x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Finałowy dwunasty odcinek
Rozumiem że idea była – „magia jest niebezpieczna, trzeba kontrolować jej dostęp”. Dobra podstawa do budowy świata. Ale oni tego naprawdę nie przemyśleli – widać to było po tym „pięknym czarze” z odcinka o smoku. To bajka, ale ten świat kompletnie nie rządzi się żadnymi zasadami – co animatorzy wy*rają, to się przyjmie.
- moja pierwsza myśl… nikt w tym świecie nie wpadł na koncepcję cyrkla?
- Z wszystkich pomysłów jakie mogli mieć – „zrobimy poduszkę dla smoka, to go uspokoi…” bo Coco ma PRZECIEŻ TAKIE WIELKIE SERDUCHO jak na protagonistkę przystało…
- Ludzie w necie podniecają się tym czarem w formie smoka… ja myśle sobie „takiego overkilla nie widziałem chyba w żadnym shounenie”... Przepalili „pół budżetu” (to sarkazm btw) na bezsensowny pokaz że „magia” w tym świecie nie trzyma się żadnych reguł. Ja się dziwie że ta ich planeta jeszcze się nie rozpadła jak z papierka czy bazgroła na rękawie można wyczarować coś takiego…
- scena z rozkminianiem czarów to jakaś tragedia – niby ma być takie DIY, a jest parodia
- puste miasto , mimo że właśnie ktoś odpalił zakazany czar w samym centrum, nikt nie przyleciał żeby zobaczyć co się stało. I to mimo że dopiero co nabijaliśmy się jak zaludnione są miasta Wiedźm‑inów…
Tępa wydmuszka. I to nie chodzi że człowiek się na siłę czepia – nie po prostu w momencie jak zaczynasz się doszukiwać logiki w „bajce o czarowaniu” to wiesz że twórcy schrzanili robotę… to niestety coś czego widzę na pęczki we współczesnych scenariuszach, szkoda że w anime też…
Jedyne co się wyniosłem z tego odcinka to że tak jak przypuszczałem w tym świecie jest jakaś instytucja/policja od pilnowania magii.
Tu na przykład sprawę zawalił Disney – tak bardzo chcieli przypodobać się panującym trendom i skupili na poszukiwaniu nowych widzów że zapomnieli iż są firmową tworzącą bezpieczne kino familijne. Nie mówiąc już co zrobili z Pixarem – który kiedyś wyznaczał trendy i kierunki w animacji. Dziś bardzo ciężko jest zachęcić młodzież z nosem w Tik Toku do oglądania filmów a oni stracili „rodziców” – tych którzy wychowali się na ich bajkach. Jeżeli rodzić nie widzi nowych filmów Disneya jako wartych uwagi czy „bezpiecznych”, to swoich dzieci do nich nie zachęci. Zwróćcie uwagę że Disney dziś zarabia głównie na (wątpliwej jakości) sequelach lub remake‑ach swoich starszych bajek.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
I tak i nie. A USA jest jeden łącznik który pozwalał ludziom wejść w ich domowe komiksy – tzw. „comic book guys”, czyli sklepy komiksowe. Ale to akurat współczesna branża komiksiarska w USA praktycznie zarżnęła – nie będę wchodził w całą tę dramę, można o tym poczytać w necie. Ale wystarczy poczytać o bankructwie „Diamond Comics” (który był monopolistą), wciskaniu sklepom komiksiarskim współczesnego chłamu którego nikt nie kupował (n‑te próby lansowania niepopularnych postaci jak Ms. Marvel czy America Chavez lub kompletne przepisywanie i eksperymentowanie z uznanymi bohaterami + mieszanie ich w politykę), lub postawa współczesnych przedstawicieli branży którzy zniechęcili fanów na różne sposoby m. in. nazywając ich bigotami: „nie podobają ci się moje komiksy – nie kupuj ich”. Wielu z nich skończyło marnie, żebrząc wręcz o wsparcie. Ci co postanowili działać na własną rękę np. freelancerzy, całkiem dobrze radzą sobie dzięki crowdfundingu (znani artyści jak Mark Millar, Chuck Dixon czy Graham Nolan). Mamy generalnie tam renesans niezależnych komiksów jak Rippaverse – gość w kilka lat stworzył od zera własne uniwersum i sieć dystrybucyjną (wydaje już nawet książki/komiksy innym) – każdy kolejny album jaki wydaje zarabia po kilka baniek. Tak że kto wie. Ledwo zipie głównie mainstream komiksowy w USA na rzecz mangi.
Teraz trochę tę lukę „doradców” wypełniają kanały na YT – wielu ludzi pyta właśnie ich od czego zacząć – niektórzy to ludzie z wieloletnim doświadczeniem w branży np. prowadzili sklepy (trzeba samemu ocenić którzy wiedzą co mówią a którzy to pozerzy). I co odpowiadają ludzie którzy w komiksach siedzą od dzieciaka? Wszystko tylko nie współczesne komiksy amerykańskie (z małymi wyjątkami np. Transformers czy niektóre Batmany)... To samo z animacją w USA – coraz więcej zwolnień (też temat na długie dyskusje), ale jak ludzie którzy wiele lat są w branży i przez kilka lat o tym przestrzegali że bańka pęknie (wielu ludzi się kształciło w kierunku animacji w USA, nawet na studiach) to ich wyzywali. Teraz mogą powiedzieć „a nie mówiliśmy”?
A anime i manga king i mają się dobrze.
