x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Odc. 11
Przytrafiło mu się coś co by chciało wielu facetów (chociaż na chwilę :P) a on nic… Ech, beznadziejny przypadek.
A tak na marginesie prędkość z jaką zostają pokonani kolejni Elemelianie zaczyna być irytująca (dobrze, że to już przedostatni odcinek). „Potwór tygodnia” nabiera tu nowego znaczenia.
PS: Worm Guildy miał świetny głos :D
Re: Po 12 odcinku
Rozumiem jednak, że zrobiono to dla potrzeb fabuły, a takie historie zawsze łapią za emocje…
Kazuki jest „doskonały” bo myślę, że jednak bohterkami serii są te dziewczyny i ich historie, a on służy za takie remedium i spoiwo zarazem. Przeto musi mieć wachlarz różnych umiejetności (psycholog, wojownik, specjalista od spraw sercowych, „onii‑san” itd) żeby rozwiązywać ich, nieraz dosyć skomplikowane, problemy.
Re: Odcinek 12
Rozumiem wasze rozżalenie ale dawać z tego powodu 1/10?
Ja to widzę tak: to Leon dał p*py niestety. Nie mówię, że jestem fanem Alfonsa, ale przez ten odcinek Leon wiele stracił w moich oczach. Rozumiem, że był całe życie wkurzony, bo mu spalili na stosie matkę, ale dał ciała na całej linii. Pozwolił zmanipulować się Mendozie, bo całe życie był emo, a jego ojciec, choc nie nazwę go wzorowym rodzicem, chciał go zapewne nauczyć trochę dystansu do życia (stąd ten jego „bawidamski” charakter, a pamiętajcie, że gościu też swoje przeżył). To by mu na pewno pomogło. No cóż, nie udało się, za co pewnie ojciec się teraz obwinia. Ale myślę, że dobrze postąpił. Jeśli Leon sam się nie podniesie, to nikt mu nie pomoże…
Z tym Alfonso to też nie jest zaraz znowu tak, że jest taki „uber”. Sam przecież pod koniec koniec przyznał, że gdyby nie poświęcenie matki, to on mógł być ofiarą manipulacji Mendozy (przynajmniej tak można wydedukować z jego wypowiedzi). Ale Alfonso był po prostu bardziej zdeterminowany. Fajnie to pokazali: Leon, Makai Knight ze skazą (stąd jego pęknięta zbroja) szukający „siebie” i właściwie nie wiedzący czego chce (czy zbroja to przekleństwo czy dar?) i Alfonso, pełen determinacji książe chcący bronić swojego królestwa. Ponadto myślę, że jak ktoś kliknij: ukryte nauczy sie już zakładać jedną zbroję, to zakładanie innych nie jest trudne (oczywiście dana zbroja musi „wyrazić chęć współpracy”).
Tutaj muszę jeszcze dodać dwie rzeczy, które mi się spodobały. Jedna ogólna, czyli postać Mendozy: naprawdę ciekawy antagonista, a jego głos po prostu wymiatał. Ciekawe kliknij: ukryte czy jeszcze o nim usłyszymy?. A druga to „zmutowana” zbroja Leona: zarąbisty design :D I ciekawe czy tylko ja odniosłem wrażenie, że tym motywem nawiązali do niekontrolowanej przemiany w wilkołaka?(O! Nawet był księżyc w pełni!). Bo koniec końców wilki są jednym z przewodnich motywów serii :P
Ogólnie ten odcinek wywołał u mnie sporo emocji. Spodziewałem się zwykłej rozwałki, a dostaliśmy naprawdę dramatyczny zwrot akcji. Ta seria nie przestaje zaskakiwać i z niecierpliwością bedę oczekiwał następnych odcinków.
