, inne postacie drugoplanowe poszły trochę przód z życiem i również porównanie jak wygląda życie mangaki w porównaniu ze zwykłymi ludźmi( kliknij: ukryte mowa o spotkaniu z podstawówki) było całkiem trafne.
W przypadku postaci natomiast nie podobało mi się kilka rzeczy – kliknij: ukryte Moritaka i Akito od gimnazjum praktycznie nie zmienili się wyglądam, po dziesięciu latach wyglądali praktycznie tak samo(nawet zdarzyło im się nosić te same ubrania… ), podczas gdy Kaya wyglądała już jak prawdziwa kobieta, tak Miho już nadal wyglądała jak słodka dziewczyna z liceum… trochę to dziwne zwłaszcza, że 10 lat to nie jest wcale taki mały odstęp czasu. Drugą sprawą była charakterystyka postaci – Yuriko w pierwszym sezonie była dumną dziewczyną, miała co prawda drażniący charakter itd. ale w przez dwa następne sezony zrobili z niej „pustą lalkę” bez własnego zdania, na sam koniec charakterem praktycznie nie różniła się od Miho… reszta postaci zatrzymała swój „oryginalny charakter” mniej lub więcej i przyjemnie oglądał się dość ich historie ale czuć było pominięcie gdzieś w tyle.
Całość oglądało się bardzo przyjemnie, trochę dowiedziałem się na temat samej mangi oraz miałem okazję obejrzeć również dobrą obyczajówkę, więc jestem naprawdę zadowolony. Miałem nadzieję na nieco więcej ale i tak nie było źle, wystawiam tutaj 8/10 również jak w przypadku poprzednich dwóch sezonów, ponieważ pomimo wielu zalet nadal pojawiało się kilka wad(nie, żeby były jakieś istotne). Serię Bakuman jestem w stanie polecić wszystkim z czystym sumieniem :)
Zwrócić uwagę można na dołożone wątki miłosne – odnosiłem wrażenie, że próbowali poprawić nie do końca udany „główny” wątek miłosny, kliknij: ukryte spodziewałem się nieco większego skomplikowania spraw w tej kwestii ale to chyba nie byłoby w stylu Bakuman… Nie mniej jednak dzięki temu „smaczkowi” nie wiało nudą(w większości). kliknij: ukryte W końcu też jakiś minimalny progres w wątku miłosnym Miho i Moritaki – jak tak dalej pójdzie, to może w piątym sezonie dadzą sobie w końcu buzi! Trochę to zabawne i jednocześnie przykre…
Skupili się też trochę bardziej na relacjach samych autorów, choć w nie do końca interesujący sposób, niektóre zachowania wydawały się trochę nienaturalne zważając na oryginalny charakter postaci. Za bardzo też nie czuć wkroczenia postaci w dorosłe życie – praktycznie dalej robią, to co robili i cała reszta gdzieś umyka, choć z drugiej strony też się obawiam, czy byliby w stanie to przekazać w „mało nudny” sposób.
Generalnie jest to bezpośrednia kontynuacja i wszystkie sezony zapewne trzeba połączyć w całość, więc jeśli ktoś oglądał pierwszy sezon(i nie męczył się przy tym), to powinien i drugi – końcówkę pierwszego zakończyli cliffhangerem(nie jestem pewien, czy można używać tego słowa w przypadku anime) i ciężko byłoby po prostu urwać sobie historię gdzieś w połowie. Mam jednak nadzieję, że zakończą całość na trzecim sezonie – jakkolwiek samą serię oglądanie się przyjemnie, to jednak nie widzę sensu, aby ją zbędnie przedłużać, w samej serii są częste przeskoki w dużych odstępach, więc spokojnie mogliby zakończyć resztę historii w 3 sezonie.
Ode mnie ponownie 8/10 – jakkolwiek widać poprawę względem pierwszego sezonu, tak niestety nadal jest kilka wad, które nie pozwalają mi dodać choćby jednego punktu z czystym sumieniem, seria interesująca na wiele sposobów ale znów też nie jest jakoś super zachwycająca. Sam zabieram się za następny sezon i mam nadzieję, że będę pozytywnie zaskoczony.
