x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Postaci może nie mają jakoś szczególnie skomplikowanych charakterystyk(z kilkoma wyjątkami), jednak większość z nich posiada bogatą przeszłość i kieruje się jasno wyznaczonymi ideałami. Meliodas jest typowym „radosnym” bohaterem, który w kieszeni zawsze ma jakieś rozwiązanie – zazwyczaj tacy bohaterowie są albo nużący albo irytujący na dłuższą metę, natomiast jego charakter natomiast całkiem nieźle kontrastuje z resztą siedmiu grzechów(członków). Można też rozpisywać się o reszcie ale oprócz Bana i Kinga tak naprawdę nic o nich nie wiadomo – są to po prostu członkowie grupy 7 grzechów głównych cechujących się nadludzką siłą/mocą i wszyscy jakimś cudem zebrali się pod wodzą Meliodasa. Są jeszcze oczywiście święci rycerze, rodzina królewska i kilka postaci pobocznych ale zbyt ich dużo, żeby opisywać z osobna. No i jeszcze pozostaje fenomen gadającej świni, czyli ala' maskotki serialowej, której pochodzenia nikt nie raczył wyjaśnić.
Fabuła – szczerze mówiąc po kilku pierwszych odcinkach spodziewałem się czegoś bardziej interesującego i skomplikowanego, koniec końców jednak okazuje się, że jest to stereotypowa walka ze złem; przedstawione biografie postaci były o wiele ciekawsze, niż wątek główny. Podejrzewam, że historia połączenia grupy i ich wspólne(wcześniejsze) wypady byłyby o wiele ciekawsze.
Grafika/oprawa dźwiękowa – kreska trzyma tutaj poziom, czytałem w niektórych miejscach, że zarysy postaci i twarzy są „dziwne” – osobiście uważam, że jest to krok w stronę klasyki i wypada to całkiem nieźle. Bitwy są dynamiczne, dość szczegółowe i nie kończą się po kilku klatkach specjalnym ciosem. Nie mam zwyczaju na ogół przykuwać uwagi do oprawy dźwiękowej ale muszę przyznać, że kilka razy gdy przysłuchiwałem się ścieżce dźwiękowej, to naprawdę nieźle zgrywała się ona z tym, co działo się na ekranie.
Nie mogę wybaczyć im jednej rzeczy – aż do samego końca czekałem na kliknij: ukryte wyjaśnienie sytuacji z Merlin 10 lat wstecz, na samym końcu ostatniego odcinka zakończyli mówiąc „to będzie długa historia”... ludzie, mieliście na to przynajmniej kilkanaście odcinków ;_; Po drugie – kliknij: ukryte zero wzmianki o Escanorze, musiałem przeszukiwać wiki, żeby mieć o nim jakiekolwiek pojęcie.
Twórcy pozostawili na koniec otwartą furtkę – ciężko jednak powiedzieć, czy jest to bardziej reklama dla popularnej mangi, czy jakaś szansa na kontynuację adaptacji. Jest to sprawnie wykonana animacja, więc moim zdaniem miejsce w ramówce jak najbardziej się jej należy.
Od siebie serię szczerze polecam – jest to naprawdę dobra przygodówka, która nie szczędzi od kilku krwawych scen ale jednocześnie potrafi rozbawić całkiem niezłym humorem. Jest kilka rzeczy, do których można by się uczepić ale mnie się oglądało naprawdę przyjemnie – daję 8/10 z czystym sumieniem.
Potem jeszcze może dostaną zamówienia na Nagabuto, Fairy Hair, Beach i Drake Balls :D Nie wiem dlaczego ale wypowiedzenie przez dyrektora „Two piece” wywołało u mnie niepohamowaną salwę śmiechu, nie mniej podejrzewam, że było to w formie żartu. Oczywiście bardziej chodziło mi o jakieś one‑shoty 12 odcinkowe albo dwu‑sezonowce po 20+ odcinków, praca przy tasiemcach mogłaby nie być taka ciekawa, bo co drugi odcinek Miyamori zastanawiałaby się, co wpakować do fillera :>
Zgodzę się również co do postaci, było ich naprawdę wiele i mimo, że wszystkich imion do teraz nie pamiętam, tak też wiem mniej więcej czym kto się zajmował. Nawet przekonałem się do Tarou na sam koniec, czego w ogóle się nie spodziewałem.
