Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Nikodemsky

  • Avatar
    Nikodemsky 23.12.2014 01:27
    Komentarz do recenzji "Inou Battle wa Nichijou-kei no Naka de"
    Light novel są nadal wydawane(manga też – info z wiki) i z tego co czytałem, to jest dość materiału do pokrycia na drugą serię(obecnie 9 tomów) – jednak sam też niestety jestem zbyt leniwy, żeby sprawdzić ile materiału zostało pokryte w adaptacji oraz jak się ma sama sprzedaż(co zapewne jest tutaj kluczowe, jeśli chodzi o następny sezon).

    Sama seria faktycznie wydaje się tylko małym wstępem do czegoś większego.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 23.12.2014 01:20
    Komentarz do recenzji "Inou Battle wa Nichijou-kei no Naka de"
    Jest to całkiem przyjemna haremówka na rozluźnienie – zasadniczo te całe super moce mogłyby być pominięte i wyszłaby nadal całkiem ciekawa seria. Powiedziałbym nawet, że były tutaj one niepotrzebne.

    Natomiast już akceptując sam koncept super mocy – co ciekawe jest tutaj troszkę inne podejście do samej kwestii, nie ma tutaj ratowania świata, spełniania marzeń, czy czegokolwiek innego, są to po prostu przeciętne dni japońskich nastolatków ze super mocami( kliknij: ukryte ) z taką bardziej luźną otoczką.

    Gdyby jednak skupili się na czymś konkretnie, to mogłoby być nieco lepiej – w obecnej formie wygląda to na zlepek pomysłów, gdzie nie mogliby się do końca zdecydować. Oczywiście można to też traktować jako wstęp do większej historii i wtedy miałoby to sens, tylko na razie o drugim sezonie nie ma ani widu, ani słychu.

    Dodam jeszcze jedną rzecz – oglądając  kliknij: ukryte 

    Drugi sezon chętnie bym obejrzał – jest to jedna z lepszych ostatnio wydanych serii rozrywkowych bez nachalnego fanserwisu i jakichś poważniejszych błędów, no i zdaje się, że pokryli bardzo mało materiału w tych 12­‑stu odcinkach, więc pozostaje mały niedosyt.

    Ode mnie 6/10 z niewielką nadzieją na kontynuację.
  • Avatar
    Nikodemsky 22.12.2014 20:55
    Re: Po 12 odcinku
    Komentarz do recenzji "Grisaia no Kajitsu"
    To jest właśnie jedna z kluczowych kwestii, które mi umknęły w całej tej historii :)

    Doszukałem się jeszcze wielu innych rzeczy, które są przynajmniej wątpliwe( kliknij: ukryte ) ale rozumiem, że trzeba na to wszystko przymknąć oko, ponieważ chodziło właśnie o wywołanie emocji. W moim przypadku było ich więcej w pierwszym odcinku tej historii, niż w trzecim :) Jestem też pewien, że dałoby się to zrobić w bardziej zręczny sposób – wystarczy spojrzeć na historię za życia Yuzury z Angel Beats!

    Ofc historia tak czy siak była dość ciekawa, także po prostu przymykam na to oko i zobaczę czym uraczą nas w ostatnim odcinku.

    W przypadku Yuujiego – możesz mieć rację, szczerze mówiąc nawet jakoś mnie to specjalnie nie drażniło, ponieważ nie sprawia wrażenia „jestem od was lepszy”, a jeśli nie potrafiłby tego czym się wykazał, no to nie mielibyśmy całej historii :) Ciekaw jestem poniekąd jak rozwiązali to w VNkach.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 21.12.2014 21:28
    Po 12 odcinku
    Komentarz do recenzji "Grisaia no Kajitsu"
    Ostatni człon serii został podzielony na 3 odcinki i spodziewałem się, że zakończy się jakimś  kliknij: ukryte . Cóż, skłamałbym mówiąc, że nie spodziewałem się takiego rozwoju wydarzeń, tylko umknęło mi po drodze kilka kluczowych kwestii.

    Ofc. historie tego typu spotykało się już nie raz(zarówno w anime, jak i normalnych filmach/serialach) – i jakkolwiek są one na swój sposób interesujące, tak tutaj mam wrażenie jakby wiele kwestii wyolbrzymiono( kliknij: ukryte ), tylko jakby serię chcieli zakończyć z dużym przytupem i czymś, co zapadłoby w pamięć. Nie mam z tym problemu, tylko kurcze dlaczego historie poprzednich panienek nie były jakieś bardziej nie wiem… rozbudowane?