Konec
Re: Było i ni ma...
kliknij: ukryte Anime zaczyna odbiegać od mangi od momentu misji zabicia tego przywódcy sekty – Boricka. W anime jego śmierć jest mało widowiskowa, w mandze żyje trochę dłuzej (udaje mu się uciec), a walka z Esdeath w której ginie m.in. Susanoo dzieje się bezpośrednio w czasie trwania tej misji. Esdeath bardziej dokopuje naszym bohaterom niż w anime. Po drodze mamy jeszcze wątek historii Najendy, kiedy służyła w armii. No i wątek miłosnych relacji między Tatsumim i Mine jest bardziej nakreślony. Później mamy cały krótki arc pt. Wild Hunt, grupy Shury (syn ministra), czyli ekipy do zadań specjalnych (głównie tępienia rebeliantów i gnębienia społeczeństwa), którzy nie są bandą zakapturzonych statystów jak w anime tylko gości z Imperial Arms. Mamy tu ciekawy zwrot akcji, bo przeciwko nim staje Jaeger Run, który ma zatargi z jednym z członków WH. Póżniej mamy też całą serię pojedynków z WH, do akcji wkracza Night Raid. Run dokonuje zemsty , ale ginie, a Kurome w przypływie skrzywionej „sympatii” (od dłuższego czasu jest na dragach) wskrzesza go i dodaje do swojej „kolekcji”. Zresztą po drodze w okrutny sposób WH zabijają rodzinę Bolsa (w anime żyja i nawet pomagaja w odbudowie Stolicy), co rozwściecza Jegersów, głównie Wave'a który zaczyna kwestionować sens służenia Imperium. Wave wściekły na Wild Hunt i idee tej formacji wyzwywa na pojdynek Shurę i wygrywa (nie na śmierć, ale po krwawej walce Shura zostaje ośmieszony). Dalej mamy misję infiltracji Stolicy tak jak w anime. Esdeath odkrywa, że Tatsumi należy do Night Raid i wraz z Budo pokonuje go, a Lubbocka pokonuje bodaj Shura. Po złapaniu Esdeath bierze „pod opiekę” Tatsumiego, a Lubbock zostaje poddany torturom. Lubbockowi dzięki podstępowi udaje się zbiec, zabiaja Shurę, ale niestety ginie z rąk jednego z żyjących jeszcze członków Wild Hunt. Cała misja infiltracji stolicy jest wg mnie bardziej dramatyczna w mandze niż w anime. Dalej mamy akcję z egzekucją Tatsumiego, przybywa Night Raid, do akcji wkracza Mine i zaczyna się widowiskowy pojedynek z Esdeath (walka dwóch „miłości Tatsumiego :P) a Tatsumi, żeby pokonać Esdeath dostaje upgrade'u (a raczej Incursio ewoluuje, w końcu jest zrobiony z Danger Beast'a), który w mandze wygląda lepiej niż w anime. Na koniec do akcji wkracza jeszcze Budo. Na tym na razie manga się kończy… Sorka jeśli coś pomieszałem, ale też tak do końca nie pamiętam.
Tak więc w anime tracimy w kwestii budowy postaci kliknij: ukryte np. związek Tatsumiego z Mine i zostaje wyciętych kilka postaci i motywów z nimi związanych, a sama akcja z „Final Bossem” w mandze nie istnieje i prawdopodobnie się nie zdarzy (lub będzie w innej formie).
Re: Spory spadek
Za późno :P
Podpisuje się pod twoją recenzją. „Dwójka” miała przebłyski, był nawet odcinek który na chwilę przywrócił mi wiarę w tę serię, ale było to tylko chwilowe, a później było już tylko gorzej. Gore mi nie przeszkadza, ale o ile w pierwszej serii miał on sens (był szokujący, ale w wyrafinowany sposób, no, jesli oczywiście o gore można tak powiedzieć :]), a w dwójce służył tylko jako element „ubarwiający”, niepotrzebna rzeźnia. Było też parę ciekawszych pomysłów, ale w ostatecznym rozrachunku to za mało niestety…
Psycho‑Pass było serią, w której każdy bohater mniej lub bardziej coś do ogółu wnosił i był do polubienia. W dwójce serwują nam albo postacie bezbarwne, albo wybitnie irytujące (niczym w jakimś kiepskim slice of life, coś czego po tej serii się nigdy nie spodziewałem), mam tu głównie na myśli Mikę.
Grafika też wydaje mi się gorsza, ale tu być może bardziej chodzi o klimat, bo w pierwszej serii był mocną stroną anime, a w dwójce nie ma go wogóle.
Muzyka klasyczna jest puszczana gdy na ekranie dzieją się groteskowe sceny, często już taki zabieg widziałem w anime czy filmach. Fajne, ale rzekłbym, że mało oryginalne.