Drugi sezon jak najbardziej by się przydał ale końcówka wyglądała raczej na „zamkniętą” – podejrzewam, że była to jednorazowa przygoda od PA Works. Swoją drogą jest to bardzo miła odmiana po niewypale jakim był Glasslip.
Niespecjalnie. Większość klanów kreowała inteligencja, plan działania i osłona nocy, poza tym większość wampirów była zaznajomiona ze światem – pasożyty dopiero go poznawały. To oczywiście jeśli już mowa o samym uniwersum wampira(fabularna wersja), gry pc były nieco spłycone pod wieloma względami.
Druga sprawa – japończycy „nie czują” wampirów, tyle serii ile obejrzałem i do dzisiaj przychodzą mi tylko dwie udane japońskie animacje z wampirami – Hellsing oraz Vampire Hunter D: Bloodlust, reszta była próbą zaciągnięcia zachodniego wizerunku krwiopijców(albo własne interpretacje). Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem ale jeśli chodzi akurat o wampira, to chyba wolałbym, aby amerykanie zekranizowali coś na jego podstawie albo zrobili scenariusz pod grę(bloodlines był całkiem niezły). To tak już z offtopa.
Swoją drogą ciekawa interpretacja zmiany charakteru fabuły – nie mniej jednak i tak było to pójście na łatwiznę, Gotou jak rozumiem stał na czele ich „organizacji” – w ogóle nie przypominał on kogoś, kto mógłby prowadzić cokolwiek, pasował on bardziej na „broń ostateczną”(którą de facto kliknij: ukryte zagrał na koniec).
Nie mogę przeboleć jakości kreski – dość często prezentowała się ona podobnie do telewizyjnych‑kilkusetodcinkowych tasiemców, w pierwszym sezonie nie była ona jakoś doskonała ale była ona zauważalnie lepsza. Momentami nawet posiłkowali się zwykłymi konturami postaci, tak jakby było to robione na ostatnią minutę… jak już mówiłem wcześniej – seria zasługuje na o wiele lepszą kreskę.
Fabuła – zrobiło się po prostu dziwnie. Tutaj albo autor nie wiedział jak z tego wybrnąć albo tak mocno poszedł na przód, że zapomniał jak istotna jest najważniejsza kwestia i wymyślił coś „na szybkiego”, oby tylko nie przesadził. Samego materiału w drugiej serii jest naprawdę niewiele, trochę więcej niż połowa to progres historii, reszta to jakieś fillery i dodatki typu „walentynki z log horizon”(nawet nie pamiętam czy ten odcinek się jakoś zsynchronizował z samym świętem ale raczej nie).
Wiele postaci zrobiło się „pustych” – w drugim sezonie zaczęli oni przypominać przeciętnych bohaterów z przygodówek, a nie bohaterów o własnych twardych charakterystykach z pierwszego sezonu.
Zmiana studia naprawdę wyszła im na gorsze – nie wiem czy to brak funduszy, doświadczenia, czy zaangażowania ale moim zdaniem nie podołali zadaniu – lepiej niech wrócą do robienia przeciętniaków, a LH przekażą profesjonalistom.
Lepiej teraz, żeby poczekali z następnym sezonem przynajmniej 2 lata, żeby zebrało się materiału, jeśli faktycznie chcą znowu zarzucić tak dużą ilość odcinków – to co pokazali w tym sezonie, imho dałoby się upchnąć do 13 dobrze wyglądających epizodów.
Za dwójkę Loga daję 7/10 – byłoby więcej ale nie mogę przeboleć spadku jakości względem pierwszego sezonu.
Cóż, tak czy siak jeśli ktokolwiek byłby w ogóle tym zainteresowany, to lepiej niech poczeka na niecenzurowaną wersję BR, w wersji telewizyjnej jest więcej cenzury, niż widocznego fanserwisu, na którym się opiera.