Również bardzo spodobało mi się przedstawienie pracy edytorów, mangaków i całej reszty – zakładając, że jest to zgodne z realizmem – jest to naprawdę ogrom pracy i nie spodziewałem się ile to wszystko kosztuje czasu… do tego naprawdę trzeba mieć głowę na karku i talent :)
Jeśli chodzi o sam wątek romantyczny, po przeczytaniu wstępu do recenzji i kilku komentarzy spodziewałem się czegoś… nie wiem, kontrowersyjnego? W tym przypadku zastanawiam się, czy faktycznie nie byłoby lepiej. Próbowałem jakoś w głowie analizować wiele razy cały wątek i zawsze dochodziłem do tych samych wniosków – kliknij: ukryte Mashiro po prostu palnął głupotę, której kurczliwie się trzymał i sam do końca nie był przekonany, co do słuszności złożonej obietnicy, natomiast Miho zachowała się egoistycznie, będąc świadomą, że ich marzenia niekoniecznie się muszą spełnić cała ta obietnica wychodziła w podsumowaniu na „może się spotkamy, może nie”, związek na odległość właściwie bez większego powodu(można by polemizować, czy tak faktycznie w tym przypadku byłoby na „albo miłość albo marzenia” w tym wieku – ale podchodząc do tego racjonalnie, było to po prostu nielogiczne), zamiast ciekawie wyszło nienaturalnie i na dłuższą metę strasznie męcząco… pomijając już nawet fakt, że przez 25 odcinków ich sytuacja kompletnie się nie zmieniła, podczas gdy Kaya i Akito zdążyli się związać się już całkiem na poważnie – był to idealny kontrast dla bezsensownej sytuacji, która ma miejsce pomiędzy Mashiro i jego wybranką. Dłużej również myśląc, nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego wątku w jakiejś bardziej interesującej odsłonie – pomysł był wzięty chyba na test… Jest to jeden z dwóch głównym powodów, dla którego zgadzam się z recenzentem w kwestii „mogło być świetne, a wyszło tylko dobre”.
Fabuła – no i tutaj również mogłoby być o wiele lepiej, w większości są to powtarzające się sytuacje typu „uda się albo nie”(ktoś o tym wcześniej wspominał w komentarzach), któryś raz z kolei było widać ewidentną manipulację w stronę widza, aby przyciągnąć do dalszego oglądania(jak na ironię kliknij: ukryte sami wspominali w serii, że czytelnik wie, kiedy próbuje się manipulować jego uczuciami i powinno się tego unikać…). Brakowało mi jakiegoś punktu zaczepienia do życia samych bohaterów, czy czegoś właściwie poza powtarzającym się non‑stop „ganbare”, mnie jako widzowi nie brakowało pokazywania jak bardzo bohaterowie się starają bez przerwy, tylko jakichś innych zaczepień, czy nawiązań w ich życiu – czy choćby większym przykuciem uwagi do dylematów, poważne wybory w tak młodym wieku mają wielki wpływ na przyszłość ale u nich to praktycznie nie było z tym problemu… jest to drugi powód, dla którego seria jest tylko dobra, a nie była świetna.
Bohaterowie – z jednej strony mnie zaskoczyli, z drugiej znowu raczej nie odstawali od innych bohaterów z innych serii,
kliknij: ukryte byłem przekonany, że Kaya będzie denerwującą tsundere, która wszędzie pcha nos, gdzie nie trzeba, poniekąd tak było, jednak też potrafiła się zachować, jeśli wymagała tego sytuacja, od święta potrafiła również powiedzieć coś mądrego, więc na pewno nie zaliczam jej do bohaterów irytujących. Mimo, że się nie wyróżniała, to uważam, że nadała jakiegoś bardziej interesującego smaczku do serii – bez niej mogłoby być naprawdę nudno.
Akito okazał się całkiem mądrym facetem ale znów nie był zadufany w sobie, czy też nie zgrywał się przy każdej okazji, Moritaka na pierwszy rzut oka wyglądał na snoba, jednak nie był on aż taki zły, pomijając jego dziwne zmiany humorów i racjonalne podejście do jednych faktów, podczas gdy przy innych zupełnie tracił głowę(tak, mowa o jego „zakochaniu”). Miho natomiast była raczej nudną, słodk i wstydliwą dziewczyną „kawaii”, której brakowało odwagi na zwykłą rozmowę z osobą, w której się zakochała, brak jej było logicznych argumentów do swoich przekonań, czy choćby prostej potrzeby wsparcia bliskiej osoby, w tej sytuacji wyglądało to na egoistyczne i momentami nawet na chamskie…
Do oprawy muzycznej nie mam generalnie zastrzeżeń ale opening i engind pasowały bardziej to typowego romansu, aniżeli obyczajówki. Graficznie też raczej nie ma się do czego przyczepić – ogólnie kreska na dość przyzwoitym poziomie, pokazane mangi i ryciny były wyraźne, więc najważniejszy punkt został chyba wypełniony.