    Jakoś nie przykuwałem do tego za specjalnie uwagi na początku ale główny bohater, to chodzący ideał normalnie. Lepsze to, niż jakieś chuderlaki z piszczącym głosem, tylko tak się zastanawiam czego ten facet nie potrafi :)

    Swoją drogą odchodząc od tematu planuje się(w zasadzie już jest to potwierdzone) wprowadzenie na nasz rynek 3 różnych VNek z tytułem GNK, przy czym wydaje mi się, że  kliknij: ukryte , czyżby jakiś wstęp do następnego sezonu? Same VNki na KSie przyjęły się bardzo ciepło, ciekaw jestem jak wyglądała sprzedaż w Japonii. Przepraszam za mały offtop.

    Swoją drogą całkiem przyjemna haremówka, posiada nadal kilka błędów i jako­‑takiej fabuły nie ma ale lepsze to, niż przeciętniaki wypchane fanserwisem do granic możliwości.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 20.12.2014 22:59
    SAOkształtem
    Komentarz do recenzji "Sword Art Online II"
    Przed obejrzeniem drugiej serii SAO popełniłem jeden poważny błąd – spodziewałem się po niej cudów, co koniec końców doprowadziło jeszcze do mojego większego rozczarowania. Byłem nie miara podekscytowany pomysłem przeniesienia akcji do gry, gdzie broń sieczna jest zamieniona na broń palną – wydawało mi się, że to doskonały pomysł. Czy ten pomysł okazał się być złym wyjściem? Nie. W takim razie czy to wina samej serii, że nie potrafiła mnie sobą zainteresować? Niekoniecznie, bo nadal utrzymywała poziom jedynki, tak jak zdążyli inni wcześniej zauważyć, a ja dopiero po zakończeniu wszystkich arców drugiej serii. Dla mnie problemem jest chyba bardziej to, że koncept SAO już się wypalił i nie ważne co by zrobili w tym uniwersum/świecie/grze, to będzie to nadal w podobnych klimatach, czyli podciągniętej dramy z odrobioną fantasy i romansu. Na dłuższą metę niestety(albo stety) Log Horizon zdaje o wiele lepiej egzamin, pomimo choćby troszkę gorszego stylu kreski, czy mniejszej powagi sytuacji(względem powiedzmy realizmu, bo bohaterowie w LH kreują świat gry ale to już odchodząc od tematu).

    Dla odmiany znów ostatni odcinek był całkiem „przyjemny”, troszkę podkreślony oczywiście dramatyzmem i nostalgią ale zakończenie jest powiedzmy, że satysfakcjonujące.

    Na sam koniec może już nawet nie jestem zawiedziony(byłem na początku), bo to jest nadal SAO i to w tym samym stylu – tutaj niewiele się zmieniło, więc dla samych zagorzałych fanów serii było perfekcyjnie. Dla mnie po prostu zrobiło się to z czasem monotonne i mało interesujące. Tak jak w przypadku pierwszej serii dałem 10/10(gdzie teraz dałbym max 8 – przyznam bez bicia, że na swój czas byłem zachwycony), tak tutaj nie jestem w stanie wystawić więcej, niż 6/10. Ta historia(lub po prostu druga seria) nie przekonała mnie do siebie, wydaje mi się nawet, że działa to poniekąd na zasadzie „a nuż się uda” – niektóre serie powinny być po prostu zakończone w odpowiednim momencie, żeby pozostawiły miłe wspomnienie. Po drugiej serii pozostanie mi grymas i na SAO jako całość będę na pewno patrzył z większym dystansem.

    Czy sama seria była zła? Ciężko powiedzieć – jeśli ktoś jest prawdziwym fanem SAO, to raczej nie zawiedzie się. Jeśli ktoś szuka elementów brakujących(nie pasowało coś w pierwszej serii) w drugim sezonie – tutaj się ich nie doszuka, poziom jest mniej więcej ten sam, tylko z mniejszą dozą dramy i romansu(w drugim przypadku jest tego wiele mniej). Jeśli pierwsza seria się podobała tak „na średnio”, to tutaj raczej nic się dla siebie nie znajdzie.
  • Avatar
    Nikodemsky 20.12.2014 15:22
    Komentarz do recenzji "Akame ga Kill!"
    Luknij na odpowiedź Bloba pod jego komentarzem :)
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 20.12.2014 03:22
    Komentarz do recenzji "Terra Formars"
    Seria nawet mi się spodobała – może nie jest to hit sezonu ale na pewno jakieś ciekawe odejście od głównego nurtu.