Ode mnie dostaje wyciągnięte 4/10 – i tak chyba jestem nazbyt hojny.
Trochę mnie boli, że nie pracowali nad czymś innym – oczywiście w tym układzie nie było źle ale nadal bym wolał, aby był to jakiś shounen i drugi przykładowo dla kontrastu seinen, a tak wyszło trochę z nadmiarem moe.
Póki co jest to chyba jedyne anime traktujące o produkcji anime i do tego w wielu aspektach(produkcja, problemy, codzienne życie pracowników etc.) – jest to poprzeczka postawiona bardzo wysoko, jeśli ktoś w przyszłości będzie chciał stworzyć coś podobnego, to będzie miał nie lada problem.
Nawet jakoś udało mi się polubić Panny(Don‑Don Donuts Go!) na sam koniec, trochę nadal przechodzi mi to „japońskim snem” w wykonaniu dziewczyn bardziej pod ideę shoujo, niż okruch życia ale było na tyle „luźne”, że pretensji już nie mam.
Nie raz się pośmiałem i dowiedziałem się czegoś więcej o produkcji anime – spodziewałem się przynajmniej kilkunastu‑kilkudziesięciu osób przy produkcji ale przy „podsumowaniu” ilość zaangażowanych jest nadal niemałym zaskoczeniem. Trzeba naprawdę docenić ich pracę, talent i zaangażowanie.
Cieszę się, że nie opuściłem serii po pierwszym odcinku i generalnie polecam każdemu, kto jest zainteresowany produkcją anime – ode mnie mocne 8/10.
Kanekiego nie byłem w stanie polubić – fakt, przeszedł przez wiele ale był wyjątkowo irytującą postacią na dłuższą metę, działał według idei, które koniec końców nie zrobiły żadnej różnicy… no ale czego się nie zrobi dla tragizmu historii.
Zaoszczędzili na kresce i nie jestem do końca pewien, czy jakoś zbalansowało się to jakością podczas walk – były one dynamiczne i całkiem ciekawe ale nadal wyglądały, jak pourywane sceny.
Ostatni odcinek – kliknij: ukryte requiem dla ghoula i „dramatyczne” niejednoznaczne zakończenie. Rozumiem, że jest to jakiegoś typu original ending ale do jasnej ciasnej jak już kończą TG, to mogliby zrobić to wyraźnie i z przytupem, w chwili obecnej pozostało więcej pytań, aniżeli odpowiedzi. Nie mam pojęcia jak to wygląda względem mangi ale coś czuję, że mocno pokaleczyli tą serię – czuję się trochę, jakbym dostał ochłap.
Osobiście spodziewałem się po całej serii o wiele więcej, potencjał widziałem tutaj ogromny.
Swoją drogą – beznadziejny opening, dawno nie słuchałem czegoś tak tragicznego…
Ode mnie wyciągnięte 7/10 – mogłoby być o wiele lepiej, ktoś tu dał ciała.
Postaci
Przedstawione całkiem realnie, ukazano jawne ludzkie uczucia i reakcje(być może z lekką histerią w skrajnych przypadkach ale z tym zawsze był problem w seriach typu seinen/drama), brak tutaj shounenowych bohaterów walczących ze złem, tylko normalni ludzie(w większości) oraz pasożyty nieznanego pochodzenia. Tutaj oczywiście najbardziej interesująca okazała się być Tamura Reiko – najbardziej ciekawa świata, ze złożonym charakterem i logicznym myśleniem, wypadła naprawdę bardzo dobrze. Shinichi wypadł całkiem nieźle – przez całość serii przechodził swojego rodzaju metamorfozę z przestraszonego nastolatka w dorosłego mężczyznę, choć czasami zbierało mu się na niekoniecznie logiczne przemyślenia. Warto również wspomnieć o Kanie, która ze znudzonej nastolatki powodującej niechęć widza zmienia się z czasem w czułą dziewczynę, która ze względu na wydarzenia zmienia całkowicie swój obraz głównego bohatera – jest to dobry przykład postaci, której nie powinno się oceniać po pierwszym wrażeniu( kliknij: ukryte ponadto była to całkiem poważna kandydatka na serialową yandere :>). Satomi była bohaterką drugoplanową, której nie potrafiłem do końca przetrawić – strasznie natarczywy charakter oraz brak zrozumienia – być może dlatego też była całkiem realistyczna :) Pod koniec również została potraktowana dość „przedmiotowo”. Rozczarowany natomiast byłem postacią Gotou – nie wiem, czy autor po prostu nie „widział” go, czy świadomie spłycił jego charakter.