Całość przyjemnie mi się oglądało, choć bywały też odcinki, które zawiewały nudą i wątek romantyczny raczej tworzył „obojętną” atmosferę, można by naprawdę przekonać do siebie bohaterów ale tym razem niekoniecznie… w innych obyczajówkach naprawdę dało się polubić bohaterów, tutaj zwyczajnie do nich podchodzi się neutralnie i nie można też wziąć całego Bakuman jakoś bardziej poważnie. Pomimo jednak kilku istotnych wad jestem w stanie wyciągnąć ocenę 8/10 i mam głęboką nadzieję, że w dwóch następnych sezonach autorzy poprawili swoje błędy, chciałbym, aby wyszło z tego coś naprawdę dobrego. Poza tym można chyba szczerze polecić osobom, które chciałyby się dowiedzieć jak wygląda tworzenie mangi za kulisami.
Główny bohater, który próbował zerwać z przeszłością i odnaleźć się w realnym życiu był nawet interesujący, zaczął w końcu myśleć racjonalnie i trzymać się tego – niestety gdzieś później ponownie wrócił do raczej mało logicznego toku rozumowania i jeszcze zaczął zalatywać schematycznością… tak jak na początku wydawał mi się oryginalny, tak później tego typu zachowania widywane były również w innych seriach. O innych bohaterach nie mam za bardzo jak się rozpisywać, też było widać u nich wiele powielanych schematów charakterystyk i nie wyróżniali się za bardzo. Nie jestem również przekonany do samych zachowań, oglądałem wiele komedii szkolnych, czy po prostu serii związanych ze szkołą – i w tym przypadku nie wyglądało to zbyt naturalnie, chyba bardziej pasowałoby, gdyby osadzili to gdzieś w połowie gimnazjum…
Rozumiem to całe przesłanie, że każdy żyje z jakimś swoim syndromem – tylko nie jestem przekonany do tego w takiej formie, bohaterowie zamiast zaakceptować swoją wewnętrzną indywidualność i po prostu próbować żyć z takimi „zainteresowaniami” gdzieś po boku, to doszli do wniosku, że jest to coś, czym powinni się pierwotnie kierować, rozwiązanie raczej płytkie i niedojrzałe zwłaszcza w perspektywie przyszłości, nie mówię tutaj o całkowitym negowaniu pewnych uczuć ale dorastający ludzie powinni cechować się przywyknięciem do faktów w rzeczywistości i zamiast przesłania, które mogłoby dać trochę do myślenia podano płytki rozwiązanie na talerzu.
Pierwsze kilka odcinków faktycznie nie zachwycało, później było troszkę lepiej, niestety zakończyło się raczej przewidywalnie – raczej nie ma mowy o jakimś zaskoczeniu. Nie mniej oglądało się dość przyjemnie, choć nie jest to typ serii, o której można by się rozpisywać godzinami – zaliczyłbym to do kategorii lekkich serii, od których nie powinno się zbyt wiele wymagać, sam się może nie nudziłem ale o jakimś większym zainteresowaniu też ciężko mi mówić. Sam pomysł ciekawy ale przedstawiony prostoliniowo i powierzchownie.
Fabuła nie jest jakaś bardzo skomplikowana, jednak w jakiś sposób przyciąga do dalszego oglądania. Materiału pojawiło się dość dużo jak na 6 powiedzmy, że filmów – zarówno zostały wyjaśnione w skrócie relacje bohaterów, jak i cały konflikt, miejscami również pomniejsze wątki poboczne – jak dla mnie idealne wykorzystanie czasu. Obraz wojny ukazany po obu stronach równie krwawy, gdzie praktycznie każdy mógł stracić życie w każdej chwili, bez zbędnego koloryzowania, mnie bardzo przypadł do gustu ten koncept. Teoretycznie można by rozciągnąć całość o serię 24‑odcinkową, dołożyć intryg, może trochę dramatu i może nawet miejscami jakieś wątki miłosne ale obawiam się, że ucierpiałyby na tym przede wszystkim grafika(w oparciu o szczegółowość mechów – nosiły na sobie ślady bitw, w walkach zwrócono uwagę na wszystkie szczegóły typu zniszczenie poszczególnych elementów zbroi czy samego uzbrojenia – dla mnie coś wspaniałego i jednocześnie realistycznego nawet, jeśli w grę wchodzi coś takiego jak mechy) lub nawet przy dłuższym scenariuszu mogłoby momentami zawiać nudą… w obecnej formie pozostał pewien niedosyt ale jednocześnie pełne zadowolenie przy spędzeniu tych kilku godzin na ekranie.
Każda z postaci miała swój charakter, opierały swoje działania na jakichś zasadach i nie były to jakieś nielogiczne rozwiązania, można by się przeczepić nieco do głównego bohatera, jednak na szczęście nie był typ osoby, która płacze po kątach nad swoim losem, doszukałem się w nich pewnych schematów z innych serii ale mimo wszystko chyba polubiłem.
