x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Odcinek 7
Z każdym odcinkiem zastanawiam się czemu to oglądam, bo nudzi mnie oglądanie jak nasi bohaterowie ciągle dostają wciry od „tych złych”, a ich ninjutsu jest w sumie śmiesznie słabe (oczywiście poza potomkami Gena i Oboro). No ale chce już to dociągnąć do końca…
Re: odc. 17
Ta seria jest jednym z większych zaskoczeń. Pamiętam jak na początku była jedynie hejtowana za poniżanie kobiet ale teraz, mimo wciąż pewnych niedociągnięć, fabularnie jest to jedna z bardziej intrygujących serii sezonów zima/wiosna. Z ciekawością wyczekuje co będzie dalej…
Re: odc. 4
Wątek Koty był po to, bo BnHA traktuje w dużej mierze o rozwoju Izuku. Walka z mięśniakiem była kolejnym etapem jego rozwoju. Tym razem sam musiał zmierzyć się z „czarnym charakterem”, nie miał nikogo do pomocy, a jedynym wyjściem było danie z siebie 1000% bo inaczej obaj by zginęli. No właśnie, kolejnym aspektem sytuacji było też to, że nie odpowiadał tylko za siebie, ale musiał też kogoś ratować. Była to całkiem nowa sytuacja dla Izuku. A w ramach uzupełnienia wątek Koty ukazuje też pewien aspekt bohaterstwa: nawet jeśli ktoś został bohaterem i przypłacił to życiem w odniesieniu do jego osoby to „gloria i chwała”, a dla rodziny którą zostawił po sobie smutek i „medale”...
Inna sprawa, że nie rozumiem dlaczego doszukujesz się logiki i sensu w świecie gdzie laska tworzy przedmioty z własnego ciała itp.
Ale anime tak bardzo chce „streścić” grę, że dostajemy coś co wydaje się bardzo rushowane i pozostawia widza obojętnym. Przynajmniej takie mam odczucia z perspektywy kogoś kto przeszedł grę.
Oglądam to jako swojakie „zebranie” do kupy tego co widziałem w grze, bo grając czasem gubi się wątki lub nie zwraca uwagi na szczegóły czy kontekst. Ale jako adaptacja to anime zawodzi i niech nie zwiedzie was ładne opakowanie…
Re: Opening - UVERworld
Ale stwierdzenie „powinni dostać po głowie” wydaje mi się dziwne. Sporo japońskich zespołów ma jakiś jeden styl (lub charakterystycznego wokalistę) i się go po prostu trzyma…
Odc. 4
Z sezonu na sezon (i rozdziału na rozdział) ta seria potwierdza, że jest jednym z najlepszych shouenów ostatnich lat.
I nie chodzi tu jedynie o realizację czy grafikę (choć bardzo podoba mi styl rysowania postaci), bo przede wszystkim w serii podoba mi się jak dużą sympatię wzbudzają postacie i jak fajnie wyglądają relację między nimi (naprawdę widać chemię między uczniami w klasie Midoriyi, oczywiście z wyjątkami typu Bakugo :P).
Zresztą i główny bohater w swojej nowej postaci i jego zespół są strasznie wkurzający. Dam temu jeszcze szansę, ale będzie chyba drop…
Miałem to na oku i faktycznie może być perełka sezonu.
Re: To jest... nudne?
Niedługo będzie anime Goblin Slayer, nie jest to może typowe Dark Fantasy, raczej hmm „realistyczne fantasy”. Ale polecam, przynajmniej mangę, nie wiem jak wyjdzie adaptacja…
Z mang czytałem jeszcze Uber Blatt.
Ale w sumie Berserk bije to wszystko na głowę.
Dla mnie walki też niekoniecznie są wyznacznikiem, ale z tego co pamiętam dialogi tak nie doskwierały w LN. W sensie nie były takie nudne…
Re: Overlord 2
Ale to nie dziwi w sumie. Wszakże seria jest popularna, materiału źródłowego że cho‑cho, a trochę lat minęło więc pewnie mieli czas przygotować więcej materiału (chociaż spadki jakości w grafice było widać od czasu do czasu).