Grafika
„Dorosła”, nie uświadczy się tutaj słodkich dziewczyn z dużymi oczami, tylko bardziej realne zarysy twarzy i sylwetek postaci, jest to zdecydowanie na plus. Przeszkadzało mi jednak zastosowanie 3D w niektórych miejscach zupełnie niepotrzebnie – najczęściej, gdy w kadrze pojawiało się kilkanaście postaci, a czasami nawet przy kilku(droga do szkoły), co gorsza wykorzystano powtarzające się modele – wyglądało to momentami wręcz komicznie. Walki były dynamiczne i nie składały się z przyciętych klatek – było to coś, czego obawiałem się na początku serii na szczęście twórcy nie przycięli budżetu w tej kategorii. Kreska również momentami była uproszczona do granic możliwości(widoczne zarysy), a czasami sceny był zarysowane naprawdę szczegółowo – nie byłoby to coś, o co mógłbym się przyczepić na dłuższą metę jednak wolałbym, aby kreska trzymała jeden poziom od początku do końca.
Fabuła
Do ok. 60‑70% serii widza wprowadza się w każdy wątek powoli, akcja trzyma odpowiednie tempo i zdecydowanie zachęca do dalszego śledzenia poczynań pasożytów i ludzi. Pod koniec trochę jednak wszystko nabiera zbyt dużego tempa – gdy spodziewałem się nieco większego rozbudowania wątku, to seria nagle zaczęła gnać bardzo szybko naprzód „aby tylko skończyć” – jestem świadom, że podobnie było również w mandze i zastanawia mnie, czy autor nie miał ochoty tego ciągnąć, czy po prostu nie miał pomysłu. Generalnie jednak sama historia miała sens i oglądało się bardzo przyjemnie.
Parasite był moim mocnym kandydatem na najlepszą serię sezonu jesiennego 2014, no i ze względu na brak lepszych kandydatów(a przynajmniej w kategorii seinen) wygrał. Jest to niecodzienna i przede wszystkim oryginalna seria, która potrafi zachwycić niejednokrotnie. Osobiście w podsumowaniu nie podobały mi się dwie rzeczy, czyli stosowanie 3D(seria tego w ogóle nie potrzebowała) oraz przyspieszenie ostatniego wątku, który momentami robił się nawet… anty‑klimatyczny, jak to ktoś już wcześniej wspomniał, dlatego też nie byłem w stanie wystawić bardzo wysokiej oceny.
Ode mnie 8/10. Zdecydowanie polecam serię.
Powiedzmy, że autor miał tam jakąś wizję świata(czy ogółem uniwersum), jednak widać też bardzo wiele zapożyczeń, przez co wyparowały wszelkie przejawy oryginalności i nadaje się bardziej na zabicie czasu, aniżeli coś, co warto dalej śledzić.
Kreska „ok”, momentami całkiem niezła. Walki całkiem dynamiczne jednak ograniczały się najczęściej do wykonywania „ciosów ostatecznych” w kilkunastu klatkach – a szkoda, mógłby być to element, który przyciągnąłby widza na dłużej.
Fabuła składa się z segmentów na zasadzie „musimy im znaleźć nowego bossa” – nie ważne skąd i jak się pojawił, jednak najważniejsze jest to, aby zatopić wyspę. Warto wspomnieć, że jak na wyspę, gdzie trzyma się najgroźniejszych osobników na całym globie ochrona(czy władze) jest wyjątkowo niedomagająca, nie mam zielonego pojęcia jak oni wcześniej bronili się przed groźnymi osobnikami.
