x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Finish Him
A tak podsumowując: słaby „odprysk” Soul Eater'a, który wogóle nie miał klimatu pierwowzoru. Jako samostanowiąca seria może by przeszła (a czasu z serią mimo wszystko za zmarnowany nie uważam), ale przez sympatię do Soul Eater'a muszę się z Not!-em obejść surowo. Tak jak napisano przede mną, seria jest słaba sama w sobie.
4/10
Re: Boing and Soul
...naciągane 5/10
Re: Dla dzieci?
3/10
PS: W ostatnim odcinku rozbawiło mnie to, że główną tematyką cyklu Atelier jest alchemia, a i tak całą robotę odwałiła czarodziejka bez której by pewnie nie „pyknęli” final boss'a :D:D:D
Mogło być gorzej
Ale tak na serio. Nie wiem co myśleć o zakończeniu, ale zakładam, że drugiego sezonu nie będzie. Myśłałem, że twórcy kliknij: ukryte lekką rączką wyrżną pół obsady, ale jakimś cudem wskrzesili Kazumi, więc nie jest tak źle :/. Ogólnie seria mogła być gorsza, ale myślę, ze jedno słowo ją scharakteryzuje: „sieczka”. Jest to jedna z tych serii, które chyba służą jako promocja mangi (skądinąd dosyć słabej), więc za wiele nie było się co po niej spodziewać. Niemniej nie żałuje czasu z serią spędzonego, ale raczej nie polecę jej nikomu, bo jest za dużo lepszych serii, a za mało czasu, żeby je wszystkie obejrzeć :P
Re: Takie małe sprzeczności
A akurat co w tym konkretnym przypadku głupiego? Nie od dziś wiadomo, że człowiek człowiekowi wilkiem i w historii naszej cywilizacji jakieś durne niesnaski były powodem irracjonalnych zachowań, w których interes jednostki był ważniejszy niz dobro ogółu. Ale to tak tylko tytułem wtrącenia :P
Drugi sezon jak najbardziej
W serii najbardziej podobały mi się bohaterowie i klimat. Może nadużyje tego słowa, ale anime trochę mi nawet podchodziło pod dark fantasy (tyle że tutaj trochę za dużo było przekomarzania bohaterów). Same postacie fajne, niby zwyczajni najemnicy jakich już było wiele w różnych anime, ale jakoś wzbudzili we mnie dużą sympatię (zwłaszcza Toru). Chaika głupiutka i naiwna, ale intrygujaca ze względu na tajemniczość jej pochodzenia. Duży plus za Fredericę (nie za jej charakter, bo jest wnerwiający, ale za to jaką użyteczną „maskotką” drużyny jest). Tak jestem fanem kliknij: ukryte smoków i smokopodobnych
Sama seria pełna dynamicznych walk, ciekawych przeciwników a i scenariusz całkiem zgrabnie napisany (fajne pomysły, może nie jakieś odgrywcze, ale dobrze zrealizowane).
Serię mogę spokojnie polecić fanom trochę innej fantastyki, takiej bardziej mieszaniny magii i technologii w stylu Final Fantasy VII (?) niż tradycyjnej fantasy.
Zgrabna i wyróżniająca się seria, a w mój gust bardzo trafiła więc 9/10
MOAR!
10/10
Pewnie jestem zbyt subiektywny w mojej opinii o AoR (są serie, które łagodniej potraktowałem, a też były gniotami), ale tak jak mówię, AoR zadziałała na mnie jak płachta na byka, może dlatego, że za dużo sobie po niej obiecywałem.
A to jest po prostu szit najwyższych lotów. Powiem wulgarnie, ale cholewa, nawet przylizać się te nasze bohaterki nie potrafiły jak trzeba (a OP obiecywał coś więcej)...
2/10, bo jednak przez to przebrnąłem (prawie), a nie o każdej serii można tak powiedzieć…
Dla dzieci?