Przyznam, że trochę „zawaliłem”, bo nie pamiętałem wątków z pierwszej serii, a „remake‑u” nie oglądałem, a mogłem tym sobie Pass‑a „odświeżyć”. I prawda jest taka, że utrudniło mi to odbiór drugiego sezonu, bo momentami wogóle nie wiedziałem o co chodzi, bo po prostu nie pamiętałem. Trochę wstyd, zwłaszcza że pierwszy PP bardzo wysoko oceniałem. Ale oglądam za dużo rzeczy, żeby móc recytować scenariusze każdego obejrzanego „show”.
Podtrzymuje opinię. Dwójka była serią kompletnie niepotrzebną, zepsuła mocno pozytywne wrażenie po pierwszej serii.
Dlatego też do filmu kinowego będę podchodził z rezerwą, bo wydaje mi się, że za bardzo już rozmieniają się na drobne, a to serii na dobre nie wychodzi…
Pozatym nawet zgrabnie pokazane relacje między poszczególnymi członkami oddziału. Główni bohaterowie tumany (co zresztą reszta bohaterów co chwila podkreślała :P), ale inne postacie np. Samonji czy Cayenne, lub ten przełożony Jamie były interesujące. Przedstawinie rozgrywek między różnymi frakcjami i interesami też niczego sobie.
Argevollen bywało momentami nudnawe i należy do kategorii tych anime przy których wypieków na twarzy nie uświadczymy, ale nie można jej nazwać serią byle jaką, bo twórcy odrobili lekcje.
Jak dla mnie 7/10
Re: 11
No właśnie…
No cóż, jakoś musieli wybrnąć z tego potencjalnego trójkąta… chociaż kto wie jakie Naotsugu ma preferencje :P
Ta „sposób mówienia” w kraju gdzie na porządku dziennym jest podkładanie męskim postaciom głosu przez kobiety seiyuu i vice versa…
Choć jeśli chodzi o „normalne” zachowania rozwalił mnie odcinek 11. No fajnie z ta ekipa gości wygoniła sobie z klubu kilka kawaii lasek. Chyba jacyś nie teges, jeśli wiecie o czym mówię :]
No i zrobiło się trochę zbyt haremowo. Ja wiem, że Kakei to naprawdę sympatyczny gościu, ale nasze bohaterki chyba zaczynają już trochę przesadzać z tymi zalotami (nawiązuje tu m. in. do sceny z przebraniami)...
PS: Tak dla sprostowania, miedzy Kakeiem a Shirasaki nie doszło chyba do jakiegoś kliknij: ukryte zbliżenia? Shiriasaki wzięła chyba tylko prysznic z racji tego, że zmokła co nie? Bo od czasu SoA trochę się stałem podejrzliwy :P
Aczkolwiek ostatnio, z racji ograniczonego przez obowiązki czasu, jestem dosyć restrykcyjny i przeprowadzam ostrzejsze selekcje anime :P
Było i ni ma...
„Final Boss” z końca był żałosny (twórcy poszli po najcieńszej linii oporu), „Nakama Power” i te sprawy, kliknij: ukryte a prawie wszystkich bohaterów zabito ot tak. Zepsuto trochę mroczniejszy niż zwykle w tego typu anime klimat na rzecz tradycyjnej rozwłaki i „dajmy z siebie wszystko!”. Niestety tak się kończy przygoda, gdy ktoś na 3‑4 odcinki przed zamknięciem stwierdza, że jednak serii nie opłacało się robić i trzeba ja domknąć wymyślonym naprędce zakończeniem. No cóż, wyników sprzedaży zwykle nie przewidzisz, bo sądząc po wierności względem materiału źródłowego, AgK nie planowano kończyć po 24 odcinkach. Jedyny „pozytyw” tej końcówki to kliknij: ukryte walka Esdeath i Akame. Rzecz zrobiona na siłę z racji fabularnych decyzji twórców, ale przynajmniej była dosyć widowiskowo ukazana (czyli jednak mieli jeszcze trochę budżetu?).
AgK była swego czasu jedną z niewielu serii w sezonie, na której odcinki w każdym tygodniu czekałem ze zniecierpliwieniem. Ocena byłaby wyższa, ale decyzje podjęte przez twórców zniszczyły moje wrażenia z seansu. Ostatecznie bedę wyrozumiały i dam naciągane 7/10 (tytułem dopełnienia formalności :P).
Incest i to z błogosławieństwem koleżanek! Może niech stworzą trójkącik albo czworokącik?