Postacie – chciałbym tutaj napisać coś wartościowego ale właściwie wszyscy posiadają charakterystyki przeciętnych bohaterów z przygodówek, których widzieliśmy już nie raz. Zainteresowani jedynie mogliby się zabawić w paringi.
Jako harem było całkiem ok, Panny niewiele się od siebie odróżniały ale była jakaś tam przyjemność z oglądania(jeśli skupić się w tej kategorii), jako ecchi było raczej mniej zabawne – czyli klasyczne łapanie za piersi, znów przypadkowe łapanie za piersi i przypadkowe pojawienie się w damskiej przebieralni etc. ponownie coś, co pokazywano już na ekranie setki razy.
Co ciekawe – za każdym razem, kliknij: ukryte gdy wysysano krew dziewczynom, to wyglądały one jakby przeżywały najlepszy orgazm w swoim życiu. Rozumiem, że po części było to na potrzeby fanserwisu ale kojarzy mi się to raczej z czymś mało przyjemnym.
Ode mnie na koniec 6/10 – trzymało jakiś tam poziom ale znów nie jest to coś, co można by wspomnieć po latach.
Trochę ecchi, duże piersi, w tle zadziorna tsundere i niezwyciężony protagonista, którego wszyscy kochają. Humor przeciętny(zdarzały się przebłyski, jednak bardzo rzadko), kreska przeciętna i ogółem seria należy do tych ze środkowej półki – zapychacz czasu.
5/10. Obejrzeć i zapomnieć.
Widać, że autor coś tam większego planował względem fabuły ale nawet sam pomysł już ze startu wydaje się mało interesujący, po prostu widziałem to już zbyt wiele razy gdzie indziej.
Być może znajdzie się tutaj coś dla fanów dużych piersi i loli, bo poza tym seria nie ma praktycznie nic innego do zaoferowania. Nawet jako fan haremów i okazjonalnych kiczów jestem na nie.
Dziwi mnie nawet, że protagoniście podkładał głos seiyu z SAO(Kirito).
Ode mnie 4/10.
Grafika – jak na serię telewizyjną było naprawdę nieźle, niektóre sceny były zarysowane naprawdę szczegółowo i było na czym zawiesić oko, znów też pojawiały się inne(bardziej dynamiczne), gdzie pominięto niektóre elementy. Jest to też pierwsza seria anime, w której nie drażniła mnie grafika 3D – była ona całkiem zręcznie wpleciona i nie wyróżniała się na tyle z samej „rysowanej” animacji, żeby mogła rozdrażnić. Pojawiło się kilka momentów, w którym bryły 3D były wymodelowane „z grubsza”, jednak mimo wszystko jeśli chodzi o serię TV, to naprawdę pod tym względem ciężko się uczepić(nawet teraz w 2015 widuje się o wiele gorsze 3D/CGI w wysokobudżetowych produkcjach). Jak rozumiem japończycy potrafią ale chyba nie zawsze mają fundusze(albo umiejętności?)...
Postaci – jest ich tutaj zbyt wiele, żeby opisywać pojedynczo, więc najwięcej uwagi skupiłem na tych, którym dano najwięcej czasu ekranowego – Emiya Kiritsugu oraz Kotomine Kirei; miałem wrażenie jakby autorzy próbowali przedstawić ich jako bardzo interesujące postacie z rozbudowaną charakterystyką, niestety też o wiele bardziej, niż w rzeczywistości były… nie powiem, że były nudne ale gloryfikowanie skrzywionej ideologii musi mieć jakieś podstawy poza tym, co przedstawili w serii – inaczej przypomina to nieco nadinterpretowaną ideologię stereotypowego antagonisty i nic poza tym. Plus „życiorys” Kiritsugu był Cliché(nie lubię używać tego słowa ale chyba tutaj nic lepszego nie pasuje). Dalej – w ogóle nie wyjaśniono dlaczego mistrz Castera był taki, a nie inny(mogłaby to być ciekawa historia). Podobało mi się natomiast podejście do servantów – idealnie skonstruowano ich charakterystykę i byli naprawdę przekonywujący, zwłaszcza Gilgamesh – w Stay Night w ogóle nie czułem jego postaci, a tutaj idealnie ukazano go jako znudzonego i egocentrycznego manipulanta. Właściwie pozostał mi mały niesmak tylko i wyłącznie po Saber ale to pewnie takie małe skrzywienie po SN.