Sprawia wrażenie wręcz infantylnej. Albo jest skierowana do młodszego widza, albo twórcy mają inteligencję widzę za niską. Nie wiem jak wygląda gra która jest pierwowzorem anime, ale wydaje mi się, że nie jest tak prymitywna (w końcu seria Atelier skupia sie wokół alchemii, więc z założenia wątki alchemiczne są rozbudowane). Dlaczego prymitywna? Przykłady:
1. Alchemia – wmawia nam się przez całą serię, że to trudna sztuka, a polega na wrzuceniu do magicznego kotła wszystkiego w całości bez obróbki i zamieszania. Łał. Statek też dziwie łatwo zbudowali.
2. Nikt nie wie co jest w „Nieodkrytych Ruinach”, a wystarczyło spytać tego automatona…
3. Życie alchemika to ciężki kawałek chleba? Mam to wywnioskować po tym jak bohaterowie się opieprzają i cały czas uśmiechają? Swoją drogą patrząc na to jak wygląda praca w tej ich alchemicznej instytucji zaczynam się zastanawiać czy nie minąłem się z powołaniem :D
Zresztą wszystko co robią bohaterowie przychodzi im dziwnie łatwo, a wszelakie questy jakie wykonują zawsze kończą się happy‑endem. Seria próbuje wtrącic jakieś „dramatyczne” wydarzenia tu i tam (np. historia Logy‑ego), ale wychodzi to conajmniej naciąganie…
Niby czasem dobrze jest obejrzeć taką lekką serię, ale gdy raz po raz obraża się inteligencję widza, dana seria przestaje bawić…
Solidnie, ale bez szału...
Dostałem solidną choć przepełnioną fanserwisem serię, o której szybko zapomnę, ale na pewno nie nazwę czasu z nią spędzonego zmarnowanym.
Anime zostało całkiem zgrabnie zamknięte w tych dwunastu odcinkach na zasadzie „historia może z tego punktu iść dalej ale nie musi” (i zapewne nie pójdzie :P). Graficznie lepiej niż średnio, ale bez szału. Muzyka wyniosła, ale raczej taka typowa dla serii akcji.
Bohaterowie tradycyjni: praworządny, poświecający się dla wszystkich bohater, zadziorna i upierdliwa bohaterka‑partnerka, skrywająca emocje tsunedere‑księżniczka podkochująca się w bohaterze i tak dalej. Nothing to write home about…
Co do smoków, czyli jak dla mnie głównego smaczku tej serii, bez którego pewnie bym jej nawet nie ruszył, bo byłaby to zwykła seria pseudo‑fantasy o magicznej szkole: nie podobało mi się, że poza Eco i Navi smoki sprowadzone zostały do poziomu wierzchowców, które niby wykazują pewien stopień inteligencji, ale są raczej tłem dla bohaterów, a tego bardzo nie lubię. Ja lubię gdy smoki to te szlachetne (bądź nie), jednocześnie charyzmatyczne i potężne bestie o ponadprzeciętnej inteligencji (a'la Dragonheart (Ostatni Smok), seria Dragon Age, książki ze świata Dragonlance, czy smocze aspekty z uniwersum Warcrafta). Nie lubię motywu „smok – potwór do ubicia prze bohaterów” z wszelakich kanonów. No ale też trzeba przyznać, ze poświecono tu więcej niz zwykle w innych anime czasu antenowego smokom, a to już coś…
Swoją drogą sama idea szkoły „oficerskiej” dla smoków może by przeszła, gdyby nie to, że w 90% przypadków Japończycy robią zabieg „pod publikę” czyli tworzą coś na kształt zwykłej japońskiej szkoły (razem z wszelakimi wyjazdami integracyjnymi, spotkaniami po szkole i innym szajsem). Wiem, że to nic niezwykłego, natomiast nie bardzo mi to jakoś do tematyki smoków pasuje. Nie mogliby to japończycy wyjść poza schemat i zrobić coś bardziej fantasy a mniej szkolnego? Nie, bo pewnie by się to wtedy nie sprzedało, ech…
6/10
Re: Bosche...
