x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Weź że się chopie w końcu w garść, bo jesteś protagonsitą a nie galaretą.
Poza fajerwerkami to anime przypomina mi dlaczego nie wspominałem ostatniego arcu z mangi zbyt dobrze. Quincy to naprawdę fatalni antagoniści – cała ich potęga opiera się na wyciąganiu z kapelusza coraz to kolejnych pokładów „magicznej mocy” – o ile jeszcze motyw z „blokowaniem” Bankai miał sens, tak później dostajemy już festiwal „ha, do tej pory tylko udawałem że mnie masz! – teraz dopiero pokaże ci moją prawdziwą moc, fazę xyz moich zdolności!”. A autor po prostu zachwycił się koncepcją niemieckiego wojska (języka?)/oficerów i musiał to jakoś wcisnąć do serii, pal licho spójność (nagle z tyłka wyskakuje jakaś organizacja, która rzekomo przygotowywała się do tego przez 1000 lat i nikt o nich nic nie wiedział). Autorowi ewidentnie skończyły się już wtedy pomysły – dostajemy miałkiego antagonistę którego mocą jest „mogę wszystko” (a za każdym razem gdy mówi „tak, przewidziałem to” – przypomina mi się mem z psiakiem w płonącym pokoju) i Ichigo który jest poniewierany przez 99% walki po czym i tak stwierdzi że to wcześniej to było tylko dla dramy i dopiero teraz pokaże na co go stać… choć już 100 razy powinien zginąć. Porównuję to sobie z takim Demon Slayerem który również jest traktowany jako „płytki” shounen, ale tam przynajmniej widać że każda walka toczy się na ostrzu noża i trzyma w napięciu do ostatniego ciosu – widać rozwój umiejętności postaci a i tak zwycięstwa są „wyszarpywane” – w Bleachu zwykle wygląda to: „dobra, to teraz będzie na serio”.
Anime oczywiscie ratuje klimat, muzyka i animacja, ale sama treść jest fatalna – bardzo mi się też podoba jak pozostałe postaci poza Ichigo i Ishidą zostały zepchnięte na boczny tor – Chad miota się z jakimiś kukłami a Visored są w tym arcu na zasadzie „hej pamiętacie że były takie postaci?”. Kapitanowie w sumie też stali się popychadłami i to nawet Zaraki, choć tego seria niemożliwie ciągnie do góry za uszy. Mówiąc w skrócie – dostajemy tu wszystkie, podręcznikowe bolączki typowego shounena (nierówny power‑scaling, „zapominanie” postaci, nakama power i „główny złol jest 10x silniejszy od poprzedniego złola, a stawka 100 razy większa”...
Btw, wiem że Bleach ambitnym dziełem nigdy nie był a czasy i mody się zmieniają ale anime ceniłem głównie za taki trochę „uliczny” i specyficzny klimat. Czołówki i styl graficzny zawsze się w tej serii wyróżniały – rap przenikał się z metalem i… to wychodziło całkiem fajnie. Niestety, nic z tego nie zostało w tej serii, ino ostał się durny patos i typowe klisze.
Film skupia się głównie na walce z Upper Three choć i „dwójka” dostała sporo minut i trzeba przyznać że jest upiorny (doceniam że antagoniści to faktyczni psychole, no może poza kliknij: ukryte Akazą który przeszedł swoisty redemption arc. Będę to powtarzał – mimo że seria to standardowy shounen, to co mi się podoba to że każda walka jest znacząca – bohaterowie muszą naprawdę wyciskać z siebie maksimum żeby pokonać antagonistów, nie decyduje nagły przyrost potencjału/mocy, a nawet jeśli bohaterowie odkrywają nowe umiejętności to jest to bardzo organiczne i reaktywne. Bleach – ucz się.
To po prostu świetnie się ogląda, Ufotable to w tym wypadku mistrzowie zrobienia z prostego shounena uczty dla zmysłów. W sumie trochę żałuje że nie poszedłem na to swego czasu do kina.
