x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
BTW: kliknij: ukryte Co właściwie stało się z Magane? Trochę to jednak świruska a mam rozumieć, że została w realnym świecie? Ponadto z tymi zębiskami była jedną z bardziej przerysowanych postaci (choć wiadomo, istnieją ludzie z takimi 'modyfikacjami' ciała)...
Mnie akurat w tej konkretnej serii, z braku innego słowa, przeszkadzało to bo kręciła się koło koncepcji wyciągania fikcyjnych postaci z ich świata i ich wpływu na świat realny (koncept akceptacji, negatywny wpływ na równowagę świata realnego itp.). Wydaje mi się że twórcy nieźle to wymyślili, natomiast problem postrzegania fikcyjnych bohaterów wdg mnie nasilił się pod koniec anime: ludzie oglądali bohaterów w akcji jakby to był odcinek anime, tyle że w formie wielkiego cross‑eventu (ponadto ostatnio modne jest puszczanie kluczowych odcinków seriali na wielkim ekranie). Niekonsekwencja powstaje ponieważ widzowie oglądają bohaterów w świecie realnym (ich świecie), a odbierają to jako nomen omen, film animowany? I właśnie tu nie wiem czy jest to wyjaśnione, bo aż tak nie zwracałem uwagi. Czy event jest tak dobrze zakamuflowany czy to ludzie w jakiś sposób mają inną percepcję tego co widzą (zaklęcie Meteory?).
Ale oczywiście nie zamierzam nad tym dłużej siedzieć, seria jest i tak fajnie zrealizowana…
Jedyne czepialstwo jakie mam do serii to jej konwencja. Postacie z anime/mang mogły istnieć w 'prawdziwym świecie' tylko dlatego że Re:Creators jest anime. Chodzi mi o to, że postacie z takowych dzieł musiałyby być realnymi ludźmi po trafieniu do prawziwego świata, ale wtedy nie byłyby tymi postaciami które widzimy na ekranie/karatch mang (które są np. przerysowane). Możliwe, że było to jakoś wyjaśnione w trakcie trwania serii a ja tego nie pamiętam. Wiem, że w gruncie rzeczy zarzucam fikcyjnemu dziełu że jest fikcyjne, ale trochę nie dawało mi to jednak spokoju w trakcie seansu tegoż anime, tym bardziej że było tu dużo pseudonakowych treści…
Re: ep10
Choć akurat kliknij: ukryte pojawienie się Nanachi było już zaspojlerowane więc można było założyć, że to ona (on?) ich wywabi z opresji.
Czasem się zastanawiam co 'zmartwienia Centaura' mają wspólnego z wieloma wątkami tej serii, ale w tym szaleństwie jest metoda i ogląda się to z zaciekawieniem.
Szkoda tylko, że grafa coraz gorsza z odcinka na odcinek…
ep. 8
Nie zmienia to faktu, że seria jest świetna, a bohaterka tylko 'delikatnie mnie wkurza'. I to nie z racji samej postaci, tylko jej 'ludzkości' posród tego stada potworów :) Na szczęściu chyba nie można opierać wszystkiego :P
Boję się po prostu że zbyt często tzw. plot armor będzie decydował o jej powodzeniu. Wiem, że jestem w tym momencie hipokrytą gdyż sam nieraz przynaję, że lubię tzw. OP bohaterów, a przecież niejednokrotnie to plot armor decyduje o ich powodzeniu, ale ona w żadnym wypadku nie należy do wyróżniających się bohaterów. Bohater doskonały, niczym w tego sezonowym Isekai no Smartphone to przykład pójscia w przesadzoną stronę. Przypadek Riko to pójście w drugą stronę – zwykła bohaterka w wyjątkowo nieprzyjaznym środowisku. Odbiera to wiarygodności serii w której podkreśla się na każdym kroku, że tylko 'najtwardsze sztuki' przetrwają na niższych poziomach…
Pozostaje wierzyć, że tytuł 'Made in Abyss' można zainterpretować jako proces 'zahartowania' jaki Riko przejdzie aby stać się takim właśnie bohaterem pod koniec serii…
Jedyne co delikatnie mnie wkurza to główna bohaterka. Znaczy jest bardzo sympatyczna, ale jak na córkę kliknij: ukryte legendarnej odkrywczyni spodziewałbym się po niej więcej. Wiadomo, że jeszcze się pewnie rozwinie, ale choć ma wyszkolone umiejętności przetrwania, to jej miejsce w Abyss wydaje się 'całkowicie nie na miejscu' że tak powiem. Tak wiem że to ultra niebezpieczne miejsce w którym nawet najtwardsi są niczym, ale to że do tej pory jej się udaje zawdzięcza tylko i wyłącznie Regowi. Nie jest to budujące bo jej dotychczasowe powodzenie wynika z za dużej przypadkowośći…
No nic zobaczymy czy po kliknij: ukryte treningu u Ozen będą z niej ludzie…
- żadna z 'istot' które odwiedzają restaurecje nie chce zaatakować/zabić właściciela? W sensie ich zachowanie zawsze jest takie samo: siadają, grzecznie jedzą, zachwycają się a ich zainteresowanie nie wychodzi poza to co jedzą. Dziwne…
- każda z 'istot' wie jak używać widelca?