    Z tą serią jednak są trzy zasadnicze problemy:
    1. Po 13­‑stu odcinkach pozostaje więcej pytań, niż było ich na początku. Zaczynają mieszać w to jakieś wątki na zasadzie „wiemy ale nie powiemy” – wstęp do drugiej serii, czy znowu zmuszają do sięgnięcia po mangę?
    2. Cenzura. To powinno się obejrzeć w wersji bez cenzury. Za jakiś czas pewnie wyjdzie BR/DVD, więc będzie też taka możliwość. Wersja TV jest bardzo mocno przycięta pod tym względem.
    3. Przez dużą część czasu antenowego tłumaczone są kwestie mało istotne albo ukazywane są historie, które niekoniecznie są choćby interesujące. Przykładowo –  kliknij: ukryte 
    TF zachwycił mnie przede wszystkim stylem kreski – jest to takie naprawdę miłe odejście od stylu stosowanego w większości serii. Co prawda wszyscy nadal różnych narodowości wyglądali bardzo podobnie… no ale mimo wszystko podobało mi się, cieszyło oko. Znowu też dla kontrastu pojawiała się masa CGI w postaci przerośniętych mięsistych robali, które ciężko byłoby przeoczyć :)

    Oprawa dźwiękowa – zdaje się, że coś tam grało w tle ale nie zwracałem na to zbytnio uwagi. Natomiast wychwyciłem wiele sztucznych dźwięków(trzaski, efekty ataków etc.) nagranych w bardzo niskiej jakości. Nie miałoby to większego znaczenia gdyby nie to, że tutaj okładanie się pięściami i efektywne ataki miały miejsce praktycznie w każdym odcinku…

    Fabuła – ciężko tutaj powiedzieć… przez pierwsze dwa odcinki tłumaczy się widzowi jaka jest misja, po co oni wszyscy lecą na marsa itd. Jednak później pojawia się coraz więcej niewiadomych i po obejrzeniu całości nie mam już pewności względem tego po co oni tam w ogóle lecieli. Wspomina się o  kliknij: ukryte  i kilku innych rzeczach. Zastanawiam się, czy autorzy sami mają pojęcia do czego to wszystko dąży.

    Ode mnie wyciągnięte 6/10. Seria jest po prostu „OK” na obecnym etapie – brakuje jej naprawdę wiele do dobrej, jednak do kiczu też bym jej nie zaliczył. Pomysł jest oryginalny – może znowu nie tak bardzo interesujący ale na pewno oryginalny.
  • Avatar
    Nikodemsky 20.12.2014 00:29
    Re: Było i ni ma...
    Komentarz do recenzji "Akame ga Kill!"
    Czyli ta cała walka  kliknij: ukryte  to wymysł reżysera… Pewnie nie było pomysłu jak dokończyć no ale cóż, nie będę spekulował nad czymś, co już się skończyło(tj. anime).

    Dziękuję serdecznie, być może jednak zapiszę sobie AKG do przeczytania :)
  • Avatar
    Nikodemsky 19.12.2014 18:01
    Re: Było i ni ma...
    Komentarz do recenzji "Akame ga Kill!"
    Tak z ciekawości – adaptacja anime różniła się jakoś znacząco w stosunku do mangi?

    Nie pogardzę spoilerami w razie czego :3
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 18.12.2014 22:50
    Komentarz do recenzji "Denki-gai no Hon'ya-san"
    Mam mieszane uczucia odnośnie tej serii.

    Jako seria rozrywkowa poniekąd zdała egzamin – choć w pewnym momencie zaczęło się wszystko jakby powtarzać(?). Podobne gagi i żarty bardzo szybko zaczęły robić się męczące.

    Jeśli chodzi o relacje postaci – niby widać jakiś postęp i nagle bum, znowu powrót do punktu wyjścia na poziomie wzdychań. Rozumiem, że to był bardziej dodatek do tej całej komediowej otoczki ale imho bez wyraźnego zarysu traci to swój sens.

    Styl kreski – na początku byłem przekonany, że da się do niej przyzwyczaić, niestety nie byłem w stanie… przez większość odcinków jakoś nie dawało mi to spokoju. Humor bardziej młodzieżowy/dla dorosłych a styl kreski jak w seriach dla najmłodszych.

    Jeśli ktoś pomyśli, że dowie się czegoś o samej sprzedaży/dystrybucji mangi(jeśli faktycznie kogoś zainteresowałoby to) – nic bardziej mylnego, ze szczątkowych informacji na googlach można dowiedzieć się więcej, tutaj „sprzedaż/dystrybucja mangi” pełni zwyczajnie rolę tła.