Odc. 4
A tymczasem mamy jakiś do bólu wtórny i powtarzany schemat – bohaterowie dostają zlecenie, przenoszą się do nowej lokacji, jedzą, ratują niewolników i idą dalej.
Ale ja nie wiem czy się do tego przekonam… jestem fanem tego ciężkiego, poważnego stylu od Mamoru Oshiego, a nawet późniejszych adaptacji telewizyjnych (SAC). Brakuje mi tego klimatu, tej muzyki Origi (z serii TV). To tylko pokazuje jakim geniuszem był Oshii, że poszedł tak pod prąd i zupełnie zmienił lub całkowicie wyciął niektóre elementy mangi.
1. Ciamajda protagonistka której jedynym atutem jest że „się stara” i jest… miła?
2. Wredna samolubna/zazdrosna kujonica obrażona na świat w związku z jakąś rodzinną „dramą” dot. jej rodowodu, która niby ma być tą z „zimną krwią”, a której nieodpowiedzialne postępowanie m. in. mogło doprowadzić do tragedii ( kliknij: ukryte wpuszczenie Coco w test
3. Rozpuszczona „artystka” która się ciepie że inni ją „ograniczają” (choć tu przynajmniej w ostatnim odcinku widzimy że może jeszcze zrewiduje swoje poglądy)
4. No i oczywiście obowiązkowa „wesołkowata” tej bandy która właściwie nie wyróżniła się w serii niczym tylko tym że jak pojawiły się kłopoty to wystawiła protagonistkę
Ja rozumiem że twórcy (zapewne) stworzyli te postacie tak żeby „dorastały” wraz z serią, ale czemu widz musi się przy tym tak męczyć…
Na koniec nie mogę wspomnieć o chyba najbardziej idiotycznym koncepcie magii jakikolwiek widziałem – rysowanie „schematów”. Miałoby to sens gdyby nie totalnie nierówny power scaling. Niby najpierw próbuje się tę magię zamknąć w jakiś zbiór zasad po czym właściwie pojawia się koncept „zakazanej magii” z którą robią co chcą albo akurat zawsze mają wzorek czy kartkę która akurat wywoła potrzebny efekt z pogranicza fizyki i czasem chemii. Uczą się że nawet najdrobniejszy błąd może wywołać katastrofalny efekt, po czym w locie wyciągają/rysują „schemacik” który idealnie zamraża im ścieżkę. Nie chce mi się nawet wymieniać ile tu jest niespójności, lepiej by już dla nich było jakby magia w tej serii to było „piu piu” wyczarowywane z dłoni…
Daje 5/10 za grafikę. Może ze 6 za Brimmed Caps bo to fajni edgelordzi (ja bym wogóle wywalił te dzieci i zrobił serię o konflikcie Wiedźm i „Czapek” wokół tematu zakazanej magii).
Ale przede wszystkim jest to nudne jak flaki z olejem.
Odc 75
PS: Rozumiem że ma inne obiekty westchnień, ale Subaru jest strasznie szorstki wobec Shauli – widocznie nie lubi zaborczych lasek.
Re: Odcinek 19
Czego to się nie robi żeby wyciągnąć czas antenowy. Albo wiem! Ta seria to po prostu jakiś jeden wielki rant autora który miał trudności w czasach studenckich, bo jakiś profesor/wykładowca się na niego uwziął i nie chciał mu dać zaliczenia xD
Re: po 5 odcinkach
Re: Finałowy dwunasty odcinek
Rozumiem że idea była – „magia jest niebezpieczna, trzeba kontrolować jej dostęp”. Dobra podstawa do budowy świata. Ale oni tego naprawdę nie przemyśleli – widać to było po tym „pięknym czarze” z odcinka o smoku. To bajka, ale ten świat kompletnie nie rządzi się żadnymi zasadami – co animatorzy wy*rają, to się przyjmie.