Momentami też pojawiał się fanserwis, na szczęście w akceptowalnym poziomie i nie był wpychany widzowi na siłę – zresztą nawet nie było potrzeby zapełniania czymś takim, całość oglądało się bardzo przyjemnie.
Z zasady omijam serie z mechami, bo często trafiają się jakieś wyimaginowane maszyny, strzelanie gigantycznymi laserami, czy nawet łączy się to z super mocami… co w efekcie wychodzi dość dziwnie, a mnie raczej odpycha w swojej formie – Break Blade jest jednak idealnym przykładem, że gdzieś tam zawsze znajdzie się perełka odchodząca od stereotypów i jest w stanie zapewnić kilka godzin rozrywki – dla mnie jak najbardziej udane i polecić mogę wszystkim, czego szukają czegoś poważniejszego. Ode mnie mocne 9/10(dałbym max ale brakowało mi kilku rozszerzeń wątków).
Jeśli chodzi o samą fabułę – rozumiem, że najważniejszy był tutaj przekaz, tylko zastanawiam się, czy nie byłoby warto ukazać to w nieco innej formie. Nie mówię, że była zła, czy choćby schematyczna, jednak na tyle prawdopodobna, co fabuły typowych dram, w ten sposób wydawała się ona trochę powierzchowna z założenia, autor mógł pomyśleć o czymś bardziej „codziennym”, gdzie widz mógłby się bardziej utożsamić z problemem, w tym przypadku wygląda to trochę jakby zarys romansu z pewnym ukierunkowaniem na konkretną sytuacją, aniżeli ogólny problem. Możliwe też, że trochę się czepiam i taka forma była bardziej „zjadliwa” dla ogółu, jednak przy tak doskonałej grafice jeszcze z dopracowaną fabułą można by stworzyć prawdziwe arcydzieło z przesłaniem, które zapada w pamięci na długo i nawet idąc dalej – wielu mogłoby się skłonić do pewnych refleksji, czy odnieść w pewnych sytuacjach i „obrać” prawidłową drogę. Oczywiście nie mówię tutaj, że utożsamienie się z bohaterami jest kompletnie niemożliwe – ponieważ zarówno główny bohater jak i bohaterka mieli swoje problemy i całkiem realne ale nie jestem przekonany do przekazania tego właśnie w takiej formie.
Kotonoha no Niwa na pewno zapamiętam jako jedno z najpiękniejszych anime, jakie miałem okazję oglądać, tylko wolałbym, aby tyczyło się to również fabuły.
Jestem w trakcie oglądania Place Promised in Our Early Days oraz niedługo planuję również zobaczyć sławne Byousoku 5 cm, mam nadzieję, że w tych dwóch przypadkach będę zachwycony, cały czas wierzę w Pana Shinkaia :)
Ocenić całościowo jest mi strasznie ciężko… dawno tak nie nacieszyłem oka tak dobrą animacją ale znów przy fabule wyszło trochę przeciętnie, oglądało się całkiem przyjemnie progres krótkiej historii ale znów nie mogę mówić o zachwyceniu. Wystawiam 8/10, choć chciałbym więcej.
Fabuły praktycznie nie było, kilka wydarzeń, które właściwie nie miały większego znaczenia, ot co po prostu kolejne dni w szkole – trochę byłem rozczarowany, ponieważ kilkunastu chłopców trafiających do szkoły pełnej dziewczyn to raczej dobry materiał na komedię niekoniecznie wypełnioną tylko i wyłącznie podtekstami ale dałoby się jeszcze wcisnąć kilka „mądrzejszych” zabawnych sytuacji.
Postaci – chyba pierwszy raz trafiłem na serię, w której to facet robi za przyzwoitkę… riposty na zasadzie „znowu coś pomyliłaś!” robią się bardzo szybko nudne. Dziewczyny w większości myślące o wszystkim, co związane z seksem – w przypadku 1‑2 postaci zabieg ten zdałby egzamin ale tutaj jest po prostu nadmiar. Z jakiegoś powodu strasznie drażniła mnie Hata, być może przez jej „przymulony” głos albo zachowanie – tak czy siak nie potrafiłem jej strawić aż do końca.
Graficznie prezentuje się na dość dobrym poziomie, choć też o dbaniu o szczegóły nie ma mowy.
Podsumowując – dla mnie seria była średniawa, prawdopodobnie tylko i wyłącznie dlatego, że humor nie przypadł mi do gustu i polecić chyba można tylko i wyłącznie osobom, które lubią „zboczony” humor w formie podtekstów, gry słów, czy docinek. Nie jest to raczej priorytet. Ode mnie wyciągnięte 6/10.