Ale fakt – jest coś w tej popularności 'magicznych szkół” co przyciąga ludzi i Harry Potter może tu mieć jakiś wpływ. Ja osobiście wolę high fantasy (elfy, smoki, wielkie konflikty), ale po tym ile w ostatnich latach dostaliśmy szamba z Hollywood to mi się trochę odechciało…
Ale na darmo Harry Potter jest nazywany „Gwiezdnymi Wojnami Millenialsów” – co oznacza coś z czym wychowało się całe pokolenie i jest mega popularne. Ja nawet w pracy mam ze dwie trzy osoby które dalej się z Harrym Potterem obnoszą – mają jakieś gadżety i wkręcają w to swoje dzieci.
Re: 4 epek
Chyba jedynym sensownym wytłumaczeniem byłoby gdyby był jakiś rodzaj policji‑inkwizycji która bezwględnie poluje na takich wyskokowców. Ew mogliby wymyślić że używanie magii zużywa jakieś zasoby albo powoduje niestebilność świata… Tymczasem najwyraźniej tutaj po prostu 99% wiedźm jest „grzecznych”
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Mówisz o tzw. „turystach”. I to nie tylko m&a – do wielu rzeczy (np. DnD, Warhammer – można wymieniać be końca) przybyło wielu takich ludzi którzy później negatywnie wpływają na nie – bo chcą żeby były „pod nich”. Kiedyś wydawało się że im więcej ludzi tym weselej, ale to było przed czasami aktywizmu i social media. Dziś ludzie potrafią skutecznie obrzydzić ci każde hobby. Niech sobie oglądają, tylko jak zaczynają natrętnie oceniać inne kultury z punktu widzenia własnych (np. „zachodnich” wrażliwości i standardów), atakują twórców i „żądają zmian” – to robi się nieciekawie. Do tego stopnia że sami Japończycy zaczęli przyjmować defensywną postawę.
A popularność m&a np. w Stanach eksplodowała bo ich własne komiksy stały się żałosne. Pamiętam artykuły o półkach w księgarniach pękających od ciężaru mang i amerykańskich komiksach relegowanych do pojedynczych półek (oczywiście problem jest szerszy, ale generalnie ludzie po prostu poszli tam gdzie są ciekawsze historie).
Niemniej, cieszy mnie że chociaż tutaj ludzie widzą Atelier taką jaka jest (póki co) – ładną wydmuszką. To nie jest zła seria, ale ma to co nie cierpię – wredne (ta cała Agott to niezła sucz) i fajtłapowate dzieci i „startujemy od zera”. Ponadto faktycznie – koncepcja magii w tym świecie jest idiotyczna, choć z drugiej strony przynajmniej próbują czegoś innego. Ale ja jak chce serie o magii to wolę takie Ancient Magus Bride.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Chodziło mi o to że dostajemy serię dopracowaną jak Frieren, ale też o innym tonie. Tu mogę się mylić – nie znam pierwowzoru, może „odpali” i dostaniemy nawet coś pokroju Made in Abyss xD Tak, rzeczywiście i tu i tu jest slice of life, ale jednak Frieren to mimo wszystko dojrzała seria – nie ma taryfy ulgowej dla bohaterów i nie „uczą się magii” tylko nawalają z demonami lub rywalami. Tu mam wrażenie że dostaniemy kolejny „school life”, tylko w ładniejszej oprawie – formuła strasznie już wykorzystana. Po prostu szkoda mi że różne ciekawe serii fantasy są realizowane na słabym poziomie, a tymczasem dostajemy bardzo ładnie opakowany „school life” z dziecięcymi bohaterami.
Osobiście to osobista preferencja, być może takich serii nigdy za wiele na te trudne czasy :)
Oczywiście to kwestia tego co kto od anime oczekuje – myślę że seria znajdzie wielu fanów.
Generalnie seria sympatyczna ale do zapomnienia. Epizodyczna natura, skupiająca się bardziej na jakiś pojedynczych motywach albo postaciach, brak jakiegoś większego rozwoju fabularnego. Ot jest przeto wierna tytułowi w tym sensie – to taki slow burn.
A najśmieszniejsze, że choć przez całą serię zdążyłem się przyzwyczaić do tych renderów, to np. OP dobitnie pokazał że tej serii na dobre by wyszło gdyby trzymali się tradycyjnej animacji. W Sanda jakoś potrafili zachować styl autorki a tu animacja była bardzo sztuczna…
Re: Po odcinku 7
Niee ja bym się nie doszukiwał kliknij: ukryte usprawiedliwiania Aquy, w tym jak poprowadzili wątki historii względem mangi. Sens historii jest taki że gość (Aqua) poszedł w zemstę, bo uważał że dostał szansę której nie chciał zmarnować – nawet kosztem innych, bo ci inni byli dla niego „przeszkadzajkami”. Woli ich „wykorzystywać” i trzymać na dystans (mimo że nie raz kłóci się to z nim samym – tu wchodzi też wątek że jednak jest „młody” ciałem). Kiedy tylko „odpływa” za bardzo od celu – czyli płynie w kierunku własnego szczęścia – stwierdza że szczęście „nie dla niego” – liczy się cel. I wydaje mu się że to wszystko dla celu ostatecznego – jego osobistego. Ale pod koniec historii dochodzi do realizacji że tak naprawdę nie chodziło o AI i niego, a o Ruby/Sarinę – był jej „aniołem stróżem” i to dla niej się ostatecznie poświęca, nie dla własnych celów .
Re: Po odcinku 7
Po odcinku 7
Ale w najnowszym odcinku naprawdę u mnie to wszystko odpaliło – KLIMAT, grafika, animacja, ta forteca na tle zachodzącego słońca i wszechobecna atmosfera beznadziei. Kurcze, długo czekałem na takie dark fantasy i nawet te comic reliefy w postaci boginek tego ciężkiego klimatu nie rozwieją. Jest naprawdę dobrze.