Fabuła – historia w pierwszym sezonie rozwijała się w odpowiednim tempie, jak i również obeszło się bez zbędnego przesadyzmu. W drugim sezonie w pewnych momentach widać starania na siłę i pomimo, że jest to fantasy, tak też nie byłem w stanie przetrawić kilku faktów i rozwiązań. Końcówka również powiem szczerze – rozczarowująca. Wiem, że musiało się skończyć tak, a nie inaczej(w innym przypadku pojawiłyby się dziury fabularne względem SN), jednak do samego końca miałem nadzieję, że Graal okaże się czymś zupełnie innym.
Podoba mi się uniwersum – jest ciekawe, może nie jest to coś wartego fascynacji ale na pewno jestem teraz w stanie zrozumieć choć po części zainteresowanie Fate'm.
Jeśli chodzi o ocenę końcową – 8/10, mogłoby być więcej ale niestety i tutaj zabrakło „tego czegoś”, Zero na pewno jest krokiem w dobrym kierunku ale nie jest to jeszcze coś, na czym powinno się wzorować.
Po 23 odcinku
Nie potrafię tylko skojarzyć jednego faktu – kliknij: ukryte w poprzednim odcinku Migi odłączył się od ciała Shinichiego i zostawił tylko kilka(lub kilkanaście?) pomniejszych komórek w ciele hosta, natomiast nie zauważyłem, żeby łączył się z Gotou a tu nagle bum – może mi to ktoś wyjaśnić?
Pierwsze dwa odcinki dosyć wyraźnie zaznaczyły, że na każdą sytuację i osobę należy spojrzeć z różnych perspektyw.
Problem mógł być też z samym barmanem(Ginti) – w większości zapewne trafiał na ludzi o mało złożonych charakterystykach i tutaj podejrzewam również, że tak jak Decim posiada ludzkie uczucia, co skomplikowało jego osąd. Z naszej perspektywy laska zasługuje na reinkarnację(przynajmniej tak mi się wydaje) ale dla kolesia, dla którego wszystko zawsze było „albo białe albo czarne” kwestia jest nieco bardziej skomplikowana.
Może być to też coś o wiele bardziej prostszego ale ja w ten sposób właśnie to odebrałem.
kliknij: ukryte Pamiętam historię obu postaci całkiem dokładnie ale nie dopatrzyłem się nigdzie w jaki sposób zginął chłopak – on wcześniej został raniony przez pierwszego napastnika i się wykrwawił, czy było jakoś inaczej?
Nie podobały mi się dwie rzeczy:
1. Praktycznie od połowy pierwszego sezonu aż do końca drugiego kliknij: ukryte zero postępu w relacjach między bohaterami – kiedy już nagle coś iskrzyło chwilę później wszystko wracało do punktu wyjścia.
2. Miałem głęboką nadzieję, że w drugim sezonie pominą już kliknij: ukryte motyw bijącej Inami. Rozumiem, że u nich się przyjęło, że przylanie mężczyznom jak najmocniej w twarz(czy gdziekolwiek indziej) jest na swój sposób zabawne ale po tylu latach(tzn. od czasu jak kiedyś stosowano to jako element komediowy) i takie coś powinno się wypalić… z kilkudziesięciu sytuacji dosłownie kilka było zabawnych, reszta była najzwyczajniej irytująca.
Na lato 2015 ponoć jest planowany 3 sezon – mam głęboką nadzieję, że jednak posuną się trochę dalej i będzie trochę „konkretniej” wraz z odpowiednim zamknięciem(ostatni tom mangi już wydano, więc to będzie prawdopodobnie ostatnia szansa).