    Serię należy traktować jako komedię z raczej przeciętnym humorem(powtarzalne gagi) – choć pojawiały się perełki, podobnymi schematami znanymi z innych serii i ewentualnie jako coś, co można obejrzeć „na jeden raz” pomiędzy innymi seriami, choć znów na pewno znajdą się inne, lepsze komedie. Jako okruchy życia – nie, zbyt to wszystko „luźne”. Jeśli ktoś zapytałby mnie dlaczego „męczyłem się” przez 12 odcinków, to prawdopodobnie dla tych okazjonalnych perełek, które pojawiały się momentami.

    Ode mnie wyciągnięte 6/10.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 14.12.2014 21:02
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin OAD"
    Niedawno pojawiła się następna ova – „No regrets” – historia dołączenia Leviego i ekipy do grupy na powierzchni(zapomniałem ich nazwy). Ova podzielona na dwa party, z czego druga część pojawi się w kwietniu 2015.

    Więc chyba liczbę odcinków OVA można spokojnie zmienić na 5.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 14.12.2014 19:20
    Komentarz do recenzji "Akame ga Kill!"
    No i koniec.

    W sieci naczytałem się wiele negatywów na temat serii, dla mnie jednak był to jeden z niewielu powodów, dla których wyczekiwałem niedziel przez ostatnie 24 tygodnie.

    Fabularnie nie ma tutaj fajerwerków, ot co kolejna walka ze złem wcielonym, tylko nieco inne podejście do tematu – w końcu nie często trafia się na zabójców, którzy działają w imię sprawiedliwości :)

    Jeśli chodzi o same postacie – tutaj niestety wielkim błędem jest  kliknij: ukryte , z jednej strony jest to dość „realne” podejście, z drugiej nie jestem przyzwyczajony do tego typu rzeczy w przygodówkach.

    Większość postaci tutaj jest oparte na schematach utartych w innych seriach przygodowych, charakterystyki nie są zbytnio skomplikowane, każdy ma jakąś swoją mroczną przeszłość i według tego kieruje swoje poczynania z nadzieją na lepszą przyszłość.

    Bardzo polubiłem Sheele, Bulata, Tatsumiego i Chelsea – to takie typowo schematyczne postacie, które spotkało się w innych seriach wiele razy – być może właśnie to podobieństwo przekonało mnie do nich ostatecznie. Szkoda, że  kliknij: ukryte 

    Czym się seria na pewno wyróżnia na tle innych – jest tutaj połączona brutalność(pełno krwi, urwane kończyny i ogólna brutalność świata, w którym żyją postaci – spotykane rzadko, o ile w ogóle), z humorem(który chyba nie do końca wszystkim pasował) pojawiającym się okazyjnie i progresem typowej przygodówki ze szczyptą dramy. No i walki – dużo efektywnych walk, w których nie zabrakło krwi. Z czasem zaczęło trochę brakować tej całej brutalności i takich bardziej flagowych wyznaczników serii – być może jakieś cięcia w budżecie? Nie mniej jakoś utrzymał się poziom do końca.

    Kreska całkiem przyzwoita(powiedziałbym nawet, że dobra) – zadbano względnie również o szczegóły w czasie dynamicznych walk, czego często brakuje w innych seriach przepełnionych akcją.

    Podsumowując – jeśli ktoś ma ochotę na przygodówkę z niecodziennym podejściem, wszechobecną brutalnością i schematami znanymi z innych serii, to jak najbardziej zachęcam. Naprawdę warto, pomimo wielu negatywnych opinii.

    Ode mnie dostaje mocne 7/10 – zaczynałem z ósemką, niestety gdzieś pośrodku zabrakło mi tego, czym głównie ta seria się kierowała i z czasem zrobiła się trochę bardziej „monotonna”.
  • Avatar
    Nikodemsky 11.12.2014 01:35
    Re: sad
    Komentarz do recenzji "Hitsugi no Chaika: Avenging Battle"
    Więc pokolei:

     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 11.12.2014 01:24
    Komentarz do recenzji "Hitsugi no Chaika: Avenging Battle"
    Coś mi umknęło w drugiej serii… pierwsza seria miała tą otoczkę tajemniczości – dziewczyna podróżująca z trumną, magiczne stworzenia, „tajemnicza” misja i kilka innych potencjalnie interesujących kwestii. W Avenging Battle praktycznie wszystko się wyjaśnia i czar ten pryska, nie mam problemu z domknięciem wszystkich wątków(powiedzmy), tylko może bardziej z przeprowadzeniem fabuły?