No i jeszcze teraz okazuje się, że kliknij: ukryte nasze bohaterki i inne niewinne dziwczynki gnębi nienawistny duch, który swoją potężna mocą niewoli je i zamyka w kieszonkowych wymiarach! Bo poczuł(a) się sfrustrowany(a), że musiał(a) grać sam(a) ze sobą w karciankę! Cholera kobieto, słyszałaś o internecie?. Gdzie byli rodzice ja się pytam!
Kurde jestem na detoksie już tyle czasu, ale faza mi się chyba jeszcze nie skończyła…
PS: Zastanwia mnie jedynie, dlaczego autor tu i tam powpychał kobiece piersi (i nie mówię tu o nagości głównej bohaterki)? Wyglądało to momentami komicznie i trochę odbiera temu dziełu powagi. Nie chodzi mi tu o jakieś oburzenie tylko o sens tego zabiegu, bo o ile jeszcze zrozumiem, że taki „cycaty” smok mógł mieć symboliczne znaczenie (jako jakiś tam element świadomości który protagonistka chciała zwalczyć), to już statek bohaterki o sylwetce kobiecego ciała przypominał raczej jakąś „wulgarną” animację w stylu „Heavy Metal”. I nie nie jestem typem osoby, którą oburza nagość w filmach, ale są rzeczy które wydają mi się po prostu nieuzasadnione…
Chociaż już nie pamiętam czy pierwsze dla mnie nie były przypadkiem Muminki i Pszczółka Maja :P
Inna sprawa, że od tego czasu wciąż upatruje serii, która poruszyłaby mną do głębi… (no ale też z racji wieku i doświadczenia inaczej postrzegałem wtedy świat).
Inna sprawa, że tutaj akurat braku sequelu zrozumieć nie mogę…
Natomiast szkolne mundurki (Love Live), cycki (Infinite Stratos) i różnorakie komedie są wciąż w cenie…
Tak wiem, uogólniam, ale poza głośnymi tytułami jak SnK czy SoA wciąż jednak sporo takich tytułów bryluje w sprzedaży…
A akurat o tzw. reklamówkach mang wiem doskonale, bo sam przejechałem się na seriach typu No Game no Life czy Maoyou…
No właśnie i tak niestety na rynku animacji giną serię ponadprzeciętne. Za mało cycków, komedii i school life to i też sprzedaż słaba…
@Kysz
A z tą Fredericą to ja z kolei odniosłem wrażenie, że jak na tak potężna istotę to za mało dawała :P kliknij: ukryte To, że Toru skorzystał z jej „usług” pod koniec nie było czymś naciąganym z punktu widznia fabuły. W końcu był zwykłym człowiekiem, dobrze wytrenowanym, ale nawet nie potrafił korzystać z magii. Jak inaczej miał sobie poradzić z najpotężniejszym magiem w historii świata? Skorzystał po prostu z możliwości jakie miał. A zasadniczo moc Frederiki dała mu „tylko” super regenerację (nawet Shina by bez tego nie pokonał, co było fajnie pokazane, bo Shin był po prostu od niego lepszy). Za mało, żeby coś zdziałać z Gazem, ale wystarczająco, żeby odwrócić jego uwagę od Szajki. To już większym eusdeus był ta „nagła” zmiana właściciela przez Nivę, ale jak już mówiłem wcześniej, sensowna z punktu widzenia samego pokonania Gaza (dla przypomnienia co mówiełem: najpotężniejszy mag mógł być zabity jedynie „własnym mieczem”.
Cieszy mnie też, że doceniłaś wątek demi‑humans. Widać nie tylko mnie się podobają takie motywy (a ogólnie Kemono jest z reguły tępione w animacji, bo neko‑mimi i inne „uszka” to coś dla mnie zupełnie innego). Ogólnie sam wątek tajemniczej wyspy (doktora Moreau :P) i Feyli mi się mocno w serii podobał…
A serię sporo osób ocenia jako solidne fantasy, np. idealne dla kogoś kto zaczyna przygodę z anime. I ja też podpisuje się pod tą opinią, bo uważam, że w zalewie fanserwiśnego syfu ta pozycja zasługuje na uwagę. Zakończenie może i nie było wybitne, ale przynajmniej historię zamknięto, a o wielu seriach nie można tego powiedzieć…