x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Może jest to przykład czegoś, gdzie autor chciał przemycić coś swojego, ale musiał to ubrać w typowe schematy (haremy, cycate laski itd) żeby przyciągnąć większą widownię?
Tak czy siak ja dam temu szansę…
A akurat Bungou Stray Dogs nie było takie złe, przynajmniej wydaje mi się lepsze niż to.
Styl wydawał mi się znajomy (styl animacji, mechy rysowane jakby 'żyły' itepe) no więc doczytałem, że stoi za tym koleś od Gurren Lagann. A to in plus :)
Spodziewam się przynajmniej solidniaka. Isekai wa Smartphone wkurzył nawet mnie, fana wykoksionych protagonistów, bo był po prostu słaby. Może tu będzie lepiej?
Miasto zabójców wychodzi wręcz komicznie, mamy „perełki” typu Red Rum („murder” wspak). No i jeszcze to chamskie przemycanie treści związanych z baseballem na każdym kroku. Niech zgadnę, autor jest fanem tego sportu? A grafa wygląda jakby seria była robiona w pośpiechu. Nie bardzo też rozumiem sens cross‑dressera, który zapewne będzie partnerem (partnerką?) protagonisty. Całą serię będziemy oglądać suchary nawiązujące do mylenia go z kobietą? Zwykła tsunedere nie wystarczyła, chcieli być więc oryginalni?
Nie dzięki, dropik…
Teraz dostajemy remake więc szkoda, że nie wykorzystują szansy, żeby zrobić porządną adaptację. Może seria nigdy nie była na tyle znana żeby uzasadnić porządne podejście do tematu? W sensie, że może podeszli do tego na zasadzie „zrobimy jak zrobimy, może odpali może nie”. Oczywiście trzeba dać temu jeszcze szansę, ale pierwsze wrażenie trochę słabe.
10/10 :D
Jeśli chodzi o mnie, to chyba w życiu nie zaliczyłem szybszego dropa, a potrafię zaniżać wymagania oj potrafię.
Tak czy siak tak szybki drop niestety nie uprawnia mnie do nadania temu oceny.
Wydaje mi się, że rozszerzyli oryginalną adaptację o nowe wątki, te z mangi. Pokazali przeszłość Taikobo, jak pierwszy raz spotkał niektóre postacie, ale… no właśnie. Zepsuło mi to trochę odbiór tego bohatera, głownie scena z Dakki. Z jednej strony pokazali jego ludzkie oblicze, motywacje i mylny osąd. Fajnie, ale ta kliknij: ukryte eskapada do Dakki była tak słaba i nieprzemyślana, że pozostawiła we mnie wręcz niesmak. Rozumiem, że to miał być punkt zwrotny, ale dla mnie był niepotrzebny. I o ile serii z 1999 za dobrze nie pamiętam, to wydaje mi się, że Taikobo był bardziej zaradny, racjonalny. Nawet jeśli kierował się emocjami, czuć było od niego taką aurę, że wie co robi, nawet jeśli się zgrywał. No nic, skoro tak było w mandze to wina raczej autora nie adaptacji. Od tego momentu może wróci stary dobry Taikobo.
Jeśli chodzi o samo anime jest ok. Grafa solidna (ładne tła, zwłaszcza krajobrazy rodem z Chin). Zawiódł mnie jedynie OP, myślałem że dostaniemy remake charakterystycznego i melodyjnego oryginału, a dostaliśmy jakąś łatwą do zapomnienia lupaninę…
Pytanie tylko o czym będzie seria? Wojna się skończyła, bohaterce pozostały wspomnienia. No i teraz pytanie, bo nawet jeśli oglądanie serii wydaje się być póki co czystą przyjemnością to jeżeli nie będzie się w niej nic działo, to może się ona znudzić. Nie oczekuje tu wartkiej akcji, ale same okruchy życia mogą nie wystarczyć.
To samo z muzyką. Po seansie ciężko mi sobie wyobrazić serię bez niej.
Na koniec dopowiem że faktycznie przydałyby się ze 2 odcinki więcej.
PS: Fabularnie ta seria chyba najbardziej nawiązuje do filmu z 2004 roku co nie?
Jeżeli „ktoś” obserwuje jakie treści przeglądam w internecie, to prawdopodobnie jestem już na „czarnej liście”...
A jeśli chodzi o samego animca to tak, wyglądał na zmarnowany potencjał.
To jest jednak light novel, ma być łatwo przyswajalna. Ja się po prostu dziwię twojemu ostrej krytyce. Za ostrej wdg mnie.
Ale wiesz możemy się tak dyskutować bez końca, ty będziesz mi udowadniał, że mam za niskie wymagania odnośnie tego typu anime (pewnie i słusznie), a ja będę udowadniał, że dla mnie takie coś jest o wiele lepsze niż przeładowane japońszczyzną pseudo‑fantasy anime. Znajomi mi mówili to dlaczego oglądasz fantasy w wersji japońskiej, przecież wiadomo, że mają swoje odchyły. Mają, ale uważam też że potrafią robić fajne serie inspirowane 'zachodnim' fantasy.