Ode mnie 7/10.
Seria momentami próbowała przedstawić widzowi jakieś elementy okruch życia – w tym przypadku niestety Silver Spoon jest o niebo lepszy(no i przede wszystkim bardziej realistyczny). Należy traktować tylko i wyłącznie jako komedię. Co prawda przewija się wątek romantyczny oraz teoretycznie nawet można by dodać do kategorii haremu(wokół głównego bohatera przewija się przynajmniej kilka panienek) ale nie są one na satysfakcjonującym poziomie – nastawiając się na komedię(mniej ambitną rzekłbym) można się przy tym naprawdę dobrze bawić.
Kreska na przyzwoitym poziomie, fanserwis w granicach rozsądku, przyjemni bohaterowie, realna otoczka szkoły rolniczej i w tle samotna( kliknij: ukryte niewyżyta) wychowawczyni :) Po ocenach i opiniach spodziewałem się czegoś gorszego – a tu trafiła się taka perełka. Jeśli ktoś szuka czegoś na „odmóżdżenie”, to jak najbardziej polecam.
Ode mnie mocne 7/10.
Serię oglądało mi się przyjemnie do pewnego czasu – przy końcu cała ta sytuacja zaczęła robić się absurdalna.
Zazwyczaj nie przepadam za takim typem głównych bohaterów jak tutaj – Yoga może nie był wzorem do naśladowania, czy kimś o ponadprzeciętnym IQ, jednak w tym zestawieniu podobał mi się jako „zwykła, szara postać” – po prostu chciał wieść zwykłe życie na uboczu z rodziną i nie robić sobie problemów, przy tym mocno się starając. Nie spodziewałem się również, że Msyu okaże się być taka urocza :>
Fabularnie powiedziałbym, że jest po prostu ok – tak jak wcześniej wspominałem pomysł jest naprawdę niezły, jednak sama historia już jest nakreślona w znanych standardach – czyli bohater zapoznaje się z sytuacją, przyzwyczaja się do niej, a na końcu ratuje świat. Przerabiane setki razy i niestety za każdym razem staje się coraz mniej imponujące.
C było naprawdę niezłe – spodziewałem się po serii czegoś więcej i chyba najbardziej właśnie od fabuły oraz wyjaśnień kilku kwestii, ponieważ reszta wydawała się być całkiem w porządku.
Ode mnie solidne 7/10.
Dużo tej serii brakuje do tego, żeby być przynajmniej dobrą ale jeśliby przykrócić o 70% nagość i skupić się na jakości całokształtem, to jeszcze dałoby się przymrużyć oko na oczywiste podobieństwa i powiedzieć, że było „ok”.
Ecchi da się zrobić dobre ale jeśli ktoś się zastanawia, czy zrobić softcore‑hentai, czy faktycznie przygodówkę w trakcie produkcji, to koniec końców wychodzi z tego… Shinmai Maou no Testament -_-'
Okej, może nie wszystko, bo na chwilę obecną jestem prawie pewien dwóch rzeczy:
1. kliknij: ukryte Musieli być przeniesieni razem z ciałami do gry – dlaczego? Gdyby sytuacja była podobna jak w SAO, to niektórzy bohaterowie zaczęliby powoli znikać – nie ma takiej możliwości, aby wszyscy gracze wciągnięci do gry zostali odnalezieni przez osoby trzecie(dajmy na to choćby osoby mieszkające sami na uboczu bez rodziny i przyjaciół), od rozpoczęcia apokalipsy jeśli dobrze rozumiem minęło kilka miesięcy – oczywiście to, jeśli podejść do sprawy racjonalnie i zakładając, że autor nie celuje w „happy ending” dla wszystkich.