Może później mamy już bardziej rozbudowane bitwy. Nie wiem. Ale ta w pierwszym odcinku to była jakaś parodia. Weźmy pierwszą z brzegu historyczną bitwę morską, skoro już powołujemy się na Nelsona: [link] (w angielskiej wersji więcej opisów). Manewry, taktyka, pościgi, przypadki, zwroty itd. Bitwa w serialu wyglądała jak ostrzeliwanie się pistoletami na wodę, tylko że jeden pistolet nie miał wody…
Nie. To stary jak świat klisz: wywalmy stary beton, niech żyje młodość! Tylko jak młody popełni błąd to kto za to odpowie? Oczywiście nie twierdzę żeby nie dawać młodym szansy, ale najlepsze efekty powstają ze współpracy. A tutaj wolą pokazać, że wredne stare dziady powstrzymują postęp młodych, pięknych i ambitnych…
Nie, właśnie nie o to chodzi. Chodzi mi o takie cmokanie do siebie, za przeproszeniem „włażenie w tyłek”, niekoniecznie na tle romantycznym. Bleh.
Od strony technicznej wysoki poziom, ale… ten plot armor.
Może wynika to z faktu, że w drobiazgowych seriach oczekuje więcej, swoistego realizmu (tak wiem realizm w sci‑fi to ciekawy koncept, ale w Gundamach, tych lepszych, się jakoś udaje), ale no kurcze. Ilekroć coś tak stara się naciskać na realizm, nawet w space operach, po prostu nie mogę się nie czepiać. kliknij: ukryte Dowódca mówi „wygramy, to pewne!”. No i bach jedziemy: flota „Niemców” ok 20 tys vs 12 tys. Tarcze, komunikacja? Eee tam zablokujemy. Pierwsza dywizja bach zero strat. Następne 12 tys. Potrafimy namierzać flotę wroga z odległości lat świetlnych, ale ci drudzy nie są w stanie zauważyć, że właśnie rozpieprzono ich pierwszą dywizję. Tylko jakiś młody coś tam przeczuwa, ale nikt go oczywiście nie słucha (i ten nacisk na wyższość młodych dowódców ponad starymi prykami, autor ma chyba jakieś zboczenie). Eee tam walniemy wroga, a ich pociski magicznie ominą naszą flotę. Zero strat. Jeszcze se walniemy penetrującym wszystko pociskiem i pozamiatane (to po co te tarcze?). Bach, bach i po bólu. Zero strat. No to lecim dalej… Co za stek bzdur. Ja wiem, element zaskoczenia nie takie bitwy wygrywał. Ale w warunkach polowych gdzie są różne czynniki…. Tutaj mamy teoretycznie zbliżone proporcje, klocki kontra klocki. Zapewne też podobne technologie, a oni mi z czymś takim wyjeżdżają. No chyba że „Niemcy” mają lepszą technologię? No to po co ta szopka starych pryków? Toż to wiadomo było jak się to skończy! Ale zaraz!? Oto kliknij: ukryte pojawia się młody zdolny rywal, który wykona słownie „jeden” manewr taktyczny i ku zdumieniu blondasa, że kukły w polu potrafią się jednak ruszać, dojdzie to rozbicia jego śmiałej taktyki? O nie, jak to się mogło stać!.
Archaiczne i słabe. No i jeszcze to puszczanie oczka między admirałem a jego koch… znaczy prawą ręką. Ble. Na razie drop, może dam szansę jeszcze, bo słyszałem ze fajne są tu elementy world‑buildingu. Ale do tego potrzebuje bitew przy których nie będę przewracał oczami co 5 sek…
Tu mieliśmy prostą, ale zwartą historię (poza paroma niepotrzebnymi „skokami w bok” np. odcinek z tą okularnicą), dających się lubić bohaterów, w miarę utrzymany równy poziom i fajny klimat (pseudo Ameryka, bo brała inspiracje z różnych krajów i zadatki filmu „drogi”). Już za sam odcinek z walką na pustyni należy się tej serii solidna ocena.
