x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Deja vu?
Ale to… dobrze! Bo przynajmniej już całkiem wcześnie wychodzi, że to jednak nie kliknij: ukryte haremówka (hehe, nawet siostrunia to chyba „zrozumiała” sądząc po scenie z Alice, a serie nawet trzymają poziom. Obie to miłe zaskoczenie, solidne serie akcji z wątkami romantycznymi i całkiem efektownymi walkami (końcowka tej z Cavalry odc 4 była wizualnie zarąbczasta), ale na tę chwilę chyba bardziej skłaniam się w stronę Cavalry, bo jest chyba zdeczka mniej kliszowe (ale tylko troszeczkę mniej :P).
Tak na marginesie dla zasady obie serie oglądam zawsze jedna po drugiej i tak już zostanie chyba do końca :)
A powiedz mi, może wiesz: będzie tu motyw jak z Hakuoro z pierwszej serii: kliknij: ukryte że Haku to tak naprawdę bóg czy coś w tym stylu?
Natomiast muszę przyznać, że to i Cavalry (wrzucam do jednego wora jako że są to klony) trzymają pewien poziom, który według mnie wyróżnia je od sterty haremowych miernot (nawet nie wiem czy te serie wogóle są haremówkami, bo akurat „mięta” bohaterów i ich różowych księżniczek w obu przypadkach klaruje się dosyć szybko…). Jak na tego typu serie to są to animce całkiem ciekawe.
Re: tcinek 3
Ej Panie co mi jedziesz po nazwisku? ;P
Natomiast tak z innej beczki bardzo mnie zaskoczyła postać tego generała. kliknij: ukryte Myślałem, że tą postacią w masce będzie nasz bohater, a wychodzi na to iż będzie mu pewnie sobowtórował/zastępował. Zastanawiałem się co niby sprawi, że nasz bohater o tej osobowości „lekkoducha” nagle stanie się taki poważny, a tu takie zaskoczenie :)
tcinek 3
I może to pierdołka, ale dawno już nie widziałem tak „normalnej” reakcji bohatera na goliznę. Żadnego pokładania się, lania po pyskach itd tylko zwykłe: „No… teraz widzę i co z tego?”.
PS: Przepiękny ten Ending…
Tak wiem, nie grafika jest najważniejsza w tego typu seriach, a trzeba przyznać że fabuła dalej mnie ciekawi, ale tak jak chwaliłem pierwszy odcinek za „pełnometrażówkową” grafikę, tak teraz miałem wrażenie, że jeszcze zobaczymy oficjalne przeprosiny od twórców i reedycję odcinka…
Słabo.
Re: ktoś mógłby opitolić absurdalną grzywkę Orgi
Seria zapowiada sie naprawdę dobrze. Po ostatnim Gundamowym niewypale (nie jestem jakimś fanem, ale zawsze lubię spojrzeć na serie z tej franczyzy) tutaj może być solidny dramat. Niby dzieci wojny to taka klisza, ale tutaj mamy przynajmniej fajny klimacik…
...nie…
Co za gniot, nie spodziewałem się aż takiej beznadzieji. Omijać, nie tykać nawet kijem… może samo zdechnie?
1. W obu seriach mamy różowowłosą księżniczkę walczącą ogniem.
2. Bohatera‑geniusza walczącego mieczem.
3. W obu mamy scenę z bieganiem porannym.
4. Chryste, nawet postaci drugoplanowe wydały mi się podobne (siostrzyczka/kumpela z dzieciństwa).
A to tylko kilka z podobieństw, nawet chara‑design wydaje mi się podobny…
Naprawdę, czy to jest jakiś rodzaj zakładu? O to kto zrobi „lepszą” haremówkę o takich samych danych wejściowych?
