x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: S3 odc. 13
Re: S3 odc. 13
Re: S3 odc. 13
Oczekujesz od gościa który przez pół swojego życia był hikikomori że będzie „przykładnym dorosłym”? Ja nie wiem skąd się bierze to przeświadczenie że ktoś ma x lat „to powinien się zachowywać jak na swój wiek”. To bardziej życie i charakter kształtują jakim jesteś „dorosłym”. Nie na darmo się o jednych mówi „dojrzały jak na swój wiek” albo że jest „niedojrzały emocjonalnie” albo „to duże dziecko”. Wystarczy wejść w internet żeby zobaczyć jak „dorośli” ludzie robią z siebie idiotów albo wpadają w histerie jak dziecko któremu ktoś wyrwał zabawkę, bo np. ktoś odważył się mieć inne poglądy polityczne. Rudeus imo nie jest jednym ani drugim – po prostu w jednych sytuacjach radzi sobie lepiej a w innych gorzej – jak w życiu. Tumanem bym go nie nazwał, raczej niektóre jego decyzje są złe (?), ale może to ja. Jego wiek (ten prawdziwy) to nie jest zresztą żaden wyznacznik – gość zachowuje się tak a nie inaczej bo tak napisał go autor i to co najwyżej do autora można mieć pretensje że postać nie zachowuje się tak jakbyśmy to sobie wyobrażali po „40‑latku”...
A co do wyboru Rudeusa – po pierwsze – właśnie dowiedział się kliknij: ukryte od swojej alternatywnej wersji, że walka z Hitogami jest bezcelowa – przynajmniej do takiego wniosku doszedł ktoś kto próbował znaleźć rozwiązanie przez jakieś 50 lat. Hitogami widzi to (co zresztą potwierdzili w scenie) i dosyć szybko stawia Rudeusa pod ścianą (mija może z 1 dzień?). Powiedz mi tak szczerze – co Rudeus ma wymyślić? Wie że Hitogami prawdopodobnie go zdradzi. Tylko co tak daje mu ta wiedza w tej chwili? Hitogami uderza w czuły punkt – grozi jego rodzinie. W danej chwili Rudeusa interesuje tylko ratowanie rodziny – to praktycznie sytuacja gdy gangster grozi ci bronią że zabije ci rodzinę jeśli nie pójdziesz z nim na układ. W takiej chwili raczej nie interesuje cię nic poza ratowaniem tego co dla ciebie najcenniejsze, choćbyś miał sprzedać duszę diabłu. Panikujesz. Godzisz się na wszystko. Po drugie dlaczego zakładasz że Rudeus np. nie kupuje sobie czasu? Oznajmia że kliknij: ukryte zabije Orsteda, ale czy faktycznie to zrobi? A może wykluje mu się nowy plan? A może powiedział to co powiedział bo gra na zwłokę… tego się dopiero dowiemy.
Re: S3 odc. 13
Moim zdaniem Rudeusowi nie zapalała się lampka bo Hitogami kliknij: ukryte sprytnie go mamił, z jednej strony „pomagając” a z drugiej sprawiajac wrażenie że to własne wybory Rudeusa prowadziły go tam gdzie się znalazł. Zauważ że Rudeus dopiero dużo później w swoim życiu („złej ścieżce”) połączył kropki, dlatego pamiętnik jest teraz tak cenny. Bo to akurat była już perfidia Hitogamiego – Rudeus faktycznie tylko „otworzył drzwi” zakażonemu szczurowi, coś niezauważalnego – nie zrobił nic wielkiego (a zgodnie z „boskim planem” wywołało to lawinę) – no a przecież dobroduszny „kumpel” Hitogami dotąd dawał mu dobre rady czy nie? Generalnie Hitogami jest bardzo sprytny – najpierw wkupił się w łaski Rudeusa a później wywołuje wrażenie że to tylko złe Rudeusa wybory prowadzą do nieszczęść. W kwestii Roxy tak naprawdę też nie wiemy co by się stało gdyby Rudeus nie pojechał pomóc ojcu – może miast na niego czekać, ekipa Paula wymyśliłaby inny plan? A może cała wersja z sukcesem Paula i jego ekipy to też była ściema? Skoro jego planem jest pozbycie się Roxy/uniemożliwienie narodzin dziecka jej i Rudeusa to MOŻE właśnie jego pomysłem było pozbycie się jej już tam w labiryncie, ale że Rudeus jednak pojechał to Hitogami po raz kolejny, mimo popsucia jego pierwotnego planu, zmienił koncepcje i użył tego wydarzenia pod swoją narracje (on manipuluje Rudeusem – „patrz, jakbyś mnie posłuchał twój ojciec by nie zginął” a przecież go „przestrzegał”, on „chciał dobrze”). Perspektywa w tej serii zmienia się wraz z tym jak fabuła odkrywa coraz więcej kart i wiemy więcej .