2. kliknij: ukryte Połączenie z grą u nich wyglądało całkowicie inaczej, niż to co my mamy na myśli mówiąc MMO. W jednym z odcinków wspominali o wbudowanym translatorze – więc oznacza to, że na tym serwerze(ewentualnie podzielonym na klastry) grają ludzie z różnych krajów – w normalnym świecie taka opcja nie byłaby realna ze względu na zbyt duże opóźnienia(w większości przypadków). Nie, żeby to miało jakieś szczególne znaczenie ale chyba można sobie pogdybać :)
Rozumiem, że brakowało im poniekąd materiału ale po co wtedy robić aż 25 odcinków -_-' Mam nadzieję, że za następny sezon zabierze się ktoś bardziej kompetentny – Log zasługuje na lepszą kreskę.
Ze speciala z tego co pamiętam, to kliknij: ukryte nadal nie skończyli gry – więc nie sądzę, aby poza przedstawieniem nowej postaci zdarzyło się coś konkretnego.
Jak dla mnie jest to bardzo dobry materiał na kontynuację, jednak jeśli na tym co jest zakończyłoby się, to nie byłby taki ani pierwszy, ani ostatni przypadek.
Po 5 odcinku
Sama seria póki co również jest ubrana w wiele znanych schematów, plus charakteryzacje również są widziane nie jeden raz – jednocześnie od serii czuć taką jakby „świeżość”, nie mam wrażenia, jakbym oglądał jakiś następny klon, tylko na swój sposób oryginalny koncept(lub po prostu dobre wykonanie), również rzadko stosowana autoparodia(oraz ogólnie parodiowanie VNek, otaku itd.) działa na korzyść.
Jest to na pewno dobra gratka dla entuzjastów wirtualnego‑japońskiego świata 2D, choć sam nie będąc za bardzo w temacie również bardzo dobrze się bawię.
Żałuję trochę, że obejrzałem special przed końcem serii( kliknij: ukryte po tym jestem pewien, że nie będzie tutaj nakreślenia względem wątku romantycznego – szkoda trochę i szczerze mówiąc, wolałbym tą niepewność) – jeśli ktoś jeszcze nie oglądał speciala, to zalecam właśnie zaczekać z jego obejrzeniem do czasu, aż skończy się seria(choć on sam nie wnosi nic do fabuły).
Podsumowując póki co jestem zadowolony z serii, jest o wiele lepiej, niż się spodziewałem.
Może to tak faktycznie być z tą filozofią – choć zawsze wydawało mi się, że autor nie chce wkraczać na „poważniejszą” ścieżkę, żeby nie zniechęcać młodszych widzów/czytelników(mówię cały czas o OP), ponieważ na pewno prędzej zobaczy się 8‑latka krzyczącego „gomu gomu no machine gun!”, aniżeli rozmawiającego z kolegą o problemach sercowych postaci. W samym OP również jest niewiele rzeczy, które mogłyby zachęcić starszych widzów – może poza fanserwisem(arc rozpoczynający nowy świat w OP zmienia również styl kreski, przy czym żeńskie bohaterki nagle zyskują ogromne piersi, przy których normalna kobieta już dawno miałaby problem z kręgosłupem :) ), czy samym sentymentem(w końcu OP jest emitowany już od 16 lat… ciekawe, czy Oda ma zamiar ciągnąć to przez następne tyle).
Zawsze miałem takie przekonanie, że autor celuje w pewien target wiekowy ale faktycznie może to być po prostu tak, że rysuje to, na co ma ochotę i końcowi odbiorcy nie mają znaczenia, jeśli jest ich wielu.
FT jest bardzo lekkie – na tyle, że w większości przypadków można potraktować go jako zapychacz czasu… szkoda trochę, bo szczerze mówiąc już poprawienie charakterystyki postaci dałoby tutaj naprawdę wiele. Również nikomu nie stałaby się krzywda, gdyby Natsu miał IQ większe od temperatury pokojowej… no ale cóż, jeśli autor miał taki zamysł, to nic się z tym nie zrobi. Od FT nie czuję zbytnio pasji, co najwyżej nie do końca przemyślany pomysł(albo ideę).
Oglądać pewnie będę dalej ale po serii nie spodziewam się już niczego więcej.