Niektórzy powiedzą, że dobra seria obroni się sama i że nawet jeśli z założenia to kontynuacja, to jeśli sama w sobie jest dobra to fakt bycia sequelem nie powinien wpływać na jej odbiór. A no właśnie u mnie wpływa, bo dla mnie seria jako kontynacja nie spełnia swojej roli. Owszem, gdybym oceniał serię samą w sobie zapewne ocena byłaby wyższa, ale jak juz wspomniałem wcześniej (choć moja opinia od czasu pierwszego odcinka trochę się zmieniła), seria nie jest dobrym sequelem. Dlatego, że Gatchamani zostali tu wykorzystani jako „wymówka” do przestawienia autorskiej wizji/opinii/refleksji twórców. Problem polega na tym, że zamiast Gatchamanów równie dobrze mogli to być Super Sentai itd. Mamy tu po prostu mechanizm wykorzystania motywu superbohaterów jako wymówki do zmierzenia się z problemami dzisiejszego społeczeństwa (vel Batmanowska trylogia Nolana). Dla jednych jest to ok, ale dla fana „komiksowych” superbohaterów takiego jak ja nie jest (mimo, że komiksy też poruszają kwestie psychologiczne/społeczne). Nie, nie chodzi mi o to, że preferuję popkorniasty kicz ponad porządną refleksję, ale czasem po prostu szukam czystej rozrywki a nie „depresji” (człowiek ma ją na co dzień oglądając wiadomości). Pierwszy Gatchaman miał bardzo ciekawego antagonistę z którym walkę uświetniały wszelakie rozterki (i barwność!) głównych bohaterów. W sequelu 3/4 z ekipy Gatchamanów stanowi tło…
No i właśnie tu dochodzimy do pewnej konkluzji. Czy „franczyza” Gatchamana była potrzebna temu konkretnemu „Insight”? Pewnie tak, bo inaczej nie przyciągnęłaby tylu widzów. Ale w efekcie sami Gatchamani zostali zepchnięci na dalszy plan. Mamy tu „walkę” ideologii, a nie superbohaterów. Gatchamani nie walczą tu ze „złem” ale ze „zjawiskiem” (czy jak kto woli „atmosferą”). Formuła jak najbardziej interesująca, potrzebna i w serii świetnie poprowadzona, ale raz jeszcze powiem: dla mnie to nie „to”, to nie jest dobry sequel…
Po pierwsze ta seria wydaje się nie mieć klimatu pierwszej. W tamtej, choć było trochę komizmu, klimat był jednak mroczniejszy, bardziej przytłaczający. Podchorzący pod dark fantasy. Może to kwestia lokalizacji akcji? Valiante wzorowane na Europie miało bardziej oryginalny klimat niż n‑ta opowieść dziejąca się w Japonii. Pozatym tutaj widzę trochę za dużo błaznowania, mniej powagi. Postacie nie przypadły mi do gustu: przemądrzała i arogancka niewiasta, bezbarwny główny bohater i jakiś irytujący bachor. Ponadto, o ile w poprzedniczce miały sens, tutaj te hiszpańskie rytmy średnio mi pasują, ale być może jest to nawiązanie do pierwszej serii, bo nawet głosy Zaruby czy Garum się pojawiają.
Ech, naprawdę ciężko wyrokować, ale póki co seria nie zrobiła na mnie wrażenia. I postacie jakieś mało ciekawe na pierwszy rzut oka i jakoś tak nie czuje „mocy”. Pod koniec pojawia się główny zły, który daje nadzieję, iż może być ciekawie. Ale Mendozę z pierwszej serii (i jego głos!) ciężko będzie pobić…
PS: Mocno krytykowana zbroja z pierwszej serii, choć mi wizualnie wydaje mi się gorsza, tutaj jest bardziej stonowana więc może uniknie takiej jak tamta krytyki…
Nie przepadam za kryminałami, ale temu dam szansę, bo wyglada to przednio. Pomijając dopracowaną, płynną i pełną detali grafikę (niczym w pełnometrażówce) ma to to ciekawy klimat. Nawet CGI stoi na wysokim poziomie. I wreszcie dostajemy „poważną”, wręcz filmową serię. Co prawda pierwszy odcinek to głównie smalltalk, ale jak moja poprzedniczka zauważyła, coś tutaj widza wciąga tak, że chce więcej.
Tak na marginesie seria jest opatrzona jednym z najciekawszych koncepcyjnie i graficznie OP jakie dane mi było zobaczyć, chyba nawet od kiedy oglądam anime. ED też niepowtarzalny…
Był potencjał na serię wybitną, a wyszła seria dobra lub nawet bardzo dobra o świetnym klimacie (choć momentami zbyt błazeniarska), ale specyficzna, wymagająca pewnego podejścia i dystansu. Zwariowana, pełna akcji i 180‑cio stopniowych zmian nastroju (niczym przesławny Cowboy Bebop i nie nie porównuje tych dwóch serii, choć mi osobiście ten sposób prowadzenia serii z „kowbojem” akurat się kojarzy). Na pewno nie pomogła jej też ta niesławna „obsuwa” ostatniego odcinka na której lepiej wyjdzie widz, który dopiero zabierze się za serię i „połknie” ją w całości.
Polecam, bo uważam, że warto zobaczyć ten swego rodzaju miks japońskiej animacji i amerykańskiej kultury, bo nawet jeśli się nie spodoba, to przynajmniej zobaczy się coś niepowtarzalnego, nawet jak na standardy anime.
Ciekawe, stylowe anime o superbohaterach i ich relacjach z „normalsami”. Niby już tego było w pieruny, ale z racji trochę innej „pastelowej” grafiki i dynamiki akurat ta seria zapowiada się ciekawie. Po pierwszym odcinku wrażenia pozytywne, choć jak to zwykle bywa jesteśmy bombardowani informacjami, które powoli będziemy musieli w następnych odcinkach poskładać do kupy…
PS: Dla ciekawych intro z gry: [link]. Nie dość że ładne, to można jeszcze podejrzeć trochę czego się będzie można spodziewać. Mam tylko nadzieję, że anime to nie jest „luźna adaptacja”, albo tzw. wymówka do stworzenia jakiegoś głupkowatego spin‑off'u.
Fajnie, że seria nie jest ocenzurowana. Zapowiada się przednia zabawa i odmóżdżacz najwyższej próby :P
PS: Spoko ED.
Zwykle już z samych zapowiedzi można wyczytać czym dane anime będzie. A skoro wiemy czego się spodziewać, dana rzecz od tego momentu może jedynie pozytywnie zaskoczyć. Tutaj cudów się nie spodziewam, ale już sam fakt, że chce jeszcze spojrzeć na drugi odcinek o czymś świadczy…