I tyle w temacie…
Re: Bosche...
Nie spełnia się ani jako romans (to co w OP to tylko fanserwis?), seria akcji czy tam dramat (i co se jeszcze można tam wymyślić).
No i jeszcze ten motyw ze specjalną „mocą” klanu Haru, który już do reszty udowodnił mi jak durna to seria. Serio? Feromony? A co ma wogóle piernik to wiatraka? Ale naprawdę, było coś takiego? Bo jakby mi ta ładna pani w monitorku nie powiedziała to bym na to nie wpadł. Czegoś równie głupiego i naciąganego już dawno nie słyszałem.
Nawet nie wiem czemu to oglądam, powinieniem to już rzucić po dwóch piewrwszych odcinkach. Z perspektywy czasu dziwię się sobie, ale cały czas liczyłem na jakiś zwrot fabuły…
Ep 9
Jak już mówiłem w mało której serii tak fajnie pokazana jest więź miedzy rodzeństwem. Ja wiem, że jest to wszystko trochę naciągane, ale trzeba przyznać, że twórcom nie brakuje pomysłów.
Nie dość, że ta seria jest czymś zupełnie świeżym (przynajmniej z mojego punktu widzenia), to jeszcze angażuje człowieka emocjonalnie. Graficznie też mi bardzo odpowiada. A ilekroć widzę Jibril, to aż mam ochotę kupić/wydrukować jej plakat i powiesić w pokoju :P Jak widzę jej buźkę z tymi szkrzydło‑uszami to od razu miękne :D
Czego chcieć więcej od serii. No może trochę mniej fanserwisu, bo choć mi on tutaj akurat nie przeszkadza, to niestety zawsze takie elementy ujumją trochę danej serii…
Jeśli nie będzie drugiego sezonu tego anime, to ostatecznie stracę wiarę w owy naród i ich gusta…
Chociaż to na razie prognozy :P
Re: Mam wrażenie, że autorka recenzji oglądała inny film niż ja.
Rzut kostką d20 = 17. Banri dostaje ataku psychozy. Koko = 10. Rzut nieudany, -1 dla wszystkich statystyk do końca następnej tury. Linda = 18. Rzut na obronę udany, Linda dostaje +1 do wszystkich stats‑ów :P
Z tym dramatyzmem na siłę pewnie masz rację, ale ja zawsze próbuje patrzeć na Japonię i ich sztkę filmową/animacji trochę inaczej, bo w przypadku romansów czy dramatów psychologicznych chyba bym się załamał…
Re: Mam wrażenie, że autorka recenzji oglądała inny film niż ja.
Ale to tak tytułem uzupełnienia.
Zgodzić się natomiast muszę z moim poprzednikiem w pewnej kwestii. Po obejrzeniu „Golden Time” wziąłem się za Toradora! i po trzecim odcinku… jestem srogo zawiedziony. Gdzie te realistyczne postacie? Przecież bohaterowie Toradora! zachowują się jak typowe postaci w komediach romantycznych: wręcz jak dzieci. Taiga drze się jak debilka, bije głównego bohatera, nie okazuje żadnej wdzięczności za gościnę itp. Tak nie zachowują się normalni ludzie, nawet jeśli mają tam jakiś problem ze sobą. Bohater z koleii robi głupie miny, daje sobą pomiatać itd. Typowe. Ta bohaterka w której się podkochuje to typowa do bólu, wręcz do zarzygania, słodka optymistka (nawet jeśli skrywa się po tym n różnych podtekstów itd. bla bla). Przecież to są dokładnie takie zachowania jakie widzę w każdym szeregowym romansidlastym anime! Nie tego się spodziewałem. Nawet jeśli bohaterowie GT nie do końca są dopracowani to i tak zachowują o niebo bardziej normalnie niż te z Tora. Tak jak wcześniej mówiłem, dla każdej z postaci z GT mógłbym znaleźć pewną analogię do osób które poznałem w moim życiu. W Tora tego nie ma.
