x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Nikodemsky słusznie prawi na temat grindingu. Zwróć uwagę, że dużo tytułów japońskich wogóle nie trafia na zachodni rynek, a poziom grindu w niektórych z tych gier po prostu przeraża. Ale wynika to z ich mentalności (choć coraz więcej takich maniaków i w zachodnim społeczeństwie). Japończycy czy inni azjatyccy gracze lubią grinding, bo w ich naturze leży pewien „automatyzm” w wykonywaniu czynności. Potrafią do znudzenia i z wytrwałoscią godną podziwu mielić daną grę/wykonywać pewną czynność. Przykład? Seria Disgaea. Niby turówka, czyli mój ulubiony gatunek, ale zagrałem w jedną część, bo tam choć wątek fabularny jest całkiem niezły, odepchnęła mnie swoim grindingiem (nie lubię gdy w grach jest np. możliwość posiadania 9999 lvl bo lubię maksować postacie, no ale bez przesady, coś takiego mnie odstrasza). Poza tym pełno jest różnych post‑gamowych bossów, przedmiotów które mają horrendalnie długie metody zdobywania (konćzące się najczęsciej walką z bossem który ma milion hp) itp.
Każda gra jest inna i ja też cenię sobie takie w których nie muszę grindować (które są fajnei wyważone, tak ze bossowie są do przejścia, ale sprawiają trochę problemów), bo cenię sobię bardziej fabułę i system walki (który jaki by nie był i tak się w końcu znudzi), ale jest to pewne widoczne zjawisko w jrpg i tak jak mówi mój przedmówca trzeba podchodzić do jrpg specyficznie.
Prawda jest taka, że część moich ocen (o ile oczywiście ktoś na to patrzy, bo przecież kto by patrzył na oceny :D) może być trochę zawyżona/zaniżona w jedną lub drugą stronę, bo sporo z rzeczy, które ogladądałem jakiś czas temu, znajduje się już za mgłą sklerozy.
Natomiast te „szybkie recenzje” (bo dopiero teraz uaktywniłem konto) starałem się oprzeć o wrażenie jakie dana seria pozostawiła w mojej głowie (nawet jeśli po powtórnym seansie oceniłbym ja inaczej). Ale nie zdziwię się jeśli gdzieś tam wystawiłem notkę pod danym anime, która „trochę” różni się od tej w na mojej „blacklist”...
Poza tym mamy tu fajną opcje „kolekcjonowania” anime które się obejrzało, co mi się przyda w celach referencyjnych (oraz fajny licznik no‑life'a), bo już tyle tego badziewia obejrzałem, że się gubię :)
Amira przypomina mi troszkę kliknij: ukryte w swojej demonicznej formie Morrigan z Darkstalkers (te niebieskie włosy).
Z drugiej strony kojarzymy to wszystko z FF, a przecież mitologia nordycka, czy wszelkie inne europejskie/azjatyckie (rzadziej amerykańskie) mitologie są wykorzystywane praktycznie w każdym anime fantasy (czyli np. taki Odyn zawsze będzie jeździł na ośmionogim Sleipnirze), więc jesli już szukać plagiatów, to musieliby się wypowiedzieć np. tacy Wikingowie…
A poza tym tytuł Shingeki no Dragon byłby zbyt oklepany… Zresztą owy tytuł to nic innego jak chwyt marketingowy (żeby potencjalnych graczy przyciągnać do karcianki, bo kojarzy się z FF).
Odc. 3
Re: George R. R. R. Martin by się nie powstydził!
Zdaję sobie sprawę, że fanserwis jest tu wręcz nachalny, ale kto ogląda regularnie anime już dawno się powinien do tego przyzwyczaić, bo kwestia jest tu nie „czy” tylko „ile” fanserwisu w danej serii będzie…
Nie ma wierszy bez usterek,
To że słówko dziwnie zabrzmi,
Obserwator zaraz zagrzmi,
Nie oznacza zaraz przecie,
Że ma znaleźć się klozecie…
:)
Rzygasz przy niej jak najęty,
Doceń chociaż krajobrazy,
Co wycięte jak z obrazy…
Fajny klimat Skandynawii,
I postacie pełne magii,
Atmosfera prosto z knigi,
Toż to Lindgrenowej pióra drygi!