Prawdziwi ludzie w prawdziwym świecie – nie bardzo wiem o co ci tu chodzi. Znaczy chyba wiem, ale wdg mnie oczekujesz za wiele, w tego typu historiach rozbudowa postaci schodzi na dalszy plan (stety, niestety?), bo zwykle za dużo się dzieje. Zresztą to był dopiero pierwszy odcinek, muszą zmieścić w nim jak najwięcej. Więc jeśli będzie „rozwój” postaci to dopiero w następnych odcinkach…
Ale dobra nie czepiam się bo jak komuś coś się nie podoba, to nie powinien się z daną serią męczyć… zwłaszcza, że chyba nie jesteś fanem RPG?
Fakt główny bohater nie był mocną stroną, ale oglądanie x‑wariantów Shiro też jest meczące (zwłaszcza ten użalający się nad sobą). Grafika nie najwyższych lotów, ale niektóre walki były porywające, a przede wszystkim było dużo akcji, a mało gadania! I tu moim zdaniem seria się spełnia. A główny motyw muzyczny bardzo fajnie pasował do „walek”. Seria wogóle miała fajny klimat: umiejscowienie w Rumunii + muzyka robiły swoje wdg mnie.
Wiem, że to nie jest ten tradycyjny, filozoficzny wręcz Fate, ale jako odmóżdżająca seria akcji Apocrypha sprawdza się znakomicie, zwłaszcza jeśli ktoś lubi epickie pojedynki mitycznych/autentycznych/książkowych postaci (w serii mamy chyba najbardziej porypany miks w dziejach, Szekspir a jednocześnie potwór Frankensteina itd :D). I myślę, że tak należy ją traktować… jako miła odmiana od zwykle ciężkich Fate‑ów (nie mówimy o spin‑offach)...
Przynajmniej bohaterowie wydają się sympatyczni, zwłaszcza Pani Siluca. Ten cały Theo wydaje się trochę zbyt spolegliwy, ale zobaczymy gdzie się to dalej rozwinie. Może to taki typ, jak to mówią, „go with the flow”? Grafika momentami kuleje ale i tak wydaje się na solidnym poziomie jak na serię TV.
Zawód...
Ale wracając do kinówki, aż dziw bierze, że tutaj mamy podobną sytuację. Przecież film można już o wiele lepiej przygotować. Owszem mamy ładne tła, ogólnie grafika jest milsza dla oka, są ładne kolory itd. Ale animacja kuleje, m. in. zdeformowane budynki czy twarze. Nie tego oczekuje się od kinówki. Oprócz tego dochodzi fatalny, koszmarny wręcz montaż: niewytłumaczalne przeskoki akcji, czy zwroty akcji „bo tak” i nie trzba dodawać że bezsensowne (rozdzielanie się i nagłe spotykanie się bohaterów np. scena z uwięzionym Natsu, „wpieprz” jaki dostają od adwersarzy itd). Film naprawdę wygląda jakby był zrobiony na szybko, napisany wręcz na kolanie. Nie chodzi tu o samą fabułę, bo tu nie można się było spodziewać cudów (mimo iż mieliśmy trochę nawiązań to głównej fabuły np. gry Natsu się przemienił czy na koniec filmu). Ale chodzi o to jak to wszystko jest podane: chaotycznie, niektóre wątki wciśnięte są na siłę (np. laska z oddziału specjalnego z początku filmu, czy pojawienie się ekipy Gajeela). Fairy Tail nie był może serią ambitną, ale błyszczało pomysłami autora, choć wiadomo że sie zgubił tu i tam. Ale ta jego własna propozycja na shouena w klimatach fantasy/magia/rpg jest jedną z ciekawszych jakie widziałem i wciąż uważam też że jest to jedne z lepszych przedstawień smoków z jakim się spotkałem czy to w mandze czy gdziekolwiek. Mamy też dużo fajnych arców czy przeciwników. Tutaj wydaje mi się jakbym oglądał karykaturę tego: były chęci i pomysły, ale coś nie wyszło.
Ta seria naprawdę zasługiwała na lepszą adaptację, czy to w postaci serii TV, czy kinówki… wiem że opinia zgoła inna niż moi poprzednicy, ale tak jak dla niektórych jest to przyjemny powrót do serii, tak dla mnie to bardziej rozdrapanie starych ran. Dla mnie właściwie seria TV skończyła się na Tenrou arc. Od tego momentu był już tylko spadek…
Myślę, że największa wadą serii jest mała ilość odcinków. Stawia ważne pytania o człowieczeństwo i społeczeństwo (reakcje ludzi na działania Shishigamiego, wątek zemsty na trollach internetowych itd), ale niedostatecznie je rozwija…
Re: Heh
Fakt końcówka była bardzo rushowana, pewnie przez format anime. Znałem ją bo niestety sobie zaspojlerowałem wcześniej, ale w pewnym momencie myślałem, że naprawdę nie wyrobią się z zamknięciem historii.