Taki solidniak anime akcji z elementami horroru.
A to jest jakieś nieporozumienie. Jeżeli manga faktycznie tak wygląda (a to raczej pewne bo skąd autorzy braliby pomysły), nawet jeśli została spłycona na potrzeby anime, to jest to coś co zupełnie mi się nie podoba. Tabuny kretyńskich postaci, zarówno tych dobrych jak i złych, idiotyczne moce (bohaterowie niby pokonują przeciwników sposobem, ale mało przekonująco), szarpana fabuła, wątpliwy humor. Cała ta wojna „niebian” miała być epicka a jest debilna. Wzięli „genialnego” stratega Taikobo, który wymyślił plan oparty o wysłanie „komandosa” za linie wroga, nie wiedząc w ogóle co go tam czeka. „Może się uda”. Swoja drogą czemu chcą atakować Bunchu, który prawdopodobnie i tak ich wszystkich rozniesie.
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że anime zepsuło mi dobre wrażenie o Soul Hunterze, bo pierwsza seria wydawała się poważniejsza, sensowniejsza i o wiele bardziej dramatyczna. Ta wersja to jakiś kabaret.
PS: I te BUTY…
Odc. 11
Tak jak ty uważam, że twórcy mają pomysł na te serię, żeby tylko tego nie sknocili.
Na pewno na plus klimat, spotęgowany fikcyjną lokacją która była takim eklektycznym wariantem na Włochy (choć oczywiście lokacja miała wiele innych wpływów, biorąc jeszcze sporo ze Stanów Zjednoczonych, Japonii, Wlk. Brytanii czy choćby Indii). Wyszła ona intrygująco, może tylko niepotrzebnie owo fikcyjne państwo Cremony umiejscowili w realnym świecie i to jeszcze najwyraźniej gdzieś w Azji, co mi raczej nie pasowało do konceptu.
Czy wątki „magiczne” były potrzebne? Niekoniecznie, ale moim zdaniem dodały serii tajemniczości, swoistej intrygującej płaszczyzny. Oczywiście tajemnica ostatecznie okazała się być bez jakiegoś większego polotu, ale wydaje mi się, że zwykły kryminał byłby za mało wyrazisty bez tych fantastycznych elementów. Fabuła trochę cierpi na tym, że zawsze gdy tworzy się serię o geniuszach i ich pojedynkach to człowiek oczekuje nie wiadomo jakich zwrotów akcji. Twórcy niepotrzebnie tworzą w widzach duże oczekiwania skoro chcą przedstawić nomen omen w miarę prostą historię.
Wspomnę jeszcze raz o klimacie, bo to on de facto zbudował te serię. Jest to jedno z bardziej klimatycznych dzieł jakie ostatnio widziałem, podobają mi się takie miksy stylów. Grafika oczywiście też najwyższych lotów, pełna detali i pięknie animowana. A Lily była po prostu śliczna, to jedna z ładniej narysowanych postaci jakie ostatnio widziałem w anime, ale to oczywiście osobiste odczucia :P
Ostatecznie myślę, że wśród sporej grupy widzów seria traci tym, że chce być zbyt wieloma rzeczami na raz, a nie jest w żadnej wybitna (no może poza warstwą artystyczną). Może Netflix postawił na serię która zainteresuje większą grupę potencjalnych widzów, pokaże taki swoisty „sizzle reel” anime (bo było tu sporo różnych gatunków)? Może jeśli projekt okaże się sukcesem, będą pompować w anime więcej? Co ja gadam, oczywiście że będą, to żyła złota. Tak, obawy oczywiście są, ale pamiętajcie, że większe zyski to większe zaufanie do twórców i szansa na wymarzoną perełkę, która zwali wszystkich z nóg…