- moja pierwsza myśl… nikt w tym świecie nie wpadł na koncepcję cyrkla?
- Z wszystkich pomysłów jakie mogli mieć – „zrobimy poduszkę dla smoka, to go uspokoi…” bo Coco ma PRZECIEŻ TAKIE WIELKIE SERDUCHO jak na protagonistkę przystało…
- Ludzie w necie podniecają się tym czarem w formie smoka… ja myśle sobie „takiego overkilla nie widziałem chyba w żadnym shounenie”... Przepalili „pół budżetu” (to sarkazm btw) na bezsensowny pokaz że „magia” w tym świecie nie trzyma się żadnych reguł. Ja się dziwie że ta ich planeta jeszcze się nie rozpadła jak z papierka czy bazgroła na rękawie można wyczarować coś takiego…
- scena z rozkminianiem czarów to jakaś tragedia – niby ma być takie DIY, a jest parodia
- puste miasto , mimo że właśnie ktoś odpalił zakazany czar w samym centrum, nikt nie przyleciał żeby zobaczyć co się stało. I to mimo że dopiero co nabijaliśmy się jak zaludnione są miasta Wiedźm‑inów…
Tępa wydmuszka. I to nie chodzi że człowiek się na siłę czepia – nie po prostu w momencie jak zaczynasz się doszukiwać logiki w „bajce o czarowaniu” to wiesz że twórcy schrzanili robotę… to niestety coś czego widzę na pęczki we współczesnych scenariuszach, szkoda że w anime też…
Jedyne co się wyniosłem z tego odcinka to że tak jak przypuszczałem w tym świecie jest jakaś instytucja/policja od pilnowania magii.
Tu na przykład sprawę zawalił Disney – tak bardzo chcieli przypodobać się panującym trendom i skupili na poszukiwaniu nowych widzów że zapomnieli iż są firmową tworzącą bezpieczne kino familijne. Nie mówiąc już co zrobili z Pixarem – który kiedyś wyznaczał trendy i kierunki w animacji. Dziś bardzo ciężko jest zachęcić młodzież z nosem w Tik Toku do oglądania filmów a oni stracili „rodziców” – tych którzy wychowali się na ich bajkach. Jeżeli rodzić nie widzi nowych filmów Disneya jako wartych uwagi czy „bezpiecznych”, to swoich dzieci do nich nie zachęci. Zwróćcie uwagę że Disney dziś zarabia głównie na (wątpliwej jakości) sequelach lub remake‑ach swoich starszych bajek.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
I tak i nie. A USA jest jeden łącznik który pozwalał ludziom wejść w ich domowe komiksy – tzw. „comic book guys”, czyli sklepy komiksowe. Ale to akurat współczesna branża komiksiarska w USA praktycznie zarżnęła – nie będę wchodził w całą tę dramę, można o tym poczytać w necie. Ale wystarczy poczytać o bankructwie „Diamond Comics” (który był monopolistą), wciskaniu sklepom komiksiarskim współczesnego chłamu którego nikt nie kupował (n‑te próby lansowania niepopularnych postaci jak Ms. Marvel czy America Chavez lub kompletne przepisywanie i eksperymentowanie z uznanymi bohaterami + mieszanie ich w politykę), lub postawa współczesnych przedstawicieli branży którzy zniechęcili fanów na różne sposoby m. in. nazywając ich bigotami: „nie podobają ci się moje komiksy – nie kupuj ich”. Wielu z nich skończyło marnie, żebrząc wręcz o wsparcie. Ci co postanowili działać na własną rękę np. freelancerzy, całkiem dobrze radzą sobie dzięki crowdfundingu (znani artyści jak Mark Millar, Chuck Dixon czy Graham Nolan). Mamy generalnie tam renesans niezależnych komiksów jak Rippaverse – gość w kilka lat stworzył od zera własne uniwersum i sieć dystrybucyjną (wydaje już nawet książki/komiksy innym) – każdy kolejny album jaki wydaje zarabia po kilka baniek. Tak że kto wie. Ledwo zipie głównie mainstream komiksowy w USA na rzecz mangi.