- nikt nie chce użyć restauracji w innym celu? Jako schronienie czy drogę ucieczki itp? Nikt nie wnika czym i gdzie jest?
Niemniej seria jest fajna z tego względu, że nie skupia się tylko na aspekcie kulinarnym, ale jest to anime fantasy i każdy z epizodów jest wzbogacony o 'origin story' danej postaci, które zgrabnie korzystają z oklepanych ale interesujących motywów z tego gatunku…
Nawiązujac do twojego komentazra dla mnie to właśnie ten element niedopowiedzenia sprawia, że seria jest intrygująca. Sama obyczajówka byłaby zbyt nudna, ten polityczny twist nadaje jej drugiego dna… co prowadzi nas do części B odcinka, która zapowiada prawdopodobnie rozkręcenie się serii.
Wężoludzie ewidentnie coś „nie leżą” międzynarodowej społecznosci, wystarczy popatrzeć jakie zamieszanie wzbudziło przybycie nowej uczennicy…
Tak wiem, że to fikcyjna seria tworzona przez Japończyków, którzy znani są ze swego dystansu do wierzeń kultury Zachodu, ale naprawdę mi to wszystko nie gra ze sobą.
W mojej ocenie film nie był bełkotem (a takie stwierdzenie wcale nie jest w moim przypadku łatwo wyciągnać :P). Bełkot jest wtedy gdy informacje są przedstawiane bez ładu i składu, tu wszystko było przedstawione wręcz encyklopedycznie, jasno. Ale to jest właśnie największa wada filmu. Właściwie nie jest to film, a swego rodzaju wykład, monolog, przedstawinie kilku powiązanych teorii kliknij: ukryte (ostatecznie prowadzące do realizacji ich w formie wizji świata „utopijnego”, ale zasadniczo dosyć przygnębiającej) w formie animowanej. I można powiedzieć, że jest to forma przekazu jaką może przecież przyjąć film. Tylko po co? Sprowadza się do tego, że film Harmony zawodzi, bo nie zapewnia rozrywki, bo moje pojmowanie rozrywki wygląda trochę inaczej niż monolog w formie obrazkowej. Czy tylko ja tak myślę? Chyba nie…
PS: Nie wiem czy jest to niedopatrzenie filmu ale kliknij: ukryte jeśli Harmony zostało wprogramowane ludziom za pomocą 'Watch Me' i cały świat utracił świadomość, to skąd niby wzięło się u ludzi spoza 'sieci', jak ci na obrzeżach Bagdadu? Czy ja tu coś niedopatrzyłem?
Trzeba przyznać, że seria jest bardzo specyficzna. Wydaje mi się dobrą obyczajówką (slicie of life w pełnym tego zwrotu znaczeniu), ale wszystkie te socjologiczno‑politologiczne treści wydają się zaburzać jej 'normalność'. Kurcze, niby to wszystko dodaje serii realizmu, ale na mój gust jest to jakoś zbyt realistyczne, nie wiem jak to ubrać w słowa.
PS: Czy wy też czujecie się dziwnie oglądając te serię? Oglądanie centaurów w kąpieli, czy otwarte niejednoznacze rozmówki o sferze uczuciowej pomiędzy ludzko‑zwierzęcymi hybrydam wydaje się gorszące :P I nie mówię tego jako jakiś purysta, bo od lat oglądam/czytam mangi i widziałem już jak to mówią różne dziwactwa, niemniej czegoś takiego jak Centaur no Nayami chyba nie widziałem…
Aż dziw bierze, że Stan Lee synguje to swoim nazwiskiem…
Ale nawet bez tego i pomijając tematykę gier (która mi leży) naprawdę sympatyczny komedio‑romans, poruszający przy okazji zaskakujaco życiowe tematy (czerpanie radości z życia, docenianie tego co się ma czy przemian wewnętrznych).
PS: Serial raczej 'sponsorowany' bo mimo, że jest tu sporo parodii niektóre gry są autentyczne jak Persona Ultimax czy któryś tam Guilty Gear…
Odpycha trochę słaba, niskobudżetowa (choć znośna) kreska i mało ambitna oraz rushowana fabuła, ale i tak będe oglądał choćby dla relaksu…
Ale już poważniej, choć nie wgłębiałem się w mangę, to slyszałem, że to więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka…