x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Ja tam stanę po stronie Kamiyana, bo go rozumiem. Często mamy inne zdanie na temat poszczególnych serii, ale zasadniczo podejście mamy podobne: trzeba mieć pewien dystans do tego co się ogląda. Zreszta co komu broni zmieniać zdanie w trakcie trwania serii? Przecież to ludzkie. Zresztą, gdybym oczekiwał „pewnego poziomu” od większości anime, czy takiego, które, powiem obrazowo, spełnia moje wszelakie zachcianki to bym się takiego nie doczekał. W życiu widziałem kilka rzeczy które wgniotły mnie w fotel i w ich przypadku nikt negatywnie do nich nastawiony mojego zdania nie zmieni. Resztę tego co oglądam muszę więc przyjmować z pewną nutą tolerancji.
W przypadku Seraph daleki jestem od niskiego oceniania, bo w moim odczuciu seria na to nie zasługuje. Ma fajny klimat, pomysł, warstwę artystyczno‑estetyczną, muzykę! i nawet postaci. Co prawda w ostatnim odcinku walnęli kliszą kliknij: ukryte główny bohater ma ukrytą ogromną moc i stracił nad nią kontrolę ale co tam. Pewnych rzeczy sie nie uniknie. Mnie osobiście wkurzają wątki homoseksualne w czymkolwiek, ale żeby mnie nie ukamienowali (albo w myśl nowoczesnej Europy zesłali do ośrodka „indoktrynacyjnego”) to muszę je jakoś akceptować (takie czasy, mamy w dzisiejszych czasach tendencję, że się takie rzeczy wyolbrzymia, szczegołnie w zachodnich produkcjach, bo Japońce kulturowo zawsze mieli to głębiej zakorzenione, żeby pokazać „patrzcie jacy jesteśmy tolerancyjni!”).
Jeśli chodzi o przedstawienie wampirów w Seraph to ma to swój urok, już wolę takie wampiry jak w serii czyli pięknisiowata arystokracja (ale ta na modłę japońską, bo Zmierzchowi mówię nie) niż te pajace w gumowych maskach skaczące po sufitach rozpropagowane przez „khultowe” Buffy (za co szczerze tej serii nienawidzę). Część z nich ginie jak placki, bo w każdej serii akcji muszą być „statyści”, żeby boahterowie mieli na czym swoje moce wypróbować. Swoją drogą tego, że nie umierają od światła słonecznego chyba jeszcze nikt nie wypunktował :P
No i na dodatek zawiedliście mnie z tym Eroge (szczerze, nawet nie wiedziałem, że tam takie harce wyprawiają). Ale dzięki wam się dowiedziałem ech… W takim np. Grisaia to się tego nie wstydzili pokazywać…
Chyba się starzeje, bo zaczynają mnie denerwować pewne oczywiste dla tego typu serii rzeczy (np. klisze), no ale nie lubię jak zmienia się charakter serii…
Myślałem, że z miejsca ją dropnę a tu proszę…
Nie jest tak, że serię polecam, ale uważam, że nie należy do kategori tych, które od razu należy wrzucić do kosza (co mi się początkowo wydawało).
Od momentu pojawienia się dziewczyn historia znów zaczyna przypominać jakiś stek bzdur. Łapię się na tym, że zamiast skupiać się na historii kręce głową na coraz to kolejne głupie pomysły autorów. Po prostu historie tych dziewczyn, ich wzajemne relacje i zachowania wydają mi się tak nierzeczywiste i niedorzeczne, tak odrealnione ( kliknij: ukryte a już siostra‑geniusz przerobiona na wszechmocny i w pełni „ludzki” system komputerowy to szczyt wszystkiego), że nie mogę tego zdzierżyć mimo iż wiem, że to serial animowany. Może dlatego, że twórcy momentami tak bardzo silą się na powagę (oni tak na serio?)...
W sumie to strasznie wkurzająca ta ostatnia popularność 13‑odcinkowego formatu (tak wiem ekonomia, wyrachowanie i inne bleble)...
Samo DanMachi wg mnie dalekie jest od szmirowatych schematów. Mnie właśnie zagięło, bo spodziewałem się typowej fanserwiśnej serii komediowej z tępym bohaterem i wredną tsunedere, a tu naprawdę miła niespodzianka…
Re: Pytanie za tysiąc punktów
Re: I znowu to samo...
Re: I znowu to samo...
Ale tak pozatym pomijając całą komerchę i nastawienie na merchendising to muszę powiedzieć, że ta seria jest zaskakujaco sympatyczna w warstwie obyczajowej, a nawet humorystycznej. I mimo wszystko jest to seria oryginalna, nie przypomianam sobie żebym w tej formie, z takim wymieszaniem motywów idole/muzyka/nekomimi(furry/kemono?)/super deformed/3D/2D, spotkał się wcześniej. Perfekycjnie sympatyczna seria na zrelaksowanie się i jak dla mnie chyba największa niespodzianka sezonu, bo w życiu bym się nie podejrzewał o to, że spodoba mi się seria o muzycznych idolach…
I znowu to samo...
Po scenie „o zapomniałam powiedzieć, nie możesz krzywdzić cywili” myślałem, że z miejsca drop‑nę tą serię, ale postanowiłem dać jej jeszcze jedną szansę. Ale naprawdę nie wiem czy zdzierżę kolejnego bohatera z którego na siłę robi się idiotę…
Grafa, klimat, muzyka, sceny akcji, animcja nie są złe, ale wszystko rujnują mi wątki school life i obyczajowe (plus lekkie zajawki boys love?). Dlaczego do k* nędzy Japończycy 3/4 anime muszą mielić razem ze szkolnymi mundurkami? Czy aby seria do japońskiego widza „trafiła”, żeby stworzyła z nim więź emocjonalną, na serio musi mieć szkolne mundurki? Oni chyba mają tam jakąś ustawę czy zbiór norm, które muszą byc przestrzegane aby opinia społeczna dane anime zaakceptowała (tak wiem, magiczna formuła sprzedaż dvd/blu‑ray).
Ech…
Ale o dziwo rozumiem twoje zarzuty wobec Fate i sęk w tym, że masz rację. Seria faktycznie się miota, ale dla mnie nie byłoby to takie złe, gdyby nie te ciągłe moralizatorskie gadki‑szmatki. A Archerem to już naprawdę rzygam, dlaczego on cholewa dostaje tyle czasu antenowego?
A tak wogóle to ile razy jeszcze ten cały Shiro będzie musiał dostać wpieprz/prawie zginąć zanim scenarzyści wreszcie się zlitują i zamienią (chociaż w części, w końcu historia ma depresyjny wydźwięk) szlachetne wartości, którymi się kieruje, w czyn (bo do tego chyba seria zmierza co nie? Czy nie? Czy wszyscy będą smutni, bo to taka tragiczna historia?).