Teraz trochę tę lukę „doradców” wypełniają kanały na YT – wielu ludzi pyta właśnie ich od czego zacząć – niektórzy to ludzie z wieloletnim doświadczeniem w branży np. prowadzili sklepy (trzeba samemu ocenić którzy wiedzą co mówią a którzy to pozerzy). I co odpowiadają ludzie którzy w komiksach siedzą od dzieciaka? Wszystko tylko nie współczesne komiksy amerykańskie (z małymi wyjątkami np. Transformers czy niektóre Batmany)... To samo z animacją w USA – coraz więcej zwolnień (też temat na długie dyskusje), ale jak ludzie którzy wiele lat są w branży i przez kilka lat o tym przestrzegali że bańka pęknie (wielu ludzi się kształciło w kierunku animacji w USA, nawet na studiach) to ich wyzywali. Teraz mogą powiedzieć „a nie mówiliśmy”?
A anime i manga king i mają się dobrze.
Ale fakt – jest coś w tej popularności 'magicznych szkół” co przyciąga ludzi i Harry Potter może tu mieć jakiś wpływ. Ja osobiście wolę high fantasy (elfy, smoki, wielkie konflikty), ale po tym ile w ostatnich latach dostaliśmy szamba z Hollywood to mi się trochę odechciało…
Ale na darmo Harry Potter jest nazywany „Gwiezdnymi Wojnami Millenialsów” – co oznacza coś z czym wychowało się całe pokolenie i jest mega popularne. Ja nawet w pracy mam ze dwie trzy osoby które dalej się z Harrym Potterem obnoszą – mają jakieś gadżety i wkręcają w to swoje dzieci.
Re: 4 epek
Chyba jedynym sensownym wytłumaczeniem byłoby gdyby był jakiś rodzaj policji‑inkwizycji która bezwględnie poluje na takich wyskokowców. Ew mogliby wymyślić że używanie magii zużywa jakieś zasoby albo powoduje niestebilność świata… Tymczasem najwyraźniej tutaj po prostu 99% wiedźm jest „grzecznych”
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Mówisz o tzw. „turystach”. I to nie tylko m&a – do wielu rzeczy (np. DnD, Warhammer – można wymieniać be końca) przybyło wielu takich ludzi którzy później negatywnie wpływają na nie – bo chcą żeby były „pod nich”. Kiedyś wydawało się że im więcej ludzi tym weselej, ale to było przed czasami aktywizmu i social media. Dziś ludzie potrafią skutecznie obrzydzić ci każde hobby. Niech sobie oglądają, tylko jak zaczynają natrętnie oceniać inne kultury z punktu widzenia własnych (np. „zachodnich” wrażliwości i standardów), atakują twórców i „żądają zmian” – to robi się nieciekawie. Do tego stopnia że sami Japończycy zaczęli przyjmować defensywną postawę.
A popularność m&a np. w Stanach eksplodowała bo ich własne komiksy stały się żałosne. Pamiętam artykuły o półkach w księgarniach pękających od ciężaru mang i amerykańskich komiksach relegowanych do pojedynczych półek (oczywiście problem jest szerszy, ale generalnie ludzie po prostu poszli tam gdzie są ciekawsze historie).
Niemniej, cieszy mnie że chociaż tutaj ludzie widzą Atelier taką jaka jest (póki co) – ładną wydmuszką. To nie jest zła seria, ale ma to co nie cierpię – wredne (ta cała Agott to niezła sucz) i fajtłapowate dzieci i „startujemy od zera”. Ponadto faktycznie – koncepcja magii w tym świecie jest idiotyczna, choć z drugiej strony przynajmniej próbują czegoś innego. Ale ja jak chce serie o magii to wolę takie Ancient Magus Bride.