x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Obejrzenie tego spin‑off nie będzie straconym czasem, ale moim zdaniem był to niepotrzebny „przystanek” w powstawaniu 3 serii Konosuby, której to produkcja trwa już zdecydowanie za długo.
Ale w najnowszym odcinku scenarzystów poniosło i jest to dla mnie taka sama krytyka jak dla jednego z odcinków bardzo popularnego ostatnio serialu amerykańskiego – piękne, tylko co to wnosi do fabuły?
A jako że krytyka narzekania jest wycelowana we mnie to się bronię – mi nie przeszkadza tempo ani Thorfinn‑pacyfista. Owszem wkurza mnie pomiatanie bohaterem który kiedyś wymiatał, ale jest to nagradzane w takich momentach jak ten z Wężem. Póki co konwencja „wiejskiego życia” mi się podoba bo jest fajnie napisana + mamy osobne wątki Kanuta i nie ma co narzekać (mamy politykę, bitki i intrygi). Są Wikingowie w serialu o Wikingach + fajnie pokazana epoka. Ale nie cierpię gdy 3/4 odcinka zajmuje historia kolesia, który jest kliknij: ukryte mężem babki która prawdopodobnie skończy z Einarem i już nigdy nie pojawi się w historii, może we flashbackach. Może ta historia jest istotna z punktu widzenia „rozwoju którejś postaci”, ale dało się ją opowiedzieć w 3 minuty i nie zajmować czasu antenowego na to co jest faktycznie istotne dla fabuły – kliknij: ukryte jak to ma niby wpływać na rozwój Thorfinna czy Einara skoro nawet tej historii nie znają? Nie, tutaj po prostu scenarzystów poniosło.
Wstępniak z ukazaniem wszystkich Upper Rank‑ów wyborny, Ufotable podnosi poprzeczkę z grafiką z każdym kolejnym sezonem, widać że że DS to ich sztandarowy produkt. Momentami aż ciary przechodzą.
Dalej mamy standardowe wygłupy Tanjiro i spółki oraz ukazanie już samej wioski, łącznie z „wejściem”
Muzyka i klimat na najwyższym poziomie. Muszę przyznać, że z czasem polubiłem i Zenitsu i Inosuke, ale chyba przyda się odpoczynek od nich bo nie zanosi się że pojawią się jeszcze w tym arcu. Bardzo fajne intro i potwierdzenie że Man with a Mission robi chyba obecnie jedne z lepszych kawałków do OP anime (a przynajmniej bardzo charakterystyczne).
Czekam na więcej i mam nadzieję że dostaniemy tak mistrzowskio zanimowane walki jak w porzednim sezonie.
Re: Wspaniały klimat
Re: Nudne, niestety
Ale fakt, to co jest atutem serii (że jest w starym stylu), potrafi być jednocześnie jej wadą. W Bastarda nigdy się aż tak nie zagłębiałem więc mogę się mylić, ale wydaje się że seria cierpi na to co wiele wiele innych spod znaku mangi/anime – po wyczerpaniu się pierwotnej koncepcji mamy już trochę ciągniecie fabuły na siłę (póki autora cisnęli wydawcy :P). Ja generalnie z seansu jestem zadowolony, klimat i humor są dokładnie takie jakie spodziewałem się po czymś takim, a momentami aż dziw bierze że tyle motywów przeszło przez cenzurę Netflixa, bo powiedzieć że są „archaiczne” w dzisiejszych realiach to delikatne stwierdzenie :D
Minusowe punkty za małą ilość Johna (jedna historia mu poświęcona to stanowczo za mało)! Próba na koniec sezonu was nie uratuje twórcy.
Nu.
I Fel.
I Sui.
I Fel!!!
Mam nadzieje na sezon 2.
Dla fanów serii z tzw „epoki” w stylu Kenshina, Revengers to bardzo dobra pozycja.
Ale Matulu Vash to tak żałosny protagonista, że aż żeby zgrzytają. Nie dość że koleś faktycznie jest bezsilny to jeszcze każdy po koleii po nim jedzie i mu to uświadamia. Twórcy to jacyś masochiści?
Z serialu z lat 90‑tych pamiętam że Vash był pacyfistą i był wkurzający (robił z siebie błazna), ale jak trzeba było to potrafił się zachować, no i seria to był taki bardziej Western a nie depresyjne filozofowanie.
Szkoda że protag jest takim wielkim minusem, bo tak było by bardzo dobrze.
Zaczęło się jako standardowe anime przygodowe gdzie punktem zaczepienia były „postacie po przejściach” i stworzenie przez nich drużyny (a w tle gdzieś motyw że uratują świat?), ale myślałem że będzie to klasyczne fantasy. Momentami mamy jednak totalnie poboczne wątki (np. cały wątek z tygryso‑ludziem), a historie które mają potencjał (np. ta „kleryka”) są niechlujnie prowadzone. Jedne są banalne i nie bardzo uzasadniają motywacje bohaterów, a inne poważne. Idąc dalej w jednej chwili mamy wątek „żywych artefaktów” i „dungeon crawling”, za chwilę atak na kasyno czy wątek idolki. Tak jak poprzednicy wspomnieli tę motywy współczesne totalnie zbijają z tropu co do świata przedstawionego. A historia z porywaczem dzieci jak na tak poważny temat wydaje być się bardzo lekceważąco podchodzić do niego ( kliknij: ukryte dzieci giną a bohaterowie oglądają sobie zwłoki jakby to był eksponat a cała sprawa jakąś grą w łapanego). Całość sprawia wrażenie, że autor miał kilka pomysłów które upchnął w jeden niezbyt spójny ciąg historii.
Niestety fatalnie też momentami spada jakość grafiki, a kadrowanie/zbliżenia na twarz żeby maksymalnie ograniczać animacje są nagminne.
Jedno trzeba SnK przyznać – jeżeli autorowi chodziło o oddanie beznadziei konfliktu i złej strony ludzkiej natury, to seria jest w tym dobra.
Generalnie w pierwszym dwu‑odcinku mamy to samo co mieliśmy już wcześniej czyli patos, dramatyzm i filozofowanie, ale jednocześnie fajne sceny akcji (samo „Rumbling” jest dosyć obrazowo przedstawione, trzeba przyznać że nieźle to animatorom wyszło). No i końcowa scena to już w ogóle wymiata. Tak jak wspominałem – ta seria jest najmocniejsza kiedy mamy czystą akcję ale teraz już powinno być z górki myślę.
Natomiast trochę mnie przeraziliście w komentarzach, że AoT ma taki, hmm, „fandom”. To co w dzisiejszych czasach dzieje się z niektórymi fandomami lub częścią osób za takich się uważających to masakra, social media to jednak zuo.
Zgadzam się z przedmówcami, że historia potoczyła się w dziwnym kierunku (o ile jeszcze atak na Marley był ciekawy to te wątki w Paradis to już był bezsens), z drugiej strony autor na pewno nie był przygotowany na taką popularność i pewnie musiał powymysląć pewne rzeczy na poczekaniu (a manga ma ohydną kreskę, kto by pomyślał że takie coś stanie się hitem, z drugiej strony mamy też coś takiego jak One Punch Man :D).
Ja tam oglądam dla „momentów” bo trzeba przyznać że kiedy jest akcja to się dzieje. Mnie Shingek też trochę przestał interesować po kilku pierwszych sezonach, ale dalej twierdze, że to solidniak. Właśnie zacząłem „ostatni ostatni ostatni” sezon i póki ma wszystko to co dobre i złe w tej serii w ostatnich latach.
To wciąż doskonała i klimatyczna seria.