Żeby nie było – też nie zawsze podobają mi się kierunki w jakich idzie seria, a zwłaszcza bohater który świetne momenty przeplata bardzo „krindżowymi” (te jego „szczere rozmowy” i relacje z płcią piękną potrafią u mnie wywołać żenadę). Ale z drugiej dla mnie jest to wciągająca historia i nie mogę się doczekać co będzie się działo dalej.
Re: S3 odc. 13
Re: S3 odc. 13
S3 odc. 13
Weź że się chopie w końcu w garść, bo jesteś protagonsitą a nie galaretą.
Poza fajerwerkami to anime przypomina mi dlaczego nie wspominałem ostatniego arcu z mangi zbyt dobrze. Quincy to naprawdę fatalni antagoniści – cała ich potęga opiera się na wyciąganiu z kapelusza coraz to kolejnych pokładów „magicznej mocy” – o ile jeszcze motyw z „blokowaniem” Bankai miał sens, tak później dostajemy już festiwal „ha, do tej pory tylko udawałem że mnie masz! – teraz dopiero pokaże ci moją prawdziwą moc, fazę xyz moich zdolności!”. A autor po prostu zachwycił się koncepcją niemieckiego wojska (języka?)/oficerów i musiał to jakoś wcisnąć do serii, pal licho spójność (nagle z tyłka wyskakuje jakaś organizacja, która rzekomo przygotowywała się do tego przez 1000 lat i nikt o nich nic nie wiedział). Autorowi ewidentnie skończyły się już wtedy pomysły – dostajemy miałkiego antagonistę którego mocą jest „mogę wszystko” (a za każdym razem gdy mówi „tak, przewidziałem to” – przypomina mi się mem z psiakiem w płonącym pokoju) i Ichigo który jest poniewierany przez 99% walki po czym i tak stwierdzi że to wcześniej to było tylko dla dramy i dopiero teraz pokaże na co go stać… choć już 100 razy powinien zginąć. Porównuję to sobie z takim Demon Slayerem który również jest traktowany jako „płytki” shounen, ale tam przynajmniej widać że każda walka toczy się na ostrzu noża i trzyma w napięciu do ostatniego ciosu – widać rozwój umiejętności postaci a i tak zwycięstwa są „wyszarpywane” – w Bleachu zwykle wygląda to: „dobra, to teraz będzie na serio”.
Anime oczywiscie ratuje klimat, muzyka i animacja, ale sama treść jest fatalna – bardzo mi się też podoba jak pozostałe postaci poza Ichigo i Ishidą zostały zepchnięte na boczny tor – Chad miota się z jakimiś kukłami a Visored są w tym arcu na zasadzie „hej pamiętacie że były takie postaci?”. Kapitanowie w sumie też stali się popychadłami i to nawet Zaraki, choć tego seria niemożliwie ciągnie do góry za uszy. Mówiąc w skrócie – dostajemy tu wszystkie, podręcznikowe bolączki typowego shounena (nierówny power‑scaling, „zapominanie” postaci, nakama power i „główny złol jest 10x silniejszy od poprzedniego złola, a stawka 100 razy większa”...