    Zakończenie  kliknij: ukryte 

    Generalnie seria całkiem niezła – jednak na pewno nie jest to ten typ, który ma się ochotę obejrzeć po latach. Szczerze mówiąc w moim przypadku tyczyłoby się to jakichkolwiek kontynuacji Chaiki – nie wiem, czy miałbym ochotę je oglądać, być może jako zapychacze, bo temat jest już raczej wyczerpany(i tak powinno zostać imho).

    Ode mnie 6/10, być może stawiałem zbyt duże wymagania do tej kontynuacji.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 30.11.2014 14:20
    Komentarz do recenzji "Ushinawareta Mirai o Motomete"
    Cóż, przez 8 odcinków jest to zwykła seria szkolna, z nieco pokręconą logiką(względem rozwiązań i toku myślenia postaci) i w 9 odcinku nagle jebs –  kliknij: ukryte 

    Rozumiem, że całość w jakiś sposób próbowała dojść do tego momentu, żeby wyjaśnić o co tak naprawdę chodziło ale ten odcinek trudno zaakceptować jako  kliknij: ukryte 

    Zasadniczo już po dwóch­‑trzech odcinkach niewiele się spodziewałem po tej serii i nadałem jej mniejszy priorytet – tym samym nie jestem aż tak rozczarowany, jednak nie sądzę, aby na sam koniec mogła się czymś jeszcze wyratować.

    Moja hipoteza – na sam koniec  kliknij: ukryte 

    Dobrze, że w tym sezonie jest jeszcze kilka innych serii naprawdę wartych obejrzenia.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 21.11.2014 03:51
    Komentarz do recenzji "FLCL"
    Wszechobecny chaos na ekranie, non­‑stop akcja i nie do końca wiadomo w czym rzecz – normalnie zapewne darowałbym sobie ale tutaj bardzo mi się to spodobało.

    Podobny WTF ostatnio zaliczyłem oglądając Kill La Kill, czy TTGL, przy czym tutaj przez całe sześć odcinków nie znikał mi uśmiech z twarzy, całkiem udana parodia, było zabawne i sam nastrój serii również był bardzo pozytywny.

    Podobała mi się również „żywa” kreska oraz towarzysząca prawie przez cały czas muzyka rockowa, która udanie podtrzymywała dynamikę.

    Sam motyw przewodni wolałbym pozostawić do wolnej interpretacji, choć zapewne w dużej części tyczył się dorastania i kilkoma kwestiami z tym powiązanymi(plus nawiązania z parodii?).

    W każdym razie jestem zadowolony i na pewno będę miał ochotę powrócić do tego po latach, ode mnie mocne 8/10.
  • Avatar
    Nikodemsky 12.11.2014 20:08
    Komentarz do recenzji "Shirobako"
    Dobrze, że zawsze na takich jak ja znajdzie się głos rozsądku -_-'

    Wypadałoby wyjaśnić, dlaczego to jestem tak bardzo w błędzie ale coś czuje, że bez flame'a się nie obędzie, więc może i lepiej.
  • Avatar
    Nikodemsky 8.11.2014 18:02
    Komentarz do recenzji "Shirobako"
    Nie wiem, co w tym było niemiłego, ale w żaden sposób nie zrozumiałeś tej sceny, bowiem była to aluzja do Initial D, czyli komiksu, który Fast&Furious zainspirował. Co nie zmienia faktu, że skoro nie miałeś o tym pojęcia, to rzeczywiście mogłeś nie docenić wyśmienicie zrealizowanej parodii.


    Raczej scen. Nie, aluzji nie zrozumiałem – Initial D niestety(lub stety) nie oglądałem. Nie rozumiem za bardzo dlaczego by pakować taką skrótową parodię do serii, która traktuje o zupełnie czym innym.

    Gdybyś oglądał uważnie,  kliknij: ukryte 


    Oglądałem uważnie i pamiętam, że  kliknij: ukryte 

    Wtedy nie mogliby zaprezentować całej palety sytuacji związanych z produkcją serialu telewizyjnego. Tu właśnie chodziło o to, by ukazać proces powstawania typowego anime i co się wiąże z pracą nad takowym.


    Być może – choć znów zależałoby to chyba od samego typu serii i procesu produkcji. Jakiś przygodowy shounen chyba bardziej pasowałby do tej roli imho.

    Plakaty w studiu – dopatrzyłem się ZIpanga. Było tego znacznie więcej, ale wyleciało mi z głowy. [...]


    Cóż nie dopatrzyłem się niektórych szczegółów – może faktycznie nie oglądałem dość uważnie? Rozumiem niektóre nawiązania do serii, itd. Tak jak mówisz – reżyser i właściciel studia byli wzorowani na postaciach autentycznych – nie warto byłoby w takim przypadku nawiązać pośredniej współpracy ze studiem z wykorzystaniem tytułów? Kreska w serii jest dobra/akceptowalna, poza tym odcinków trochę będzie, więc raczej na brak funduszy nie cierpieli.