Wsłuchaj że się w lasu głosy,
Niech ci wiatr potarga włosy,
Usiądź sobie na kamieniu,
I podumaj w drzewa cieniu…
Takie tu są me odczucia,
Ronja wzbudza me uczucia,
To że grafa dla Waść pusta,
Może winna jest „kapusta”?
Natomiast, coś jest takiego nietypowgo w tej serii czego nie potrafię określić. Nie wiem czy to co widzimy to jakiś super zreformowany obyczajowo świat przyszłości, bo wszyscy tu zachowują się jakoś tak serdecznie, inaczej niż w „naszym świecie”. Niby mamy jakieś tam konflikty zbrojne, a tu zakładników traktuje się jak gości, cywile są bez problemu wpuszczani na obiekty wojskowe i wogóle są przez wojskowych traktowani na równi (no wiecie, nie ma żadnego „proszę usunąć stąd tych cywili!” itp.). Bohater lekkoduch rozmawia sobie z przełożonymi czy piratami jak z kolegami, oni zresztą też nie postępują według tradycyjnych schematów. Przypomina to kursantów i seniorów na jakiś szkoleniach z coachingu raczej. Jest to jakieś takie abstrakcyjne, wręcz chaotyczne, kakofoniczne. Doprawdy, czegoś takiego chyba jeszcze nie widziałem…
Re: Oda do Garości
Źródło inspiracji wiadome, toteż miło mi usłyszeć tak ciepłe słowa :)
Oda do Garości
Ja owijać tu nie będę,
Że się w Garo zakochałem,
Wilcze zbroje pokochałem,
Bo tu klimat jest i akcja,
W gardle staje mi kolacja!
Choć być może tu przesadzam,
To co tydzień się odradzam,
Oglądajac tę seryje,
Podziwiając wstrętne ryje,
Co grafikę sztuczną mają,
Anatomią rozbrajają!
Ja się tutaj czuję w domu,
Choć mi klaskać nie ma komu,
I oglądać toto będę,
I zachwalać w niebogłosy,
Bo wśród cyców, niedołęgów,
To anime na potęge!
Ronja Rovardotter
Anime od razu skojarzyło mi się z Kemono Souja no Erin (to chyba te stroje), czyli już jest git. Takie spokojne, pełne ciepła serie jak właśnie Erin czy Ronja, na dodatek z lekkim elementem fantasy, wychodzą naprawdę rzadko, więc trzeba się nimi cieszyć.
Swoja drogą taka technika nie jest niczym nowym dla studia Ghibli, zobaczcie sobie grę na PS3 Ni no Kuni, znakomitego zresztą RPG. Choć tam jest bardziej szczegółowa grafika, to akurat same postacie do złudzenia przypominają te z Ronji a raczej Ronja przypomina mi Ni no Kuni.
Tak czy siak klimat, muzyka, spokojne tempo, krajobrazy, dbałość o szczegóły w tej serii z miejsca mnie urzekły. Oczywiście nie jest to seria dla każdego, ja sam nie wiem czym zaskoczy (lub nie) sama fabuła, ale jeśli o mnie chodzi, to uważam jest to dzieło godne uwagi, jedna z tych perełek jak Erin, który być może nie będzie miała wielkiej popularności, ale za to oddane grono fanów…
Lekki fanserwis jest, ale myślę że w zdroworozsądkowych proporcjach. Zastanawia mnie czy twórcy pójda w jakieś głębsze romanse czy poprzestaną tylko na przyjacielskich reakcjach. Póki co seria przyjemna, więc będę kontynuował jej oglądanie…
Więc autor Seven mógł (ale nie musiał) kompletnie nie znać tego dzieła…
Ja uważam to za zbieg okoliczności, bo tyle tego, że łatwo znaleźć wszędzie jakieś podobieństwa.
Re: 3 minuty
To, że wynikła z tego trochę inna dyskusja to już uroki forów :P