Btw, wiem że Bleach ambitnym dziełem nigdy nie był a czasy i mody się zmieniają ale anime ceniłem głównie za taki trochę „uliczny” i specyficzny klimat. Czołówki i styl graficzny zawsze się w tej serii wyróżniały – rap przenikał się z metalem i… to wychodziło całkiem fajnie. Niestety, nic z tego nie zostało w tej serii, ino ostał się durny patos i typowe klisze.
Film skupia się głównie na walce z Upper Three choć i „dwójka” dostała sporo minut i trzeba przyznać że jest upiorny (doceniam że antagoniści to faktyczni psychole, no może poza kliknij: ukryte Akazą który przeszedł swoisty redemption arc. Będę to powtarzał – mimo że seria to standardowy shounen, to co mi się podoba to że każda walka jest znacząca – bohaterowie muszą naprawdę wyciskać z siebie maksimum żeby pokonać antagonistów, nie decyduje nagły przyrost potencjału/mocy, a nawet jeśli bohaterowie odkrywają nowe umiejętności to jest to bardzo organiczne i reaktywne. Bleach – ucz się.
To po prostu świetnie się ogląda, Ufotable to w tym wypadku mistrzowie zrobienia z prostego shounena uczty dla zmysłów. W sumie trochę żałuje że nie poszedłem na to swego czasu do kina.
Odc. 4
A tymczasem mamy jakiś do bólu wtórny i powtarzany schemat – bohaterowie dostają zlecenie, przenoszą się do nowej lokacji, jedzą, ratują niewolników i idą dalej.
Ale ja nie wiem czy się do tego przekonam… jestem fanem tego ciężkiego, poważnego stylu od Mamoru Oshiego, a nawet późniejszych adaptacji telewizyjnych (SAC). Brakuje mi tego klimatu, tej muzyki Origi (z serii TV). To tylko pokazuje jakim geniuszem był Oshii, że poszedł tak pod prąd i zupełnie zmienił lub całkowicie wyciął niektóre elementy mangi.
1. Ciamajda protagonistka której jedynym atutem jest że „się stara” i jest… miła?
2. Wredna samolubna/zazdrosna kujonica obrażona na świat w związku z jakąś rodzinną „dramą” dot. jej rodowodu, która niby ma być tą z „zimną krwią”, a której nieodpowiedzialne postępowanie m. in. mogło doprowadzić do tragedii ( kliknij: ukryte wpuszczenie Coco w test
3. Rozpuszczona „artystka” która się ciepie że inni ją „ograniczają” (choć tu przynajmniej w ostatnim odcinku widzimy że może jeszcze zrewiduje swoje poglądy)
4. No i oczywiście obowiązkowa „wesołkowata” tej bandy która właściwie nie wyróżniła się w serii niczym tylko tym że jak pojawiły się kłopoty to wystawiła protagonistkę
Ja rozumiem że twórcy (zapewne) stworzyli te postacie tak żeby „dorastały” wraz z serią, ale czemu widz musi się przy tym tak męczyć…
Na koniec nie mogę wspomnieć o chyba najbardziej idiotycznym koncepcie magii jakikolwiek widziałem – rysowanie „schematów”. Miałoby to sens gdyby nie totalnie nierówny power scaling. Niby najpierw próbuje się tę magię zamknąć w jakiś zbiór zasad po czym właściwie pojawia się koncept „zakazanej magii” z którą robią co chcą albo akurat zawsze mają wzorek czy kartkę która akurat wywoła potrzebny efekt z pogranicza fizyki i czasem chemii. Uczą się że nawet najdrobniejszy błąd może wywołać katastrofalny efekt, po czym w locie wyciągają/rysują „schemacik” który idealnie zamraża im ścieżkę. Nie chce mi się nawet wymieniać ile tu jest niespójności, lepiej by już dla nich było jakby magia w tej serii to było „piu piu” wyczarowywane z dłoni…
Daje 5/10 za grafikę. Może ze 6 za Brimmed Caps bo to fajni edgelordzi (ja bym wogóle wywalił te dzieci i zrobił serię o konflikcie Wiedźm i „Czapek” wokół tematu zakazanej magii).
Ale przede wszystkim jest to nudne jak flaki z olejem.