    Nie, to nie był błąd tłumaczenia, tak miało być. [...] Nie wiem, dlaczego nie rozumiesz tego z miejsca – czy to niedostatek wiedzy, czy ignorancja, ale czepiasz się szczegółu, na który autorzy mają niewielki wpływ. [...]


    Po prostu się zastanawiałem nad tym. Nie utrzymuję przy swoim na siłę, że powinno być tak, a nie inaczej. Również jak wspominałem wcześniej – są to rzeczy, które niekoniecznie mi pasują, a nie takie, które szkalują serię.

    Przecież JEST realne. To, że nie walą Ci w twarz znanymi tytułami nie oznacza, że nie o nie właśnie chodzi. Sztuką i szczytem frajdy w oglądaniu takich anime jest właśnie rozumienie z miejsca aluzji i gagów, a nie wszystkie z nich są oczywiste i leżą na wierzchu.


    Cóż, może nie dane było mi zrozumieć każdą aluzję/gag, daleko mi do konesera rozumiejącego wszystkie odniesienia. Jeśli jednak sama seria nie podobałaby mi się w takim układzie, to zrobiłbym dropa po pierwszym­‑drugim epie. Słowo wolałbym jest tutaj kluczowe i odnosi się do tego, co ewentualnie chciałbym zobaczyć, nie oznacza „czemu do jasnej ciasnej tak nie jest?!”.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 8.11.2014 04:16
    Komentarz do recenzji "Shirobako"
    Ok, więc pomijając niemiłe wrażenie pozostawione po pierwszym odcinku( kliknij: ukryte ) zrobiło się o wiele ciekawiej, jest już coś faktycznie na temat samej produkcji anime, nakładu pracy jaki trzeba włożyć oraz ilości osób, które pracują przy takiej serii.

    Do teraz nie podobają mi się trzy rzeczy:
    1. Grupka dziewczyn chwytająca się marzeń – nie czepiam się samych postaci, ponieważ mimo wszystko wygląda to wszystko w miarę możliwości naturalnie ale w takim układzie podchodzi mi to pod shoujo z nieco tandetnym pomysłem pod filar serii. Znowu też gdyby byliby to zwykli „przeciętni” pracownicy, to zrobiłoby się zapewne trochę nudno ale „gonitwę za marzeniami” widziałem już w dziesiątkach innych serii i jest to koncept nadmiernie kopiowany, naprawdę nie dałoby się wymyślić coś bardziej oryginalnego? Nie wiem, być może miało to na celu umożliwić widzowi jakieś utożsamienie się z bohaterami ale mnie to szczerze mówiąc nie przekonuje(tak wiem, seria nie była robiona dla jednej, czy kilku osób).

    2. Praca nad „przeciętniakiem” – pracują nad anime, w którym  kliknij: ukryte . Serii tego typu jest na pęczki i naprawdę żałuję, że nie pokazali pracy nad czymś bardziej ambitnym – już nie mówię, że musiałby to być jakiś skomplikowany seinen ale coś przynajmniej odstającego od reszty wystarczyłoby w zupełności.

    3. Nie jestem również jakoś mocno zaznajomiony z tytułami na japońskim rynku ale również brakuje mi realizmu pod względem realnie istniejących tytułów – przykładowo w Bakuman bohaterowie często odnosili się do realnych i prawdziwych tytułów(DB, One Piece itd. ) i przy ich pracy miałem wrażenie, jakbym faktycznie oglądał coś istotnego – tutaj odniesienia są albo fikcyjne albo chyba raczej mniej znane, pojawił się również tytuł  kliknij: ukryte 

    Oczywiście są to moje osobiste „zażalenia” względem serii – nie żaden hejt, ponieważ serię pomimo wszystko ogląda mi się po czasie już całkiem nieźle.

    Do samych postaci zdążyłem się już trochę przyzwyczaić – cieszy mnie jednak, że nadal to każdej z nich jest dopiska czym się zajmuje, bo trochę jednak ich tam jest. Tarou wydaje się być nieco drażniącą postacią ale podejrzewam, że nadal trzymają go tam z jakiegoś ważniejszego powodu(być może później wyjaśnią?).