No nic, będą dalej to ogłądał, może się jeszcze rozkręci. Ale póki co sromotnie się zawiodłem na tym całym wychwalaniu pod niebiosa Toradora! (i w tym momencie jestem naprawdę zdziwiony takim aż besztaniem GT)...
Eee, bez przesady...
Autorka po prostu zawiodła się na tym konrektnym anime, bo patrzyła przez pryzmat Toradora! (co sama zreszta podkreśla).
Myślę, że powinna trochę spokojniej podejść do recenzowania tej serii, a nie wylewać aż tyle pomyj.
Fakt bohaterowie mają swoje dziwactwa (np. bohater to straszny mazgaj, no ale wam też by odbijało gdyby nawiedzał was duch „poprzedniego ja”. Tak jak on mają chyba mniej więcej ludzie chorzy na rozdwojenie jaźni). Ale znam parę osób, które zachowują się podobnie jak niektórzy bohaterowie, dlatego też moge powiedzieć, że postacie są całkiem realistyczne.
Ja czerpałem przyjemność z ogladania serii i raz jeszcze powtarzam, że na mój gust autorka trochę za bardzo „zjechała” Golden Time. Z drugiej jednak strony, nie oglądałem za dużo „realistycznych romansów”, więc moja skala porównawcza też moze być niekompletna. CHyba obejrze sobie to Toradora!
Re: Co!?
Re: OMG!!
Dla mnie jest już inni mocny kandydat na anime roku, ale Chaika też jest smakowita.
PS: Niektórych to może i śmieszy, ale „samochodowe” imię Koenigsegg dla maga brzmi zaskakująco dobrze (a nie wszyscy tę markę też kojarzą)...
Co!?
Ekhm. Odcinek 7 zarąbisty. Te krótkie retro z Werebeastami i starożytnymi wojnami były zajefajne. Aż szkoda, że raczej nie uświadczymy takiej epickośći w „aktulalnej” linii fabularnej, chociaż kto wie? NGNL już nie raz mnie zaskoczyło swoim rozmachem…
PS: Tajemniczy klucz poprzedniego króla? Sora: „Oczywiście to klucz do jego skrytki na świerszczyki!”... bezcenne :D
Re: Coraz biedniejsze...
Nie wiadomo co gorsze: prosta jak budowa cepa i schematyczna seria akcji, czy seria akcji oparta na pseudo‑naukowym (oczywiście nie chodzi mi tu o prawdziwą naukę) bełkocie i aspirująca do bycia czymś ambitniejszym. Po kilku odcinkach CE zastanawiam się czy nie to pierwsze. A szkoda, bo seria ma troche potencjału, a już na pewno jest ładna graficznie…
Swoja drogą, ja wiem, że muszą być fajerwerki, ale tak idiotycznej (i powtarzanej oczywiście każdorazowo) sekwencji startowej „głównego” mecha już dawno nie widziałem (a ciekawe jak go rozkładają z powrotem).
Przerost formy nad treścią i tak już pewnie pozostanie do końca…
Bosche...
Ta seria leży w każdym aspekcie. W związku z debilną naturą Haru nie mamy tu dramatu psychologicznego. Żeby chociaż ta dziewczyna udawała, że jej życie jest zagrożone i okazywała jakiś strach. Tokaku jest taką „obrończynią”, że w całej serii może z raz miała wpływ na przeżycie Haru, tak jej pilnuje, że już dawno by wąchała kwiatki od spodu gdyby nie miała szczęścia (badź jej zabójczynie nie były takie „profesjonalne inaczej”). Ta seria miała jakiś tam potencjał, gdyby nie była tak straszliwie naciągana (choć juz sam pomysł od początku wydawał mi się kretyński – wszyscy wiedzą kto jest ofiarą, ofiara wie, że wszyscy są jej wrogami i nikt z tym faktem nic nie robi). Dociągne anime do końca, bo po siedmiu odcinkach już nie wypada porzucać serii, ale naprawdę, dawno już nie widziałem takiego gniotu…