    Martwi mnie tylko jedna rzecz – na MALu widnieje ilość odcinków w liczbie 24, Shirobako wygląda bardziej na typową serię 12­‑13 odcinkową, mam nadzieję, że w pewnym momencie nie będą to starania na siłę.
  • Avatar
    Nikodemsky 22.10.2014 17:48
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Bahamut: Genesis"
    Czym inspirowali się tworząc uniwersum gry, to miałem na myśli.
  • Avatar
    Nikodemsky 22.10.2014 17:45
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Bahamut: Genesis"
    Mitologia mogłaby być podstawką pod niektóre elementy i faktycznie byłoby to zgodne, gdyby uniwersum serii było naprawdę „oryginalne” – czyt. własna wizja autora dot. samego bahamuta, summonów, czy kilku innych rzeczy. Co prawda obejrzałem tylko kilka odcinków i w samą karciankę nigdy nie grałem ale nie sądzę, żeby autorzy specjalnie zagłębiali się w mitologię ludów europy(czy jakichkolwiek innych), to po prostu nie jest na tyle oryginalny koncept(a przynajmniej na pierwszy rzut oka).

    Z grindem nie żartuję, azjatyckie rpg/mmo od dawna gloryfikują taki koncept na grę.

    Zbaczając z tematu ale pozwól, że wyjaśnię – grind(choć szczerze mówiąc wolę słowo „farmienie”) nie oznacza w grze braku balansu, taka gra wymaga wymaga dodatkowej pracy przy odpowiednim zbalansowaniu progresu i „poziomowanie” jest głównie wprowadzone po to, aby gracz mógł odczuć w widoczny sposób rozwój swojej postaci. Brak „poziomowania” często oznacza liniowość danego tytułu lub „złudzenie” sandboxa, gdzie spawny mobów są z góry ustalone i mamy dostęp do kilku lokacji ale akcja kręci się w tych, gdzie dzieje się główny wątek. Kluczowe jest w takim przypadku zrównoważenie obu kwestii – czyli nie zmuszanie gracza do nadmiernego grindu, żeby mógł cokolwiek osiągnąć oraz znów nie prowadzenie gracza za rękę(questy z markerami itd. ). W FF9 grałem dobre kilka lat temu na PSXie i z tego co pamiętam, to raczej była dość liniowa – nie mówię, że zła, ponieważ po siódemce to moja ulubiona część ale mimo wszystko gracz w tym przypadku nie miał zbyt dużej swobody. Są też tytuły nadrabiające swoją liniowością(przykładowo Parasite Eve) lub potrzebą grindu(FF7). Zauważ również, że masa starszych gier typu jRPG pochodzi od Squaresoftu(obecny Square­‑enix), który tworzył różne uniwersa/systemy i są to tytuły ponadczasowe – w tym FF.

    Nie zrozum mnie źle – sam niespecjalnie przepadam za grami opartymi na grindzie ale jako koncept niestety dość nieźle się utrzymuje w obecnym trendzie i się sprzedaje. Osobiście wolę gry oparte na rozwoju umiejętności, czy sprzętu ale znów bardzo miło wspominam przykładowo pierwszą część diablo, choćby ze względu na klimat.

    Czyli FF ma dokładnie to samo co każda inna istniejąca dłuższa seria jrpg?


    Nie ale FF i kilka innych tytułów od Squaresofta utwardziły grunt pod obecne tytuły z tego samego gatunku na wszelkie platformy.

    Innym podobnym przykładem może być termin „klon wowa” – nie wiem czy kojarzysz. Sam termin nie oznacza bezpośrednio, że tytuł jest „identyczny” pod wieloma względami – po prostu wykorzystuje kilka podobnych rozwiązań(jak na ironię sam wow w swoim koncepcie nie jest i nigdy nie był „oryginalny”). Idąc dalej – przykładowo jedna z najstarszych serii gier, czyli Ultima była wyznacznikiem dla wielu(w tym również nowszych) tytułów typu RPG(choć to już raczej tyczy się zachodniego rynku gier). Na podobnej zasadzie zależności działa FF(pierszy pojawił się już w 87') i wszystkie inne gry jRPG, więc nawet jeśli sami twórcy korzystają z innych źródeł, mają inne uniwersum i system to pozostaną niektóre utarte schematy, które wyrobiły się na rynku przez lata chcąc­‑nie chcąc.

    Nie, a czemu miałam bym twoje zdanie odebrać w ofensywny sposób?


    Okazjonalnie ludzie obierają to co piszę w taki sposób, upewniałem się po prostu, że dyskusja pozostaje na neutralnym torze :)
  • Avatar
    Nikodemsky 22.10.2014 15:34
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Bahamut: Genesis"
    Tak ale Bahamut nie bez powodu jest tutaj ogromnym smokiem, a nie rybą :)

    Rozumiem, że do pewnego stopnia może to być irytujące dla niektórych – jednak czasami trzeba też zaakceptować niektóre fakty. Jeśli znajdziesz lepsze porównanie dla zastosowanych konceptów/postaci, to będzie jakaś podstawa do dalszej argumentacji, bo obecnie mam wrażenie, że próbujesz coś wyperswadować.

    jRPG nie kończy się na FF ale grind i długie teksty to raczej element stały dla tego typu gier, znowu nie każdemu musi odpowiadać taka forma i przeskakują np. na VN'y z elementami RPG, czy DnD'ki ale to już całkiem inna kwestia nie związana z tematem.

    Miej również na uwadze, że FF to nie jest po prostu wyznaczanie konkretnych części serii gier na zasadzie „co lepsze, co gorsze” – dla mnie przede wszystkim jest to ogromne uniwersum ze różnymi światami i własną historią – czyli generalnie coś, przez co właśnie seria jest uznana na całym świecie(są oczywiście wyjątki, bo nie każdy FF był „doskonały” ale nie w tym rzecz).

    Oficjalnie nie wiemy na czym wzorowali/inspirowali się twórcy i nasze gdybania pozostaną gdybaniami. To tak przy okazji.

    Mam nadzieję, że odbierasz tego o czym mówię w żaden ofensywny sposób :)
  • Avatar
    Nikodemsky 22.10.2014 05:55
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Bahamut: Genesis"
    „Inspirowali się” byłoby odpowiedniejszym słowem. Gdyby postaci, czy cokolwiek innego jednoznacznie przypominałoby te z innych gier/uniwersum, to byłby problem i nie prowadziłoby to tylko do zwykłych spekulacji :)

    Nie jest to porównywanie „na złość” – tylko bardziej przyuważenie jako ewentualna ciekawostka – chcąc nie chcąc koncept summonów jest podobny do zastosowanego w serii FF.

    Dlaczego bahamut kojarzy się akurat z FF? Final Fantasy to jedna z najbardziej znanych serii gier na świecie i nie tylko wśród entuzjastów jRPG, więc jeśli ktoś słyszy słowo „Bahamut” i do tego widzi ogromnego smoka, to zazwyczaj pierwsza myśl to właśnie FF. Sam tytuł jest na podstawie gry ale mobilnej, a seria FF pojawiła się już na NESa, czy jeszcze później na PSXa, także jeśli ktoś kojarzy właśnie z tym, a nie czym innym, to nie możesz mieć za złe :)

    Nie wiem za bardzo co masz na myśli mówiąc „mitologia” – uniwersum mają własne jak mniemam ale twórcy anime naprawdę nie mieli zbyt wielu podstaw do stworzenia serii(z tego co wyczytałem, to jest na podstawie karcianki) i jeśli posiłkowali się pewnymi znanymi schematami, czy inspirowali się zastosowaniami z innych gier, to jest to jak najbardziej na miejscu, jeśli w efekcie końcowym się sprawdza dla obu stron.

    Takie porównania są bardziej gratką dla fanów i jakąś podstawą do owocnej dyskusji, aniżeli jakimś wytknięciem błędu w stronę twórców.
  • Avatar
    Nikodemsky 19.10.2014 00:57
    Re: Po 14 odcinku
    Komentarz do recenzji "Sword Art Online II"
    Podziękował za „heads up” :)

    Nowelek akurat nie będę tykał z SAO, jest masa innych i lepszych, które mam zamiar przeczytać/zobaczyć i LN SAO jakoś nie wygląda na wart spędzenia przy nim czasu – zwłaszcza, że niespecjalnie interesują mnie pominięte wątki i kwestie.

    Generalnie pierwszy sezon SAO podobał mi się i przeleciałem go praktycznie jednym ciągiem ale znów GGO to rozczarowanie w porównaniu do jedynki – nie wiem, czy to być może oswojenie się z konceptem, słaba fabuła, postaci czy cokolwiek innego ale pierwszy arc z SAO2 niestety był mało interesujący i przesycony niepotrzebną dramą. Nie będę się jednak rozpisywał na ten temat, bo kto oglądał, to prawdopodobnie wie co mam na myśli(mniej więcej).

    Dzisiaj pojawił się 15 odcinek, więc mimo wszystko trzymam kciuki.
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 14.10.2014 23:18
    Komentarz do recenzji "Nanatsu no Taizai"
    Póki co zapowiada się na przyzwoitą przygodówkę i do tego z całkiem przyjemną oprawą audio. Powiedziałbym, że nawet w nieco bardziej „klasycznym” stylu – co mnie bardzo cieszy.